Jak udało nam się dowiedzieć UEFA wychodzi bowiem z innego założenia niż PZPN – dobry sędzia to sędzia, o którego się dba. Dlatego trzeba mu zapewnić przelot pierwszą klasą, pokój w hotelu czterogwiazdkowym, samochód oraz opiekuna na miejscu. No i oczywiście zapłacić za prowadzenie meczu.
Wprawdzie 40 tys. zł za jedno spotkanie to dużo, ale po pierwsze na biednego by nie trafiło (PZPN to najbogatszy związek sportowy w Polsce), a po drugie przynajmniej jeden mecz w kolejce prowadzony przez arbitrów z zagranicy zmieniłby nieco atmosferę wokół sędziowania w Polsce.
>>>Sędzia Grzegorz G. nie wróci na boisko
Jest jeszcze tańsze rozwiązanie. Japońska federacja z chęcią pokryłaby wszystkie koszty pracy swoich sędziów w Polsce, z wyjątkiem hotelu i wyżywienia - byle tylko Japończyk mógł nabrać doświadczenia w Europie. Podobnie uczyniłaby amerykańska federacja (USSF). USSF była gotowa wysłać swoich arbitrów do Polski, nawiązała nawet oficjalny kontakt z PZPN w tej sprawie, ale związek zupełnie to zignorował.
Z drugiej strony buntują się również polscy sędziowie, bo dla nich przyjazd kolegów po fachu z zagranicy równa się utracie diety.