Dziennik Gazeta Prawana logo

"Dla mięczaków i lalusiów nie ma miejsca"

24 lipca 2009, 19:09
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
"Rumuni zrozumieli to, czego nie chcieli zrozumieć Polacy. Zasuwamy ciężko i mamy efekty" - o mentalności polskich piłkarzy mówi DZIENNIKOWI były szkoleniowiec Wisły Kraków Dan Petrescu. I dodaje: "Dla mięczaków i lalusiów nie ma miejsca".

Oczywiście, że wiedziałem. Śledzę wyniki Wisły cały czas. Nie jestem tym specjalnie zaskoczony. Jeżeli polscy piłkarze nie zmienią swojego podejścia do wykonywanego zawodu, takie wpadki będą się wam zdarzać coraz częściej.

Polscy piłkarze nie są przyzwyczajeni do ciężkiej pracy. A proszę mi wierzyć, że bez tego nigdy nie osiągnie się sukcesów. Kiedy prowadziłem Wisłę, zawodnicy krzywili się, gdy aplikowałem im mocne, wyczerpujące treningi. Chodzili nawet poskarżyć się na mnie prezesowi Cupiałowi. Mówili, że jestem katem, że tak nie powinno się trenować. Chcieli mieć trenera przyjaciela. A Cupiał popełnił poważny błąd. Uwierzył zawodnikom, że trenują za ciężko, i pozbył się mnie przy pierwszej nadarzającej się okazji. W normalnych klubach takie zachowanie jest nie do pomyślenia. Prawdziwy prezes ufa zatrudnionemu przez siebie trenerowi, a nie użalającym się nad sobą piłkarzom.

Zależy dla kogo. Ja akurat wyszedłem na tym dość dobrze, Wisła nie bardzo. Bo co z tego, że udało jej się zdobyć później dwa razy mistrzostwo Polski, skoro cały czas nie ma awansu do Ligi Mistrzów? A ja z małym klubikiem, który trzy lata temu awansował do rumuńskiej pierwszej ligi, od września będę grał w fazie grupowej tych najważniejszych rozgrywek w Europie! Jeżeli zatrudnia się jakiegoś szkoleniowca, to trzeba dać mu czas. Pracuję w Unirei trzy lata. Kiedy zaczynałem, byliśmy kopciuszkiem, a udało mi się wprowadzić tę drużynę na salony. Miałem szczęście, bo większość rumuńskich prezesów działa tak samo jak ci w Polsce. Trzy przegrane mecze i wyrzucamy trenera. Tak jest najprościej, ale jak pokazuje choćby mój przykład, nie tędy droga.

Trafiłem na świetnych chłopaków, którzy zrozumieli to, czego nie chcieli zrozumieć Polacy. Zasuwamy ciężko i mamy efekty. Kulminacja nastąpiła wiosną, mieliśmy serię trzynastu meczów bez porażki. Żaden z moich zawodników nie narzeka, nie pyta, dlaczego robimy coś tak, a nie inaczej. Wiślacy pytali bardzo często, ciągle im coś nie pasowało.

Naprawdę tak mówią? Mogą tak uważać, nie przejmuję się tym. Zresztą co oni mogą wiedzieć o prawdziwej sztuce trenerskiej, skoro większość z nich grała tylko w Polsce albo w jakichś podrzędnych klubach za granicą. Prawdziwej piłki nie liznął nawet przez moment żaden z nich.

Myślę, że kilku tak, ale tylko pod względem umiejętności piłkarskich. A w Anglii ważny jest także charakter i psychika. Nie ma miejsca dla mięczaków i lalusiów. Gdyby któryś z piłkarzy Premiership przyszedł do prezesa i poskarżył się na zbyt ciężkie treningi, to... Właściwie nie jestem nawet w stanie wyobrazić sobie takiej sytuacji.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj