To pytanie jest niestosowne. Skoro pan je zadaje, prawdopodobnie nie ma pan pojęcia o boksie. Gdyby wiedział pan co nieco o tym sporcie, myślałby pan tak: ci ludzie to herosi, niezwykle
zdeterminowani. Żeby ich zrozumieć, trzeba samemu wejść do ringu. Poganiać dwie minuty w zmiennym tempie, odskakiwać, doskakiwać, zasłaniać się, wyprowadzać ciosy. Gwarantuję panu, że po
takim wysiłku człowiek żywi do bokserów tylko jedno uczucie: szacunek. Nie uważa się ich za maszynki do robienia pieniędzy, a za prawdziwych sportowców.
Słowa tego pana odbieram jako typową oznakę złego starzenia się. Jego objawy są następujące: człowiek myśli sobie, że za jego czasów było wspaniale, a teraz wszystko jest do kitu.
Żeby mieć moralne prawo krytykowania go, powinien pan wejść z nim do ringu. W innym przypadku uważam, że obrażanie tego człowieka jest niestosowne. Zachowanie Mayweathera jest jak najbardziej
świadome. To czysty marketing. Facet robi z siebie ekscentryka po to, żeby potem ludzie kupowali prawa do oglądania jego walk i liczyli, że przegra. Prawdopodobnie Amerykanin zarabia na tym
niezłe pieniądze.
Dziwi się pan? To ludzie szalenie konsekwentni, sprytni, zdeterminowani. Wielu z nich odmawia sobie charakterystycznych dla rówieśników uciech, by odnieść sukces. Szanuję to i doceniam.
Mike Tyson, niepowtarzalny zawodnik. To dzięki niemu bokserzy zaczęli zarabiać krocie. Jego walki chciał oglądać każdy, ludzie płacili za nie bez mrugnięcia okiem. Potem ta tendencja się
utrzymała. Tyson był jak na zawodnika wagi ciężkiej niskiego wzrostu, a mimo to prał wszystkich. Fenomen.
To sport klasyczny. Bez kopania po jądrach, łamania piszczeli i wydłubywania sobie oczu. Ja jestem klasycznym facetem, takim troszkę w stylu retro. Dlatego boks idealnie do mnie pasuje.
Szacunku do siebie i uczciwości. Jeśli nie przykładasz się na zajęciach, to potem widać to w ringu, dostajesz brutalnie w twarz. Tu nie da się oszukiwać.
Nie, bo ja na szczęście nie gram tylko nosem. Nawet nieco oszpecony dam sobie radę.
Tak, ta dyscyplina dodaje pewności siebie, która jest potem widoczna na ekranie czy w teatrze. Kamera bezbłędnie wychwytuje wierzących w siebie ludzi.
Na szczęście nie. Jak byłem młodszy, w podstawówce, dostałem kiedyś centralnie z bańki. Od tamtego czasu jakoś omijały mnie bójki. Ja nie szukam zaczepki. Człowiek pewny siebie i swoich
umiejętności nie musi się sprawdzać w innych miejscach niż ring.
Nie. Za to powiem, że na obiektach Gwardii Warszawa, na których trenuję, pojawia się wielu ludzi ze światka artystycznego. Tam panuje wspaniała atmosfera, która sprzyja treningowi. Mnie
obecnie prowadzi syn znanego kiedyś boksera, Pawła Skrzecza.
Oj nie, chyba już jestem za stary na takie harce, mam 35 lat (śmiech).
Tak, tylko czy my w Polsce mamy równie ciekawą osobowość ze świata boksu, o której można by nakręcić film?
Niech mi pan przyśle dobry scenariusz filmu o Gołocie. Wtedy pogadamy. Choć z drugiej strony nie wiem, czy chciałby zagrać w komedii...