Zadowolony jest pan z 5. miejsca w mistrzostwach świata w Osace?
Tak. Chociaż zdaję sobie sprawę, że mogłem być wyżej. Poprawiłem życiówkę, ale tylko o 4 cm. Co to za postęp? Żaden. Szczerze mówiąc pchałem słabiutko. Spokojnie mogłem osiągnąć lepszy wynik, nawet o kilkadziesiąt centymetrów.

To dlaczego pan tego nie zrobił? Znowu zawiodła pana psychika?
Z psychiką tym razem było ok. Zawaliłem technikę. Tak naprawdę udaną miałem tylko jedną próbę, szóstą. Resztę zepsułem, po prostu. Gdybym cały czas pchał tak, jak w tej szóstej kolejce, konkurs wyglądałby inaczej. Miałem wielką siłę. Moc była ze mną, ale kurde, nie potrafiłem tego przełożyć na wynik. Tego żałuję.

Kiedy upora się pan z granicą 21 m?
Może jeszcze w tym sezonie? W sobotę startowałem w niewielkim mityngu pod Berlinem, pchnąłem 20,80 m. Jestem w świetnej formie, czuję to. Forma ciągle rośnie, mimo że to końcówka sezonu. I w tym jest problem. Wygląda na to, że po Pedro's Cup chyba zakończę starty w tym roku. Organizatorzy mityngów nie spisali się, nigdzie nie ma już kuli. A na finał Grand Prix w Stuttgarcie nie mam szans - mówi DZIENNIKOWI Majewski.

Może popełnił pan z trenerem błąd w przygotowaniach? Może forma przyszła za późno?
Nie. Była już w Osace. Tam rosła z dnia na dzień, w finale czułem się bardzo mocny. Ja jestem takim typem zawodnika, że jak złapię formę, to już jej nie puszczam do końca sezonu. Kulomioci mają tak bardzo często.

Co pan poprawił w tym sezonie?
Przede wszystkim wreszcie nie miałem kontuzji. Żadnych problemów. To bardzo mi się spodobało. Normalnie trenowałem i łapałem formę. Postęp był we wszystkim, ale najważniejsze było zdrowie.

A w czym ma pan jeszcze rezerwy?
W sile ogromne, ale siła w pchnięciu kulą to nie wszystko. Liczy się technika i właśnie tu mam duże pole do popisu. Nad tym muszę dużo podłubać. Do wzorców technicznych mi daleko. Może nie lata świetlne, ale naprawdę jest nad czym pracować. Mój wzór to Werner Gunther. Miał prawie tyle samo wzrostu, co ja, a pchał bardzo ładnie. Wykorzystywał chyba wszystko, co dostał w genach i co wyćwiczył na treningach. Niestety, wiem, że tak dobry technicznie nie będę nigdy. Ale mogę się do niego zbliżyć.

A mistrz świata Reese Hoffa nie jest dla pana wzorem?
Reese stosuje zupełnie inną technikę, bo ma inne warunki fizyczne. Przede wszystkim jest sporo niższy, ma krótsze nogi. Jego próby wyglądają pięknie technicznie, na dodatek pcha bardzo szybko. Szybkość, dynamika to jego atuty. Z techniki wyciska maksimum. Nadaje kuli większą prędkość, dlatego ona leci dalej, niż mnie. Pcha ponad 22 m, a może być jeszcze sporo lepszy.

Kulomioci to rozrywkowe towarzystwo. Znacie się w Hoffą?
Przyjacielem moim nie jest, ale kolegą na pewno mogę go nazwać. Luźny gość, przemiły. Taki dobry duch. Kulomioci często spotykają się po zawodach, nawet na piwie. Z Reesem nie miałem jeszcze przyjemności, ale na pewno to nadrobimy.

Poza stadionem jest pan spokojnym człowiekiem, a podczas zawodów robi się pan bardzo agresywny. Skąd ta przemiana?
Sport to stresujące zajęcie, dlatego podczas konkursu czasami rzucam mocne słowa. Miałem kilka awantur z sędziami, jeden z nich, w rewanżu, nie uznał mi kiedyś dwóch dobrych prób. Ja traktuję swoje obowiązki bardzo poważnie, więc denerwuję się, kiedy coś mi nie wychodzi. A niestety, powodów do zdenerwowania daję sobie dużo. Jest dobrze, ale nie jest super. A ja wiem, że mogłoby być. I to mnie bardzo wkurza.