Dziennik Gazeta Prawana logo

Wujek pilnuje interesów polskiego piłkarza

12 października 2007, 14:38
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Jakub Błaszczykowski to jeden z najlepszych polskich pomocników. Po piłkarza Wisły Kraków ustawiają się kolejki chętnych. W rozmowie z DZIENNIKIEM przyznał, że w interesach wyręcza go... wujek. A wujkiem jest Jerzy Brzęczek, który zdobył dla Polski srebrny medal na olimpiadzie w Barcelonie.
Przenosi się pan do Cracovii?
Nie ma takiego tematu. Wiem, że przysłali do klubu faks z zapytaniem o możliwość transferu. Jest to z pewnością najdziwniejsza propozycja, jaką dostałem w życiu.

A która była najciekawsza? Ta z Sampdorii?
Mam wiele propozycji, ale szczegółowo nie interesowałem się nimi. Trzeba o to spytać mojego wujka Jurka Brzęczka. On pilnuje moich interesów.

Transfer Radosława Matusiaka pilotuje jego ojciec, pańskie sprawy prowadzi wujek. Nie ufacie menedżerom?
A do kogo można mieć większe zaufanie niż do rodziny? Dzwoni do mnie wielu menedżerów z różnymi propozycjami, ale nie wdaję się w rozmowy, tylko od razu odsyłam ich do Jurka i mam spokój. Wiem, że on mnie nie oszuka. Także rozmowami w sprawie nowego kontraktu z Wisłą nie muszę się specjalnie stresować, bo wiem, że wujek wszystkiego dopilnuje.

Dlaczego negocjacje w sprawie nowego kontraktu ciągną się tak długo?
Nie wiem. Powtarzam mnie interesuje tylko gra. To, co się dzieje obok, praktycznie mnie nie dotyczy.

Starcza panu na życie? Podobno ma pan najniższy kontrakt w Wiśle?
Nie narzekam. Nie gram w Wiśle po to, żeby się dorobić, i wcale nie mam najmniejszych pieniędzy w zespole.

Chciałby pan już zimą wyjechać na Zachód?
Zobaczymy, jak to wszystko się potoczy. Z każdym dniem wszystko się zmienia. Gdyby to tylko ode mnie zależało, to zostałbym w Wiśle. Odejdę stąd, kiedy uznam, że już się w Wiśle nie rozwinę. Na razie wciąż się uczę, a poza tym doskonale czuję się w Krakowie. Mamy dobry zespół, wspaniałych kibiców, którzy mnie szanują, mieszkam w pięknym mieście. Wisła to jest mój pierwszy klub w karierze, do którego czuję wielki sentyment. Myślę, że pozostanie mi to do końca życia.

A co będzie po sezonie? Wyjedzie pan?
Aż tak daleko myślami nie wybiegam. Wiem już, co to znaczy mieć groźną kontuzję, więc staram się nie planować daleko naprzód. Muszę być przygotowany, że w każdej chwili może stać się coś niespodziewanego.

Wujek mówi panu, czego można się spodziewać za granicą?
Praktycznie cały czas rozmawiamy na te tematy. Nie tylko o wyjeździe, ale w ogóle o wszystkich sprawach piłkarskich, o zachowaniu poza boiskiem, o dobrym prowadzeniu się. Niestety tylko telefonicznie. Nie spotykamy się zbyt często.

Przed planowanym wyjazdem uczy się pan języka?
Cały czas szlifuję angielski. Dużo pomogła mi praca z trenerem Danem Petrescu. On ze mną wiele rozmawiał. Robiłem błędy, ale się nimi nie przejmowałem. Moja dziewczyna, która doskonale zna angielski, była w szoku, że znam takie słowa i że w miarę poprawnie posługuję się językiem. Przy Beenhakkerze, który mówi po angielsku, też się uczę.

