Piłkarze z Estonii są dużo niżej notowani niż Polacy. Levadia jest jednak zdecydowanie najlepszym klubem w tym państwie, a może nawet we wszystkich krajach nadbałtyckich. W grającej systemem wiosna - jesień lidze W lidze estońskiej rywal Wisły uchodzi za prawdziwy „dream team”. Niemal wszyscy występujący tam zawodnicy to reprezentanci kraju.
>>>Wisła po Ligę Mistrzów leci do Estonii
Jednym z niewielu obcokrajowców w Levadii jest Nikita Andriejew - napastnik młodzieżowej reprezentacji Rosji. Tego wyjątkowo bramkostrzelnego napastnika zimą testowała Legia Warszawa. Trener Jan Urban zrezygnował z niego po zaledwie jednym wewnętrznym sparingu, bo nie podobało mu się, że Andriejew nie angażuje się w ogóle w grę defensywną. Transfer Rosjanina był ryzykowny z jeszcze jednego powodu. Cztery lata temu Andriejew został skazany przez sąd w Tallinie na trzy miesiące więzienia w zawieszeniu za napaść.
To od jego nazwiska wziął nazwę klub FK Levadia. Kiedy w 1998 r. Lewada zdecydował się w niego zainwestować, nazywał się jeszcze FK Olump Maardu i prezentował dość amatorski poziom. W ciągu 11 lat istnienia Levadia zdobyła sześć razy mistrzostwo Estonii.
Levada urodził się w mieście Aleksandria we wschodniej Ukrainie. Po ukończeniu studiów na wydziale inżynierii morskiej w Odessie wyjechał do pracy do Estonii. Tam w 1991 r. założył firmę, która jest teraz jedną z największych w kraju. Levadia Group zajmuje się handlem metalem i w kilka lat stała się jedną z największych w krajach nadbałtyckich. Swoje oddziały ma w Parnu i Tartu w Estonii, a także w Kownie, Kłajpedzie i Wilnie na Litwie oraz w rosyjskich Czerepowcach. Kryzys ekonomiczny w dużej mierze dotknął firmę Levady. Zanim jednak do tego doszło, Nawet z otwarcia nowej bazy treningowej potrafił uczynić gigantyczne wydarzenie. Ojcem chrzestnym ośrodka został słynny Portugalczyk Eusebio. Innymi gośćmi tej uroczystości byli m.in legendarny ukraiński tyczkarz Siergiej Bubka, bramkarz hokejowej reprezentacji ZSRR Władysław Tretiak oraz największe gwiazdy estońskiego sportu Erika Salumae, Erki Nool i Mart Poom.
To wszystko działo się jednak przed kryzysem. Wszystkich niepokornych Levada przeniósł do rezerw. Zmienił też trenera. Od roku Levadię trenuje Igor Prins - były reprezentant Estonii i piłkarz rywala Wisły.
Biała Gwiazda musi być więc przygotowana na dość trudne mecze. Estończycy w europejskich pucharach prezentują się bardzo ambitnie - w ostatnich latach odpadali z nich po minimalnych porażkach z Newcastle i Crveną Zvezdą. Sam awans do decydującej IV rundy da Wiśle 2,1 mln euro. Jeśli nie będzie niespodzianek, to w gronie pięciu potencjalnych rywali decydującej rundzie kwalifikacji będą: Olympiakos Pireus, FC Kopenhaga, Partizan Belgrad, Slavia Praga i Lewski Sofia. Z takimi rywalami można powalczyć. Wymarzona Liga Mistrzów jest blisko jak nigdy dotąd.