Przed rozpoczęciem poprzedniego sezonu przed podobnym dylematem stali we Włoszech, kiedy miejscowa federacja ukarała za korupcję trzeci w tabeli AC Milan. Piłkarze rozjechali się na urlopy,
mając przekonie, że nie zagrają w eliminacjach Ligi Mistrzów. Ostatecznie UEFA zgodziła się dopuścić Milan do rozgrywek, jednak jak powiedział nam Marcin Stefański z Ekstraklasy SA, już po
tym przypadku UEFA wydała obligujący przepis, że drużyna karana za korupcję przez rodzimą federację nie może występować w europejskich pucharach. Tak więc zamiast Zagłębia w pucharach
zagrałaby drużyna sklasyfikowana na kolejnym miejscu w tabeli (lub finalista Pucharu Polski, jeśli klub z Lubina byłby to trofeum).
Wśród działaczy PZPN panuje opinia, że relegacja z ligi nie może ograniczać się do drużyn karnie zdegradowanych przez WD i że musi się rozstrzygnąć w sportowej walce. Gdyby więc na
ostatnich miejscach tabeli znalazły się drużyny spoza zdegradowanej trójki, do drugiej ligi spadnie aż pięć zespołów. Nie wiadomo natomiast co w takim wypadku będzie z barażem, który
miały rozegrać między sobą 14. drużyna ekstraklasy i trzeci zespół drugiej ligi. Jak twierdzi rzecznik prasowy PZPN Zbigniew Koźmiński, w grę wchodzi zmiana regulaminu w trakcie rozgrywek i
likwidacja barażu.
"Większość drużyn znajdujących się w czubie tabeli drugiej ligi gra na lepszych obietach niż niektóre kluby pierwszoligowe. Mówię o Polonii Warszawa, Śląsku Wrocław, Lechii
Gdańsk, Arce Gdynia, Wiśle Płock. Nawet Piast Gliwice nie ma gorszego stadionu niż Polonia Bytom" - uważa Zbigniew Koźmiński. "Jeśli wśród zespołów, które awansują z
dalszych miejsc drugiej ligi znajdzie się klub, który nie spełnia kryteriów , na pewno damy mu trochę czasu, traktując odrobinę ulgowo" - dodaje.
Władze PZPN są temu przeciwne. Jeden z prominentnych działaczy stwierdził nawet, że taka propozycja to sabotaż. Koronny argument jest taki, że w blisko 40-milionowym kraju musi być
przynajmniej 16 zespołów w ekstraklasie. W grę wchodzą jednak przede wszystkim pieniądze za sprzedaż praw telewizyjnych. Za okrojoną ligę Canal Plus lub konsorcjum Polsatu z ITI (tylko te dwa
podmioty liczą się w walce o licencję na następne trzy lata) zapłaciłyby mniej.
Jeżeli klub jest zdyskwalifikowany dycyplinarnie to teoretycznie kontrakt zawodnika może być rozwiązany przez PZPN z winy klubu. Z takiej możliwości skorzystała niedawno większość piłkarzy
Górnika Łęczna. W PZPN mówią, że wszystko zależy od indywidualnych umów zawodników z klubem. Menedżerowie twierdzą, że są w tych kontraktach prawne furtki pozwalające na ich
rozwiązanie.
Nowy stadion w Lubinie będzie budowany, bo środki na to zostały zabezpieczone. Jednak jak będzie wyglądał budżet klubu, nie wiadomo. Prezes Robert Pietryszyn przyznaje, że Zagłębie nie ma
jeszcze podpisanej umowy z KGHM, która precyzowałaby, ile pieniędzy koncern przeznaczy na sponsorowanie zespołu. Można się spodziewać, że budżet zostanie zmniejszony - z 25 milionów do
10.
Nowy właściel Widzewa miał przywrócić klubowi wysokie miejsce w futbolowej hierarchii. Po degradacji groził jednak wycofaniem z finansowania drużyny i zapowiedział, że będzie ostrzegał
swoich kolegów biznesmenów przed inwestowaniem w polski futbol.
Z jednej strony duża grupa klubów, które wejdą do pierwszej ligi prezentuje niższy poziom od choćby dysponującego jedną z najlepszych jedenastek w Polsce Zagłębia Lubin. Z drugiej
większość z nich wywodzi się z dużych aglomaracji, ma znane nazwy i mnóstwo kibiców, którzy stanowią znakomity rynek odbiorców dla sponsora tytularnego.
Przecieki z prokuratury sugerują, że ci, na których były najtwardsze dowody już zostali rzuceni mecenasowi Tomaczakowi na pożarcie. Innym klubom takim jak Cracovia, Jagiellonia czy Kolporter
grożą co najwyżej ujemne punkty.