Jak pan ocenia swoją formę?

Łukasz Wiśniowski: Wydaje mi się, że jest dobrze. Do tego wyścigu szykowałem się od dłuższego czasu, trenując na zgrupowaniach wysokogórskich w Sierra Nevada i w Livigno. W połowie czerwca startowałem w Tour de Suisse. Spodziewałem się, że po zejściu z wysokości będę trochę zmęczony. I rzeczywiście, w Szwajcarii tak było. Potem był jeszcze start w mistrzostwach Polski w Ostródzie. Wysoka forma powinna przyjść na początku Tour de France.

"Wielka Pętla" to największy wyścig kolarski, a pan w nim zadebiutuje. Jest trema?

Trzy lata temu jechałem już w Giro d'Italia, więc będzie to mój drugi wielki tour. Czy odczuwam tremę? Jeszcze nie, ale być może gdy stanę na scenie podczas prezentacji ekip... Nie mogę się już doczekać wyścigu i bardzo się cieszę, że w nim wystartuję.

Liderem grupy CCC ma być mistrz olimpijski Belg Greg Van Avermaet.

Oczywiście. Greg będzie liderem i myślę, że w pierwszym tygodniu, przy dobrym układzie, jest w stanie powtórzyć sukces sprzed roku i ponownie założyć koszulkę lidera. Pozostali zawodnicy też są dobrze przygotowani i będą walczyć o zwycięstwo etapowe.

U progu sezonu dyrektor sportowy grupy CCC Piotr Wadecki wspominał, że bardzo ważny będzie drugi etap Tour de France - jazda drużynowa na czas w Brukseli. Chyba nie jesteście bez szans, skoro pod koniec maja wygraliście tę konkurencję w silnej stawce podczas wyścigu w norweskim Stavanger.

Zgadza się. Możemy powalczyć w Tour de France, bo mamy bardzo silny skład. Nie znam do końca trasy jazdy drużynowej, trudno jest zrobić rekonesans w centrum Brukseli, ale kilku naszych trenerów analizowało ją i uważają, że jesteśmy w stanie osiągnąć dobry wynik, czyli uplasować się nawet w pierwszej trójce. Chodzi też o to, żeby strata do lidera nie była zbyt duża i żeby Greg na następnym etapie mógł powalczyć o żółtą koszulkę. Ten trzeci etap (do Epernay) ma i trochę odcinków brukowych, i troszeczkę trudniejszy finisz, ale nie jest tak ciężki, żeby walczyli o wygraną "górale". Planujemy wcześniej przejechać jego trasę, bo z książki wyścigu wszystkiego się nie dowiemy. Jeśli się uda i Greg zdobędzie koszulkę, to będzie miał szansę utrzymać ją przez kilka dni.

Jaka będzie pana rola w drużynie?

Przez pierwszych pięć, sześć etapów wszyscy będziemy podporządkowani Gregowi, a potem każdy otrzyma wolną rękę i w zależności od etapu i samopoczucia będzie mógł powalczyć o własny wynik. Ja nastawiam się na ucieczkę.

Na którym etapie?

Ciężko powiedzieć. Wiele będzie zależeć od tego, jak się ułoży klasyfikacja generalna. Jeśli będzie kilku kolarzy w czołówce z kilku grup, to mogą one odpuścić ucieczkę, która jej nie zagraża. Wydaje mi się, że szansy trzeba szukać po pierwszych górskich etapach, gdy straty do czołówki będą większe. Czyli w drugim tygodniu wyścigu.

Jaka atmosfera panuje w grupie CCC? Do tej pory nie odnieśliście wielu sukcesów. Tylko pięć wygranych, wliczając w to mistrzostwa Nowej Zelandii w jeździe indywidualnej na czas.

CCC to nowa ekipa w World Tour i spodziewaliśmy się, że sezon będzie dla nas ciężki, ale atmosfera jest bardzo dobra. Mamy wspaniałą obsługę, która jest z nami zżyta. Na Tour de France będą nam towarzyszyć m.in. dwaj Polacy - mechanik Michał Pomietło i masażysta Adam Pluciński. Jeśli chodzi o zawodników, to dogadujemy się. Wiadomo, że pod względem wyników sportowych mogłoby być lepiej, ale nie poddajemy się. Sezon jest długi.

Rozmawiał: Artur Filipiuk/PAP