: Tomek to niezwykle utalentowany piłkarz. Zaimponował mi. Mimo niewielkiego doświadczenia, bo jest to tak naprawdę pierwsza tak poważna impreza, w której bierze udział
(Rosiński otrzymał powołanie na mistrzostwa świata w Chorwacji, ale jako rezerwowy - red.), wziął na siebie ciężar rozgrywania piłek w najtrudniejszych momentach, gdy innym nie wychodziło.
To jest nie lada umiejętność.
Tomek na razie powinien skupić się na rozwoju kariery i zdobywaniu doświadczenia. A spekulacje na temat tego, czy będzie gwiazdą, czy nie, pozostawiam mediom i dziennikarzom. Dla Tomka jest
obecnie najważniejsza gra w reprezentacji i wywalczenie sobie miejsca w wyjściowej siódemce.
Nie. Takie osoby, jak Tomek Rosiński, Patryk Kuchczyński, czy Michał Jurecki, w kadrze albo w jej zapleczu są od jakiegoś czasu. A nam chodzi o to, by naszą dyscyplinę wypromować bardziej
wśród młodzieży szkolnej. Naturalnie, to dobrze dla zespołu, że pojawiają się nowe osoby. I oby było ich coraz więcej i więcej. Ale dla nas najważniejsze jest, by zainteresować piłką
ręczną całą Polskę.
To nie jest takie proste. Bogdan nie może bowiem oprzeć się wyłącznie na młodych i perspektywicznych zawodnikach. On potrzebuje przecież mocnego zespołu, by grać w Lidze Mistrzów, a tam nie
zawsze jest miejsce na eksperymenty. Moim zdaniem nie jest dobrze, gdy obowiązkiem szkolenia młodzieży i wyszukiwania talentów obarcza się wyłącznie jeden zespół w ekstraklasie. Nie można
bowiem dopuścić, by w polskiej lidze powtórzył się scenariusz z rozgrywek rosyjskich, gdzie dominuje jeden klub, a reszta stanowi tylko tło. Jeśli chcemy, by w Polsce pojawiało się wielu
nowych zawodników, choćby tak jak to jest w siatkówce, to w ekstraklasie musi być cztery, a może i pięć równorzędnych zespołów. Ostatnie kontrakty, m.in. z PGNiG, czy sukcesy Vive w Lidze
Mistrzów pokazują, że właśnie teraz jest najlepszy czas dla polskiego szczypiorniaka. Jest zainteresowanie sponsorów, telewizji i kibiców. To jest ogromna szansa dla tej dyscypliny, której
nie wolno nam zaprzepaścić. W przeciwnym razie za kilka lat mogą wszyscy w Polsce o naszej dyscyplinie zapomnieć.
czytaj dalej
To były pierwsze spotkania i nie przywiązywałbym do tych wyników zbytniej uwagi. Tak naprawdę na takiej imprezie szczyt formy osiąga się po kilku spotkaniach.
Są bardzo zmotywowani i widać, że gra przynosi im mnóstwo radości. Trener Wenta przygotował chłopaków bardzo dobrze taktycznie. Jeśli ich dyspozycja będzie rosła z meczu na mecz, będzie
dużo radości.
Rehabilitacja odbywa się zgodnie z planem. Najgorsze były te dni zaraz po zabiegu, gdy ból był tak wielki, że nie pomagało nawet wzięcie kilku tabletek przeciwbólowych. Według wstępnych
opinii lekarzy do gry wrócę dopiero za jakieś cztery, a może pięć miesięcy. Ale jeśli się da, to chciałbym wrócić znacznie wcześniej.
Na pewno jak najszybciej, jeśli tylko będę jeszcze potrzebny.
*Damian Wleklak, środkowy reprezentacji Polski, medalista mistrzostw świata 2007 i 2009. Z mistrzostw Europy wykluczyła go kontuzja ręki. Gra w Bundeslidze w zespole Minden