A piłkarsko?
Beenhakker powtarza nam, że nas jest jedenastu i rywali też i że nie są to żadni nadludzie. Piłka bardzo się wyrównała i każdy może wygrać z każdym. Selekcjoner pomógł nam uwierzyć w siebie i nasze umiejętności, bo wiele meczów przegrywaliśmy z powodu psychiki. Jestem też pod wrażeniem warsztatu trenerskiego Beenhakkera. To, że mogę z nim pracować, jest dla mnie dużym wyróżnieniem. Nie dziwi mnie też, że udało mu się znaleźć tyle talentów w naszej ekstraklasie. Polska liga nie jest wcale taka słaba.

Jakoś trudno uwierzyć, że w polskiej piłce wszystko jest takie różowe.
Oczywiście, że nie jest. Naszym problemem są na przykład boiska. Na zachodzie każdy klub ma po kilkanaście płyt treningowych. Nawet w Wiśle trenujemy na boiskach, które się do tego nie nadają. W czasie meczów nasze płyty treningowe zamieniane są w parking. To skandal.

Wraca pan myślami do nieszczęsnego spotkania z Finlandią?
Źle wszedłem w ten mecz. Od razu chciałem się pokazać z dobrej strony. Na pewno przede mną jeszcze wiele podobnych spotkań. Nie zawsze się gra tak, jak się chce. Jeśli po takim meczu piłkarz się podnosi i gra lepiej, to staje się mocniejszy psychicznie. Nie boję się krytyki. Mogę czytać złe rzeczy o mojej grze, ale to musi być konstruktywne.

Nie myślał pan potem, że się nie nadaje do kadry, że to jeszcze za wysokie progi?
Mam taki charakter, że dążę do celu i staram się być najlepszy. Powtarzałem sobie, że to tylko jeden taki mecz i że na pewno dam sobie radę.

Piłka to wiele wyrzeczeń. Czego one dotyczyły w pańskim przypadku?
Dla mnie wyrzeczenia zaczęły się już w wieku ośmiu lat. Na treningi jeździłem PKS-em po 40 km w jedną stronę. W autobusach spędzałem po trzy godziny dziennie. Po szkole rzucałem plecak, jechałem na trening i wracałem o 22. Potem spać i rano znowu do szkoły. Gdy koledzy się bawili albo grali na komputerze, ja wracałem z treningu.

Szkoły przez piłkę pan nie zawalił?
Trochę, ale nadrabiam zaległości. Skończyłem szkołę zawodową. Potem uczyłem się w technikum, ale kiedy przeniosłem się do Wisły, to zrezygnowałem z nauki. Teraz, kiedy już wszystko sobie poukładałem, wróciłem do szkoły. W maju będę zdawał maturę.

Trener Bogusław Kaczmarek powiedział, że jeżeli ma pan charakter Brzęczka, to zajdzie pan w piłce daleko. Pracowitość to u was rodzinna cecha?
Wychodzę z założenia, że jak coś robię, to tylko najlepiej, jak umiem. Piłka to moja miłość, więc wszystko jej podporządkowuję. Z domu wyniosłem na pewno zawziętość i dążenie do wybranego celu. A z wujkiem wcale nie jesteśmy do siebie tacy podobni. Kiedy byłem nastolatkiem, ciągle się przeciwko niemu buntowałem i na każdą sprawę miałem inne spojrzenie niż Jurek. Teraz dorosłem i dogadujemy się już bardzo dobrze.

Miał pan życiu okres zabawowy kasyna, dyskoteki, dziewczyny?
Nie stronię od rozrywek, ale zawsze staram się rozróżniać zabawę od przesadnej zabawy. W trakcie sezonu nie ma o tym w ogóle mowy.

Mówi się, że od lat nie było tak słabej Wisły.
Wcale tak nie uważam. Zespół jest w przebudowie i potrzeba czasu, żeby to wszystko zaczęło dobrze działać. Gramy dalej w Pucharze UEFA i myślę, że stać nas na awans do kolejnej rundy. Piąte miejsce w lidze nie jest najlepsze, ale straty nie są duże i możemy je odrobić.

Pucharowe występy nie przeszkodzą wam w lidze?
Wszystko da się połączyć. Na pewno będziemy walczyć o mistrzostwo.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj