HENRYK KASPERCZAK*: Nie, to jest jego zdanie. Zrobiło się trochę nieprzyjemnie, bo przecież nie zjechaliśmy się do Warszawy po to, aby dyskutować o jedzeniu, spaniu, czy o komforcie. Ale ja rozumiem niektórych prezesów. Starają się bronić swoich klubów jak tylko mogą.
Ależ tam jest bardzo ciekawie! W pewnym sensie. Bo trzeba podjąć historyczne decyzje, ale nikt nie chce wziąć na siebie odpowiedzialności. To mnie najbardziej boli. Nie rozumiem niektórych rzeczy. Prokuratura ściga i przedstawia zarzuty, a karze – a raczej wstrzymuje się od karania – PZPN. Korupcja istnieje, korupcja jest i trzeba ten problem natychmiast rozwiązać. Abolicja według mnie nie ma racji bytu. Mówi się, żeby kluby dostawały karę, ale w zawieszeniu na dziesięć lat. To znaczy tak chcą kluby, które nie zostały jeszcze zdegradowane. Co więc mają powiedzieć te, które już zostały relegowane?
Chyba trzeba tak zrobić. Przyjeżdżam do Polski i nagle widzę, że ta grupa, która chyba chciała coś w tym względzie robić, już nie istnieje. Nie mówię, że to śmieszne, czy niepoważne, ale wydaje mi się, że ta afera ciągnie się za długo. Trzeba sprawę zamknąć. Pociągnąć do odpowiedzialności i kluby, i ludzi. Skoro nie można karać ludzi, to po co jest Wydział Dyscypliny?
Nie. Dla mnie to tylko dowód na to, że mamy do czynienia nie z korupcją, a wielkim i żrącym korupstwem. FIFA mówi, że przedawnień w stosunku do przestępstw w futbolu nie ma. Tłumaczenia w stylu: „my nie jesteśmy odpowiedzialni, bo to nie my nabroiliśmy, tylko nasi poprzednicy” uważam za absurdalne. Każdy spadkobierca jest odpowiedzialny za to, co przejął.
Aż tak radykalny w osądach bym nie był. Boniek jest tylko współwłaścicielem klubu. Ma swoje interesy. Niech sprawiedliwość i ściganie winnych zostawi odpowiednim instytucjom.
Żyję w Afryce, Anglii, Francji, Polsce, ale chyba nigdzie mnie nie ciągnie. No... ciągnie mnie czasami, aby zjeść coś dobrego we Francji. Chyba tylko to.
Jeszcze nie wiem, czy będę kandydować. Na razie z polskiego klubu nie dostałem żadnej propozycji. Aktualna jest oferta Saint-Etienne. Miałbym tam być dyrektorem technicznym. Ale to tylko luźne rozmowy. Nie chcę się deklarować. To co powiem dzisiaj, może nie być prawdą już jutro. Wszystko biorę pod uwagę. Jest taka koncepcja środowiska piłkarskiego, żebym został prezesem. Mam poparcie. Wielu z chęcią widziałoby mnie w roli prezesa.
Powiem tak – ci, którzy myślą, że ludzie odpowiedzialni za doprowadzenie do całej tej sytuacji, powinni ustąpić miejsca komuś, kto myśli inaczej i będzie działał w inny sposób, niż obecna ekipa. Jednak nic od razu. Na razie rządzący naszym futbolem muszą oczyścić nieco atmosferę, sprzątnąć to, co rozbabrali.
Rozmawiamy sobie. „Dzień dobry”, „co słychać?”, „jak leci?”. Żadnej wrogości. Szanujemy się.
A co mnie obchodzi czyjaś opinia? Ja jestem od tego, żeby robić wyniki. A opinia? Niech każdy sobie wyrabia taką, jaką chce. Ja mam się martwić o opinię? To, że jak człowiekowi w danym momencie coś nie wyszło, nie znaczy, że nagle stał się słaby w tym, co robi. Ludzie z ulicy mogą sobie mnie oskarżać. Kto jednak jest w temacie, ten wie, że moja nieudana przygoda z reprezentacją Senegalu to złożona sprawa.
Jakim zdrajcą? Jestem zawodowcem i człowiekiem honoru, mam charakter zwycięzcy. Nie mogę pogodzić się z niektórymi rzeczami. Gdy coś przestaje być zależne ode mnie, to z tego rezygnuję.
Cóż, monolit to nie był. Stworzyły się dwie grupy – starszych i młodszych. Jedni drugim zazdrościli – sukcesów lub pieniędzy. Albo i tego, i tego. Poza tym większość zawodników miało problemy w swoich klubach. No i powstała grupa wyskokowa. Czułem, że coś jest nie tak, ale nie wiedziałem, że to będzie miało tak duży wpływ na grę.
Nikogo nie przyłapałem na gorącym uczynku, ale miałem podejrzenia. Potwierdziły się dopiero, gdy już opuściłem Senegal. Przed meczem z RPA trzech zawodników poszło do baru i dosyć długo w nim siedziało...
Niektórych nawyków nie da się zmienić. Niektórzy po prostu są nie w porządku wobec tego, co robią. Ja mogę odpowiadać tylko za to, co dzieje się na boisku. Nie mogę być żandarmem. To tak jakby pana przełożony dbał o to, co pan robi po pracy. Ja nie mogłem w to ingerować.
Nie wiem. Jak się akceptuje trenera, to nie wystarczy o tym mówić, trzeba to także pokazać na boisku. Oni nie pokazali. Dlatego zrezygnowałem i nie zmieniłem decyzji nawet wtedy, gdy piłkarze mnie o to prosili. Rozmawiałem do trzeciej nad ranem z zawodnikami. Powiedziałem im, że nie wzięli prawdziwej odpowiedzialności za to, co robili. No to teraz będą mieć okazję. Pomyślałem sobie, że może to ja byłem przeszkodą w osiągnięciu sukcesów. Odsunąłem się więc. To jednak też nie pomogło. Problemem nie byłem więc ja.
Nie. Żałuję tylko, że nie osiągnąłem tego, co zakładałem.
Oczywiście, życzę mu jak najlepiej.
Ja tam nie lubię do nikogo się porównywać. Nie sprowadzałem reprezentantów Polski. Dopiero po dłuższej grze w mojej drużynie zawodnicy trafiali do reprezentacji. Oba rozwiązania są dobre.
Mam jeszcze i pasję, i energię. Lubię chodzić na grzyby, popracować w ogrodzie. Mam dom na wsi, ale do hodowli owiec się nie nadaję. To nie jest mój żywioł.
* Henryk Kasperczak, ur. 10.07.1946 w Zabrzu. Jako piłkarz zdobył dwa tytuły mistrza Polski, trzecie miejsce na MŚ w 1974 roku oraz srebrny medal olimpijski w 1976 roku. Jako trener zdobył
Puchar Francji z FC Metz oraz trzy mistrzostwa Polski i Puchar kraju z Wisłą Kraków. W Pucharze Narodów Afryki zajął 2. miejsce z Tunezją, a 3. z Wybrzeżem Kości Słoniowej. Od czerwca 2006
do stycznia 2008 roku był selekcjonerem reprezentacji Senegalu