Oczywiście, że się nie przyznaję.
Nic więcej panu nie powiem, bo potem prokuratura moje słowa może użyć przeciwko mnie.
Nie będę publicznie opowiadał o mojej linii obrony. Mnie chyba nawet nie wolno tego robić. Spokojnie poczekajmy na rozwój wypadków.
Muszę czekać. Na razie poprosiłem o pisemne przedstawienie uzasadnienia zarzutów. Prokurator, który ze mną rozmawiał, przyznał, że mam do tego prawo. W ciągu 14 dni będę miał to
uzasadnienie.
Ja w tej sprawie złożę zażalenie i jest to mój kolejny przywilej. Uważam, że taki środek zapobiegawczy jest nieadekwatny do sytuacji. Podobnie jest z wnioskiem o zawieszenie mnie w funkcji
wiceprezesa PZPN.
Nie odpowiem, bo ktoś może dojść do wniosku, że publicznie próbuję wywierać wpływ na suwerenne decyzje prokuratury. Na pewno zostanę wezwany na kolejne przesłuchanie i wtedy będę
przedstawiał wszystkie swoje argumenty.
Myśli pan, że we Wrocławiu? To się pan myli. Pojechałem do Zielonej Góry, gdzie odbywały się mistrzostwa Polski arbitrów w piłce nożnej.
Mistrzostwa odbywały się już po raz piętnasty, a więc okazja była wyjątkowa.
Zarzuty przedstawione w ubiegłym tygodniu Eugeniuszowi K. i byłemu prezesowi GKS Katowice Piotrowi D. to efekt śledztwa prowadzonego przez policję z wrocławskiego CBŚ i Prokuratury Krajowej.
Obu mężczyznom zarzuca się działanie na szkodę PZPN. Kilka lat temu GKS nie miał z czego spłacać długów wobec: ZUS, urzędu skarbowego, firm, piłkarzy i trenerów. Sąd wyznaczył
komornika, by ten przejął pieniądze, jakie miały trafić z Canal+ za prawa do transmisji telewizyjnych. GKS dostawał je za pośrednictwem PZPN. Związek nie przekazywał pieniędzy komornikowi,
lecz przesyłał je tam, gdzie chciał.
W efekcie działania te doprowadziły do wyrządzenia szkody majątkowej w związku na kwotę ponad 1 800 000 zł. Wobec członka zarządu zastosowano środki zapobiegawcze w postaci poręczenia majątkowego na kwotę 150 000 zł i zawieszenie w wykonywaniu czynności służbowych na zajmowanym stanowisku. Grozi mu do 10 lat więzienia.