Sędzia nie uznał dwóch goli dla Jagiellonii
Pojedynek Legii z Jagiellonią nie obfitował w okazje do strzelenia gola. Goście choć oddali w całym meczu tylko jedno celne uderzenie na bramkę Kacpra Tobiasza, to dwukrotnie umieścili piłkę w jego siatce. W obu przypadkach piłkarze Jagiellonii byli na pozycji "spalonej" i decyzje sędziego o nieuznaniu goli nie budzą żadnych wątpliwości.
Romańczuk wykonał wślizg, czy pardę obronną?
Inaczej sytuacja wygląda w przypadku podyktowania ewentualnych rzutów karnych dla Legii. W pierwszym przypadku Taras Romanczuk zatrzymuje ręką piłkę po zagraniu Arkadiusza Recy (na filmie ta sytuacja widoczna jest od 1.50 min.). Komentatorzy stacji Canal Plus tłumaczyli, że decyzja sędziego Damiana Sylwestrzaka o braku "jedenastki" dla Legii była słuszna, bo piłka trafiła gracza Jagiellonii w rękę "podbierającą", co przy wykonywaniu wślizgu jest naturalnym ułożeniem ciała i w takim przypadku nie może być mowy o rzucie karnym.
Jednak czy faktycznie wszystko było zgodnie z przepisami? Romańczyk rzuca się do przodu, by zablokować podanie Recy. Bardziej to przypomina "paradę obroną" niż wślizg, a jeśli tak, to powinien być karny dla Legii. Pomocnik ekipy z Białegostoku nie sunie po murawie, tylko leci w powietrzu. Zachowując się w ten sposób bierze na siebie ryzyko. Na nagraniu i zdjęciu poniżej widać, że ręka Romańczuka jest daleko odsunięta od ciała, a kontakt z murawa ma dopiero kiedy trafia w nią piłka. Sytuacja wydaje się więc kontrowersyjna.
Ja nie widzę nic złego w postępowaniu Romanczuka. Interweniuje, rękę ma naturalnie ułożoną. Moim zdaniem nie powinno być karnego. Gdzieś musi mieć rękę. Poza tym stosujemy domniemanie niewinności, a nie domniemanie winy. Nie ma znaczenia kiedy ręka dotyka murawy. Jest ułożona naturalnie do sytuacji, w jakiej zawodnik się znajduje: próbuje przeciąć dośrodkowanie/podanie i porusza się zgodnie z dynamika ruchu, koordynacją ruchową, nie powiększa obrysu w sposób nienaturalny. Dla mnie jasna sytuacja. gdyby byl karny skrytyowałbym te decyzję. Ok, bierze ryzyko, ale to nie znaczy, że "ma płacić za wszystkich". Bierze ryzyko i gdyby zrobił coś złego, to zostałby ukarany, ale nie zrobił - podkreśla w rozmowie z Dziennik.pl Rafał Rostkowski, były arbiter piłkarski, a obecnie ekspert sędziowski.
Pelmard zagrywa piłkę ręką, a nie ona go trafia
W drugim przypadku piłki ręką w polu karnym Jagiellonii dotknął Andy Pelmard. W tej sytuacji sędzia Sylwestrzak znów nie dopatrzył się przewinienia. Czy decyzja arbitra z Wrocławia była prawidłowa. Tu znów można mieć wątpliwości.
Paweł Wszołek zagrywa piłkę w pole karne. Piłka jak to się określa w żargonie sędziowskim jest "spodziewana" i leci z dalszej odległości. Obrońca Jagiellonii ma czas na reakcję i prawidłowe ustawienie się do zagrania. Jednak zamiast stać przodem, ustawia się bokiem. W dodatku wykonuje ruch przed ramieniem w kierunku nadlatującej piłki ((na nagraniu ta sytuacja widoczna jest od 3.44 min.)
Jego ręka jest napięta, co jak tłumaczą eksperci sędziowscy w takich sytuacjach znamionuje celowość zagrania. Dodatkowo ręka zawodnika nie jest ułożona wzdłuż ciała, a łokieć ewidentnie odstaje od tułowia. Na nagraniu widać, że Pelmard zagrywa piłkę, a nie ona go trafia. Piłkarz wykonuje ruch i futbolówkę odbija ręką tuż powyżej łokcia.
Tu widać plecy zawodnika, a piłka uderzyła go od przodu. na tym ujęciu nie da się nic stwierdzić, aby to ocenić, należałoby obejrzeć powtórki z innych kamer - od przodu - podkreśla w rozmowie z Dziennik.pl Rostkowski.
Legia znów skrzywdzona przez sędziego?
W obu opisanych sytuacjach sędzia Sylwestrzak nawet nie podbiegł do monitora VAR, by przyjrzeć się dokładnie i samemu z bliska ocenić sytuację. Czy Legia została skrzywdzona? Jeśli tak, to jest już drugi taki przypadek wciągu zaledwie kilku dni. Przypomnijmy, że w sobotę przeciwko Legii w meczu z Rakowem Częstochowa został niesłusznie podyktowany rzut karny, który na wyrównującego gola zamienił Ivi Lopez.
Co ciekawe w tym przypadku Rostkowski nie zgodził się z decyzją, która na boisku podjął sędzia. Według naszego rozmówcy Jarosław Przybył popełnił błąd dyktując rzut karny dla Rakowa za zagranie piłki ręką przez piłkarza Legii.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.