Szwecja podczas Euro 2016, rozgrywanych w dniach 10 czerwca - 10 lipca we Francji, wylosowana została w grupie E, w której spotka się z Irlandią, Belgią i Włochami.

Marzenia można mieć i to duże i każdy ma do tego prawo, lecz oceniając realistycznie to mamy bardzo małe szanse na wyjście z grupy, w której jesteśmy najniżej klasyfikowanym zespołem - powiedział Hamren podczas spotkania z dziennikarzami w Sztokholmie.

Jego wypowiedź, emitowana przez wszystkie stacje radiowe i telewizyjne oraz cytowana przez wszystkie inne media, wywołała konsternację oraz ponowną falę krytyki, która już pojawiła się podczas eliminacji do Euro 2016.

Po przegranej we wrześniu z Austrią w Sztokholmie 1:4, która była największą porażką na własnym terenie od finału mistrzostw świata rozgrywanych w Szwecji w 1958 roku (2:5 z Brazylią), aż 76 procent Szwedów zażądało natychmiastowej dymisji selekcjonera. Drużyna "Trzech Koron" awansowała dopiero po "szczęśliwym" wygraniu meczów barażowych z Danią.

Hamren, który po ME we Francji odchodzi, nigdy nie był traktowany z wielkim szacunkiem i media podkreślają, że był zawsze "tylko numerem 2", kiedy po odrzuceniu propozycji przez byłego selekcjonera Anglii Svena-Goerana Erikssona przejmował reprezentację w listopadzie 2009.

W tym czasie media podkreślały jego atuty. Były to "zawsze elegancki garnitur i równie czarujący uśmiech" z którego nigdy nic nie wynikało, a poza tym "nic wielkiego".

Hamren był dla szwedzkich dziennikarzy zawsze kontrastem do ubranego w dres "zawodowca" swojego poprzednika Larsa Lagerbaecka, który tym razem w imponującym stylu wprowadził Islandię do ME.

Teraz, jak podkreśliło stowarzyszenie szwedzkich dziennikarzy sportowych, Islandia pod wodzą "starego szwedzkiego lisa" będzie czarnym koniem tych mistrzostw: Wygląda na to, że wygra grupę, a my ze swojej z "wielkim hukiem" odpadniemy. Islandczycy nic nie obiecują i nic nie obliczają tylko po prostu wierzą w swój sukces, a my, jak się okazało, nie.