„Martwi mnie kilka punktów wyścigu. Tour de France nadal jest symbolem +maczyzmu+ w sporcie” - stwierdził Doucet w wywiadzie dla dziennika „Le Progres” w minionym tygodniu.

Reklama

„Mówiąc o wartości sportu, bronimy równości płci (…). Powinien odbywać się również Tour de France kobiet” - dodał mer, zastanawiając się również nad „śladem węglowym wyścigu” z uwagi na liczne samochody podążające śladem kolarzy.

„Ile pojazdów z silnikami krąży po to, aby kolarze jeździli na rowerze? Ile odpadów jest generowanych przy okazji wyścigu?” – pytał Doucet, narzekając, że miasto wydało na organizację etapu 600 tys. euro.

Miasto może ponownie kandydować na gospodarza etapu, jeśli uda się udowodnić, że wyścig może ewoluować. Dopóki nie zastanowimy się nad tym, nie będziemy rozmawiać o organizacji wyścigu – stwierdził Durcet oczekując od organizatorów Tour de France gwarancji, że wydarzenie jest „odpowiedzialne wobec planety”.

Uwagi Douceta stały się przedmiotem debaty francuskich polityków z partii rządzącej LREM oraz opozycyjnych Republikanów i socjalistów.

Deputowany Stanislas Guerini z LREM stwierdził: „Nie zrobimy nic w żadnej dziedzinie, jeśli zaczniemy mieć tego typu rozumowanie”. „Pewna wizja ekologii, w której nie możemy nic zrobić, oznacza, że nie możemy wprowadzać innowacji, ponieważ zawsze są wątpliwości, podejrzenia” – ocenił.

Republikanin Damien Abad podkreślił, że „Tour de France to ostatnie duże wydarzenie sportowe, popularne i dostępne dla wszystkich” i „ucieleśnia samorządową Francję”. Zaapelował do ekologicznych merów francuskich miast, aby „zostawili Tour de France w spokoju”.

Reprezentujący prawe skrzydło Republikanów Eric Ciotti skomentował krytykę Tour de France jako „prawdziwie sekciarską i głupią ze strony skrajnej lewicy”, która wzięła w posiadanie francuskie miasta, wygrywając w wielu regionach tegoroczne wybory samorządowe.

Xavier Bertrand, prezydent regionu Hauts-de-France zdecydowanie bronił organizacji Tour de France. „Tour łączy Francuzów o różnym pochodzeniu. To duma naszych terytoriów, nasze dziedzictwo, łącznik między nami. Jestem z tego dumny, podobnie jak miliony Francuzów” – stwierdził.

W obronie Tour de France stanął również socjalistyczny polityk i były prezydent Francois Hollande, który obecny był na 12. etapie wyścigu.

Hollande przyznał, że należy przyjrzeć się „śladowi węglowemu, jaki zostawia wyścig”, ale należy go utrzymać. „Wiele poprawiliśmy” – stwierdził były prezydent, zaprzeczając zarzutom, że jest on „maczystowski”. Na podium wraz ze zwycięzcą stoi kobieta i mężczyzna, a nie hostessy, jak to było w poprzednich wyścigach – przypomniał Hollande.

Tour de France ruszył z Nicei 29 sierpnia z dwumiesięcznym opóźnieniem z powodu pandemii koronawirusa oraz przy dużych obostrzeniach sanitarnych. Kilka miesięcy debatowano, czy w czasie pandemii powinien się odbyć.

107. edycja "Wielkiej Pętli" zakończy się 20 września w Paryżu.