Seria zatrzymań sędziów i działaczy piłkarskich trwa w najlepsze, a pan - człowiek, który tę lawinę spowodował - unika dziennikarzy jak ognia. Boi się pan dziś zemsty
środowiska piłkarskiego, bo prokuratorzy z Wrocławia sięgają już po "grube ryby"?
Zmieniłem sposób na życie. Zerwałem z futbolem, kończę studia prawnicze. Po co mi dziś szum medialny? Żadnej zemsty się nie boj, ale wolałbym nie wypowiadać się do gazety pod własnym
nazwiskiem...
Robi pan unik myśląc, że środowisko piłkarskie i kibice już o Piotrze Dziurowiczu zapomnieli? Ostatnio publicznie wywołał pana do tablicy nowy trener Pogoni Szczecin Bogusław
Baniak.
Baniakowi, który tłumaczy się, że nie miał nic wspólnego z korupcją, polecam ponowne przeczytanie mojej wypowiedzi o nim sprzed półtora roku. Powiedziałem, że -gdyby chciał - mógłby
swobodnie poruszać się w tym bagnie. Przecież znał większość zatrzymanych już przez policję sędziów i działaczy. W sezonie 1999/2000 był trenerem Odry Opole. Pamiętam, że niektóre
mecze tego zespołu, akurat rywalizującego w drugiej lidze z GKS Katowice, miały swój podtekst. Ale nerwowa reakcja Baniaka to nic w porównaniu z histerią działaczy z tak zwanej centrali PZPN,
których role przemilczałem!
Szefowie PZPN panu grożą?
Po moim wywiadzie dla "Gazety Wyborczej", panowie Listkiewicz, Kolator i spółka zmusili niektórych bohaterów mojej opowieści
do wytoczenia mi procesów sądowych. Początkowo miałem ich mieć z pięćdziesiąt. Wszystkich przebił jednak ówczesny szef Zagłębia Lubin. Zgłosił w prokuraturze, że z transferu Mariusza
Plizgi z GKS Katowice do jego klubu przywłaszczyłem 60 tysięcy złotych. I że on, prezes Zagłębia, te pieniądze osobiście mnie wręczył. To nie tylko kłamstwo, ale i wyjątkowa podłość.
Za tą intrygą kryje się wiceprezes PZPN Eugeniusz Kolator. A to tłumaczy wszystko...
Dlaczego akurat Kolator miałby się mścić na panu?
Naruszyłem porządek, odpowiadający 90 procentom ludzi polskiej piłki. Bo tak licznej grupie facetów zawsze musiała zgadzać się kasa. Nagłośniłem obowiązującą w tym środowisku mafijną
zasadę "dziś ty mnie, jutro ja tobie". Liczyłem, że kierownictwo związku będzie chciało odciąć się od patologii, o której powiedziałem. Stało się inaczej. Związek
okopał się i zaczął atakować. Chodziło o to, by mnie zdyskredytować i na dodatek stworzyć sytuację, w której poczułbym się zagrożony. A w tej specjalności najlepszy jest Kolator. Wtedy
miał dodatkowy interes, by mnie przestraszyć i zmusić do milczenia.
Za dużo pan o nim wiedział?
Byłem prezesem zadłużonego GKS Katowice, który otrzymywał dotacje z Canal+. W ekstraklasie ze spłatą długów borykały się też: Widzew Łódź, Polonia Warszawa i Lech Poznań. Pieniądze z
Canal+ trafiały najpierw do centrali PZPN. Tam rozdzielał je Kolator. GKS miał długą listę wierzycieli. Większości z nich trzeba było spłacać dług w ratach. A każdemu z wierzycieli
oczywiście zależało na jak najszybszej i jak najwyższej spłacie zaległości. I właśnie o kolejności takich spłat i wysokości rat decydował wyłącznie Kolator Nie wiem, czy robił to
bezinteresownie. Wiem jednak, że wiceprezes PZPN, zastępując komornika, łamał prawo. Szczegóły przemilczę, bo sprawą zajmuje się prokuratura. Za takie przestępstwo grozi kara kilku lat
więzienia...
Przecież to pan zawarł porozumienie z Kolatorem, zobowiązując PZPN do regulowania długów GKS Katowice z pieniędzy Canal+.
Ale zostałem całkowicie ubezwłasnowolniony. Kolator jedynie pytał mnie - ile ma przelać pieniędzy dla GKS, by klub nie upadł. A nasze długi rosły w dziwny sposób. Przedstawiałem dokumenty,
że klub winien jest naszemu byłemu piłkarzowi Z. na przykład sto tysięcy złotych. Ale zawodnik Z. uparcie twierdził, że nasz dług wobec niego sięga czterystu tysięcy. Spór trafiał do
Piłkarskiego Sądu Polubownego przy PZPN. A ten zasądzał od nas połowę kwoty żądanej przez Z., czyli dwukrotnie więcej niż piłkarzowi w rzeczywistości się od klubu należało! Na nic
zdawały się moje protesty. A kiedy opowiedziałem publicznie o korupcji, ludzie Kolatora rozpowiadali, że mam bliskie kontakty z mafią, która pożyczała mi pieniądze na kupowanie meczów. I
że teraz mafia mnie ściga. W rzeczywistości pożyczek udzielali mi przyjaciele. I już się z nimi rozliczyłem.
Krytykuje pan Kolatora i jego ludzi, tymczasem oni nie tylko cieszą się wolnością, ale pod odwieszeniu zarządu PZPN znowu stali się butni...
Wit Ż. jest dopiero pierwszym członkiem władz PZPN, któremu prokuratura postawiła zarzuty. Poza korupcją są inne sprawy obciążające panów z zarządu związku. Lewe licencje dla klubów I i
II ligi, fałszerstwo dokumentów, w tym poprzedniego statutu PZPN, lewe interesy przy podpisywaniu kontraktów na transmisje telewizyjne i reklamę... Podejrzane umowy sponsorskie. Gdyby jednego
dnia zatrzymani zostali wszyscy umoczeni członkowie władz PZPN i na ten dzień wyznaczone byłoby posiedzenie zarządu, to zabrakłoby quorum. Kolator to najlepszy przykład decydenta PZPN
działającego według własnych norm i swego uznania, często niezgodnie z obowiązującym w Polsce prawem.
Kiedy zatem należy spodziewać się zatrzymań kolejnych działaczy zarządu PZPN?
Wkrótce, bo nasz kraj przestał być republiką bananową, w której możliwe było dowolne żonglowanie prawem. Gdy przyglądam się panom z zarządu PZPN, przypominają mi się różne dziwne
wydarzenia. Licencjami dla klubów zajmował się między innymi tęgi fachowiec w tej dziedzinie ? były selekcjoner Henryk Apostel. Zaufany człowiek Listkiewicza - Jerzy Koziński ma zarzut
fałszowania dokumentów. Inny kompan szefów związku - Zbigniew Koźmiński razem z synem Markiem rządził w Górniku Zabrze. Tylko do dzisiaj nie wiadomo na jakich zasadach Marek nabył akcje
tego klubu, jakie były zasady współpracy Koźmińskich na przykład z Lechią Zielona Góra i co z tego wynikło? Można by tak mówić o każdym...
O prezesie Listkiewiczu również?
On zmienił front. Liczy, że jak uda mu się załatwić Polsce i Ukrainie organizację Euro 2012, to nasz rząd nie tylko da mu spokój, ale może Michał załapie się też na jakąś fuchę w
UEFA. Listkiewicz jest gwarantem interesów firmy SportFive w Polsce. Ta potężna korporacja to z kolei bliski partner biznesowy UEFA i FIFA. Tu tkwi przyczyna ochrony, jaką Blatter otacza
Listkiewicza.
Wróćmy do korupcji. Co oznacza ostatnie zatrzymanie sędziego Krzysztofa S. z Tarnowa?
Pierwszy raz odczułem satysfakcję po zatrzymaniu arbitra! S. to wyjątkowy cynik, który kilkakrotnie oszukał GKS Katowice i wiele innych klubów. Jego współpraca z prokuraturą wrocławską
rzuci światło na tak zwany referat obsady PZPN. A kulisy obsady sędziów i kwalifikatorów w ostatnich sezonach mogą być naprawdę ciekawe.
Pan też nie jest w tym towarzystwie święty. Przyznał się pan do kupienia kilkudziesięciu meczów, a dzisiaj chce być pierwszym sprawiedliwym?
Świętej pamięci
ojciec przestrzegał mnie przed korupcją, ale ja byłem... za bardzo ambitny. Za wszelką cenę chciałem, by GKS Katowice nie tylko grał w pierwszej lidze, ale był jak najwyżej w tabeli. Dopiero
później pojawił się strach. Najpierw obawiałem się, że mogę być szantażowany przez kogoś ze środowiska piłkarskiego. Potem doszedł strach przed odpowiedzialnością karną. Nie było
sensu dalej tkwić w tym g... Dzisiaj postąpiłbym tak samo.