Dziennik Gazeta Prawana logo

Kasprzik przeciwko byłym kolegom

31 lipca 2009, 22:07
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Kiedy ogłoszono terminarz ekstraklasy, Grzegorz Kasprzik znacząco zaśmiał się pod nosem. "No nieźle, pierwszy mecz w lidze i od razu przeciwko byłemu klubowi" - mówi bramkarz Lecha Poznań. To właśnie Piast Gliwice będzie rywalem Kolejorza.

"Wielkiej tremy nie będzie, bo to przecież już mój trzeci mecz w nowych barwach. Sentyment do Piasta jednak jest, i to wielki" - przyznaje nowy golkiper Kolejorza.

Nikt inny nie zna lepiej zespołu rywali niż bramkarz poznaniaków. Trener Lecha Jacek Zieliński jednak nie pytał swojego bramkarza o sposób na Piasta. Miał ostatnio gorszy okres, ale z meczu na mecz grał już coraz lepiej. Wiem, że dobrze przepracował okres przygotowawczy i będziemy musieli zwrócić na niego uwagę" - przestrzega Kasprzik. Zdaniem bramkarza Lecha trzeba będzie odciąć od podań młodych - Jakuba Smektałę i Kamila Wilczka.

"Wszyscy poznali już ich wartość, więc nie muszę powtarzać, że to dobrzy zawodnicy. Jednak nie można zapomnieć, że siłą Piasta jest kolektyw. Tam każdego stać na to, aby wziąć odpowiedzialność za wynik meczu" - dodaje.

To właśnie występy w Piaście stworzyły Kasprzika jako bramkarza. - uważa. Trudno nie przyznać mu racji. Jako junior należał do czołowych golkiperów Europy, biły się o niego niemieckie kluby, jednak Górnik Zabrze ostatecznie zablokował przenosiny do Hamburga. Później było już dużo gorzej.

- wspomina.

W końcu i dla chłopaka z Gliwic nadeszły lepsze czasy. Strzałem w dziesiątkę okazało się przejście do Piasta Gliwice. "Spędziłem tam blisko trzy lata. Początki nie należały do najłatwiejszych, bo przez pewien czas byłem tylko trzecim bramkarzem. Z czasem zacząłem jednak piąć się w górę" - przypomina.

Prawdziwa hossa zaczęła się dwanaście miesięcy temu. Z zupełnie nieznanego piłkarza stał się czołowym bramkarzem ligi. Jego nazwisko jednym tchem wymienia się obok najlepszych fachowców w ekstraklasie - Jana Muchy czy Sebastiana Przyrowskiego. "Faktycznie, chyba nie mogłem sobie wymarzyć lepszego początku w ekstraklasie. Pamiętam, że wyciągnąłem kilka trudnych piłek. Szkoda, że nie udało mi się obronić strzału Patryka Małeckiego".

Na pomocniku Białej Gwiazdy wziął jednak srogi rewanż przed tygodniem. W piątej serii rzutów karnych to właśnie Małecki wykonywał „jedenastkę”. 26-letni bramkarz doskonale jednak wyczuł intencje wiślaka i sparował piłkę. Lech wygrał Superpuchar, a Kasprzika wszyscy ogłosili bohaterem. "Faktycznie, można powiedzieć, że odbiłem sobie z nawiązką tamtego gola" - przyznaje z uśmiechem na twarzy.

To, co osiągnął, w dużej mierze zawdzięcza ojcu. Strasznie żałuje, że jego pierwszy trener nie może oglądać jego meczów na boiskach ekstraklasy. Nie zapomina jednak o nim. Przed każdym spotkaniem Kasprzik klęka na murawie i podnosi palec ku niebu. – To znak do mojego zmarłego ojca. Wiele mu zawdzięczam. Gdyby nie on, na pewno nie zostałbym piłkarzem. Zawsze miał czas, żeby podnieść mnie na duchu, wspierał na każdym kroku.

O swoich planach nie lubi rozmawiać. Jest realistą, który twardo stąpa po ziemi. "

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj