Dziennik Gazeta Prawana logo

Jeleń: Leo się pogubił

13 września 2008, 00:33
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
"W sezonie 2006/07 strzeliłem w lidze i europejskich pucharach piętnaście goli. I nic z tego nie wynikło" - mówi DZIENNIKOWI Ireneusz Jeleń. Napastnik Auxerre twierdzi, że selekcjoner powołuje do kadry tylko swoich ulubieńców.

Ireneusz Jeleń: To znaczy, że na zgrupowanie przyjeżdżam nie dla Holendra. Oczywiście, jeśli mnie powoła to będę szczęśliwy i nie odmówię. Ale o czym ja w ogóle dyskutuję – nie wierzę w powołanie. Przecież to pan Beenhakker powiedział, że nie pasuję do jego koncepcji i szuka kogoś innego. Nie jestem głupi i wiem o co chodzi. Z tym, że już u niego nie zagram pogodziłem się.

Każdy trener ma swoich ludzi, ulubionych piłkarzy i nie zaliczam się do tej grupy. Pewnie jakbym strzelił dwadzieścia goli w lidze, to selekcjoner zastanawiałby się co zrobić z tym fantem. Może pod naciskiem prasy powołałby mnie? W sezonie 2006/07 strzeliłem w lidze i europejskich pucharach piętnaście goli. I nic z tego nie wynikło.

A ktoś zachwycił? Cała drużyna zagrała słabo i Jeleń ani nie był najgorszy na boisku ani najlepszy. Tylko, że inni nadal są powoływani, a ja nie. Zauważyłem pewną prawidłowość – kiedy media domagają się, aby pan Beenhakker powołał kogoś, kogo tylko on nie dostrzega w końcu łaskawie to robi. Zazwyczaj na mecz towarzyski. Drużyna gra słabo, a delikwent później może o występach w narodowych barwach zapomnieć.

Wydaje mi się, że trener Beenhakker zaczął gubić się w swojej koncepcji. Da się to zauważyć po ostatnich meczach. Widać to szczególnie po tym, kogo powołuje do reprezentacji, jak się zachowuje na konferencjach prasowych czy podczas meczu. Tak nie zachowuje się człowiek pewien swoich racji.

Jadąc tam doskonale wiedziałem że to moja jedyna szansa, że nie jestem lubiany przez Holendra. I jeszcze jedno – już wspominałem to wcześniej. Wiedziałem, że jadę tylko po to, aby uciszyć tych, którzy domagali się mojego powołania. No i co? Biegałem, starałem się. Ale przecież dużo nie da się zrobić, kiedy nie idzie całej drużynie. Widać to po postawie chociażby Kuby Błaszczykowskiego. Dobrze zagrał w meczu ze Słowenią i co z tego? Straciliśmy punkty.

Nie. Beenhakker przez całe zgrupowanie nie zamienił ze mną słowa! Już na samym początku, na dzień dobry pokazał, że ma mnie w głębokim poważaniu.

Słyszałem. Proszę sobie wyobrazić – odkąd pan Beenhakker jest selekcjonerem, a minęły już ponad dwa lata nie odezwał się do mnie nawet słowem! Przecież to jest chore.

W piłkę trochę lat już gram i z taką sytuacją nie miałem jeszcze do czynienia. Przecież miałem prawie półtoraroczną przerwę w występach w reprezentacji. Jak się przyjeżdża na zgrupowanie po takiej przerwie, to człowiek czuje się po prostu obco. Dobrze byłoby, jakby Beenhakker chociaż powiedział, czego ode mnie oczekuje. A najfajniej stałoby się, jakby powiedział prosto z mostu – nie potrzebuję cię i nie licz na następne powołania.

To drugie, ale chciałbym się mylić. Jedno jest pewne – kibicuję reprezentacji to znaczy Beenhakkerowi i moim kolegom. Życzę im awansu do mistrzostw świata.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj