Dziennik Gazeta Prawana logo

Prezes Levadii: Piłka jest jak narkotyk

15 lipca 2009, 09:43
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Właściciel Levadii Tallin Viktor Levada to zapewne jeden z najsympatyczniejszych ukraińskich miliarderów - bezpośredni, dostępny dla mediów, ze sporym dystansem do samego siebie. Czy obawia się Wisły Kraków? "Bać to ja się mogę kryzysu, a nie tego meczu. Co będzie to będzie. Nie będę smutny jeśli przegramy" - zapewnia Levada w rozmowie z DZIENNIKIEM.

W połowie lat 90. do Levady zgłosili się działacze drugoligowego estońskiego klubu FK Olump Maardu z prośbą o pomoc finansową. Zgodził się. W 1998 r. - na cześć nowego sponsora - Olump zmienił nazwę na FC Levadia. Klub z Levadą w roli prezesa bez problemu awansował do pierwszej ligi.

Ukrainiec jest właścicielem Levadia Group, największej estońskiej firmy zajmującej się handlem stalą. Ale zarabia nie tylko na handlu. Skupuje między innymi nieruchomości w centrum Tallina z zamiarem budowania hoteli i centrów handlowych. . Rozmawiał z nami trochę po rosyjsku, a trochę po angielsku i polsku. Śmiał się równie często, jak używał słowa "kryzys".

Bo Estonia dała mi szansę, tutaj dorobiłem się majątku. Staram się więc zrobić w zamian coś pozytywnego, pomóc, coś zorganizować. Przy okazji dobrze się bawię.

Pod koniec lat 90. w Estonii rosło zainteresowanie sportem, powstawały kolejne kluby. Ludzie do mnie przychodzili i prosili, aby zaczął sponsorować ich drużyny. W Estonii piłka nożna jest sportem numer jeden, więc nie mogłem inaczej wybrać. Pewnego dnia zdecydowałem. Zacząłem wspierać drugoligowy klub. Potem poszło z górki.

Nie, chociaż to nieco łatwiejszy biznes.

Na pewno nie jak maszynkę do zarabiania pieniędzy, bo na tym nie da się zarobić. Traktuję to bardziej jak hobby. To działa jak narkotyk, który mocno uzależnia. Jak już się zacznie, to bardzo trudno skończyć.

Sam jestem ciekaw. Szczególnie w ostatnim czasie się nad tym zastanawiam. Siedzę właśnie przed lustrem i pytam się sam siebie: po co mi futbol? (śmiech) Co on mi dał? Sławę? Nie. Pieniądze? Na pewno nie. Może trochę wiedzy, możliwość przeprowadzenia nowych interesów, poszerzenia ciekawych kontaktów. W Sosnowcu na przykład, przy okazji meczu z Wisłą, odwiedzę naszych dostawców, m.in. przedstawicieli Stalproduktu.

Generalnie ryzyko jest spore. Tutaj same inwestycje nie wystarczą, potrzeba również dużo pracy i wolnego czasu. A jak już inwestujesz w klub, to musisz się pogodzić z tym, że to nie ma prawa się zwrócić. Im szybciej się z tym pogodzisz, tym lepiej.

Estonia to taka europejska wioska. Patrząc w skali europejskiej, Levadia na pewno nie jest silną drużyną. Żaden z niej dream team. Nawet na polski zespół może okazać się za słaba. Na Zachodzie inwestuje się w klub nieporównywalnie większe pieniądze, poświęca się na rozwój o wiele więcej energii. To nie ta skala. Ale rzeczywiście, lokalnie Levadia jest naprawdę silna.

Pewnie, że to staje się nudne. Proszę spojrzeć na tabelę, gdzie jest nasz najgroźniejszy rywal Flora Tallin.

Szczerze mówiąc, to liga jest dosyć słaba. Może nie powinienem tego głośno mówić, bo narobię sobie problemów (śmiech).

Efekty kryzysu już są widoczne - rosną wydatki, pensje piłkarzy są dla mnie czymś coraz bardziej uciążliwym. Być może to tylko kwestia czasu jak będzie jeszcze gorzej.

Sam nie wiem. Ukraina na razie jeszcze nie jest gotowa na taką imprezę. Zakładając, że owszem, nie ma lotnisk, dróg i hoteli, ale UEFA daje Ukrainie szansę na rozwój, to był to dobry pomysł. A tak przy okazji, to nie wiedziałem, że Polska tak dobrze da sobie radę z organizacją Euro.

Tak, piłka w waszym kraju jest na coraz wyższym poziomie, ale generalnie progres jest widoczny na całym Wschodzie. Na pierwszym miejscu wciąż jest Rosja, na drugim Ukraina, a na trzecim - może wy? Wasz futbol rozwija się lepiej niż wasza ekonomia. W Estonii do tej pory było tak samo. Tylko teraz tutaj wszystko jest do góry nogami - ekonomia w dół, futbol w górę.

Proszę pana, bać to ja się boję kryzysu, ale na pewno nie tego meczu. Co będzie, to będzie. Nie będę smutny, jak przegramy, bo i dlaczego miałbym być smutny? Będę czuł się źle, jak przegramy pechowo, przez jakiś głupi błąd sędziego czy coś takiego. Ale w innym przypadku będzie OK. Nie będę się tym przejmować.

Szczerze mówiąc, nie miałem nawet okazji sprawdzić, w jakim Wisła gra składzie. Spokojnie, nasz trener sprawdzi. Ja też w końcu się dowiem. Warto to wiedzieć.

Cóż, pamiętam, jak graliśmy z Newcastle i Crveną Zvezdą. Wisła jest na tym samym poziomie co oni.

Na równie wysokim. Ale nawet gdybym chciał kogoś ściągnąć z Krakowa do Tallina, to nie ściągnę, bo jest kryzys. A gdyby nie kryzys? To dlaczego nie? Z chęcią kupiłbym jakiegoś Polaka.

Premia? Koniecznie! Przewidzieliśmy ją. A impreza? Może. Nie lubię wybiegać w przyszłość.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj