We wtorek Polski Komitet Olimpijski podał, że badanie próbki B potwierdziło stosowanie przez Zielińskiego niedozwolonego środka. Zawodnik został wykluczony z reprezentacji olimpijskiej, związek - jak stwierdził Kołecki - pomógł mu zmienić termin rezerwacji lotu do Polski. Prawdopodobnie mistrz Europy w kat. 94 kg wróci do kraju już w środę.

Reklama

Jest mi przykro i wstyd za to, co się stało. Mogę tylko przeprosić. Rezygnuję z funkcji prezesa PZPC, decyzję podjąłem wcześniej. Potwierdzam także, że nie zamierzam startować w grudniowych wyborach - powiedział Kołecki podczas wtorkowej konferencji prasowej w Warszawie.

Potwierdził również, że PZPC otrzymał informację z Międzynarodowej Federacji Podnoszenia Ciężarów (IWF) o wykryciu dopingu u Szramiaka, który nie znalazł się w składzie ekipy na Rio.

U Szramiaka wykryto zabroniony hormon wzrostu - dodał Kołecki. Przypominał, że z Zielińskim i Szramiakiem władze związku przez ostatnie pół roku miały poważne problemy. Obaj nie chcieli się szkolić w systemie centralnym, unikali przyjazdów na zgrupowania.

To nie pierwsze w tym roku zamieszanie wokół obu zawodników. 20 czerwca prezes PZPC poinformował, że zostali skreśleni z kadry narodowej za "niesubordynację". Jego wniosek, konsultowany ze sztabem szkoleniowym kadry, kilka dni później przepadł jednak w głosowaniu na posiedzeniu zarządu i obaj wystartowali niedługo potem w mistrzostwach kraju.

Ta decyzja władz okazała się dla nas tragiczna w skutkach, to jest dla środowiska szok. Już w kwietniu zarząd podjął decyzję, że wszyscy członkowie kadr narodowych muszą się szkolić w systemie centralnym, bez względu na nazwiska i zasługi. Ci zawodnicy nie chcieli się do tego dostosować. Dymisję składam dlatego, że jako szef związku poczuwam się do odpowiedzialności za wszystko, co się wydarzyło, nawet pomimo tego, że byłem przeciwny ich obecności w kadrze - wyjaśnił dwukrotny srebrny medalista olimpijski w podnoszeniu ciężarów w kat. 94 kg.

Na pytanie, jakie konsekwencje poniosą obaj zawodnicy, Kołecki powiedział, że zasady odpowiedzialności regulują przepisy międzynarodowe. Zielińskiemu może grozić 4-letnia dyskwalifikacja, Szramiakowi w warunkach recydywy - dożywotnia.

Reklama

Prezes PZPC przeprosił za to, że już w poniedziałek potwierdził pozytywny wynik badania próbki B u Zielińskiego. Wynikało to z moich rozmów z osobami, które są w Rio. To one mnie informowały, że próbka B jest już zbadana. Zostałem wprowadzony w błąd, i za to przepraszam - wyjaśnił.

Kołecki kilka razy akcentował powody, dla których PZPC wymaga, aby szkolenie prowadzone było centralnie.

Tylko wtedy sportowcy są cały czas pod kontrolą sztabu szkoleniowego i medycznego. Razem trenują, jedzą posiłki, wypoczywają, spędzają wolny czas. Wtedy o wypadek, czy nieświadome zażycie zabronionej substancji, jest o wiele trudniej. Tylko wtedy my jako związek, bierzemy za zawodnika sto procent odpowiedzialności. Ludzi, którzy nie są w kadrach, nie możemy kontrolować i brać za nich odpowiedzialności - powiedział.

Szef związku podkreślił także, że nadal ma nadzieję, iż Zieliński się wybroni i wiarygodnie wyjaśni, co się wydarzyło. Chociaż na dzisiaj - dodał - wydaje się to być mało prawdopodobne.

Kołecki przyznał, że znane są przypadki z ubiegłych lat, gdy zawodnicy kupowali odżywki bez podanej informacji o zawartości zabronionego środka. Takie produkty były fabrycznie zapakowane, gwarantowane przez producenta.

To jest chyba jedyny przypadek, który pozwoli zawodnikowi oczyścić się z zarzutów stosowania zabronionych środków - przyznał prezes dodając, że to jest jego prywatna opinia, gdyż nie jest w tym względzie specjalistą.

Były czołowy sztangista świata w kat. 94 kg kategorycznie stwierdził, że pojawiające się porównania sytuacji Polski do tego, co się wydarzyło w sporcie rosyjskim, są niedopuszczalne. "Nikt nie ma prawa oczerniać naszej ekipy, jest mi z tego powodu bardzo przykro".

Na pytanie, czy pozostali polscy ciężarowcy byli w Rio badani, Kołecki przyznał, że nie. Starszy brat Tomasza, mistrz olimpijski z Londynu w kat. 85 kg Adrian, który przyleciał z nim do Brazylii, nie znalazł zainteresowania w oczach komisji, a Bartłomiej Bonk i Arkadiusz Michalski (105 kg) przybyli tam tydzień później i także nikt ich nie poprosił o oddanie próbek do analizy.

Co do tej trójki, jestem całkowicie spokojny. Oni uczestniczyli w szkoleniu centralnym, byli przez różne komisje badani wiele razy, dlatego jestem ich pewien - podkreślił prezes PZPC.