- W ostatnich miesiącach reprezentacja Polski grała z kilkoma mocnymi rywalami, ale niektóre nie traktowały tych meczów poważnie i wystawiały rezerwy. Jak będzie z Włochami?
- Zbigniew Boniek: Włosi do wszystkich meczów podchodzą bardzo poważnie, nie mam wątpliwości. Piłka nożna jest dla nich zbyt ważna, żeby "odpuszczać". W towarzyskich meczach różnie bywa z rywalami, ale Włosi to inna kultura piłkarska. Nie będzie z ich strony taryfy ulgowej.

Reklama

- Przylecą jednak do Polski osłabieni. Poważne kłopoty wyeliminowały na kilka miesięcy dwóch czołowych napastników - Antonio Cassano (przeszedł operację serca) i Giuseppe Rossiego (kontuzja kolana). To duże osłabienie?
- Według mnie - żadne. W ataku reprezentacji Włoch pozostali inni świetni piłkarze. Uważam nawet, że Mario Balotelli, Alessandro Matri i Giampaolo Pazzini są lepsi od tamtego duetu.

- Włosi bardzo zawiedli podczas mistrzostw świata w RPA, zajęli ostatnie miejsce w grupie. Doszło do zmiany trenera i części kadry. Czy obecna reprezentacja jest drużyną na miarę oczekiwań kibiców?
- To bardzo mocny zespół. Do tego stopnia, że będzie jednym z pięciu-sześciu faworytów ME. Inna sprawa, że oni są faworytami przed każdą wielką imprezą, potem oczywiście różnie bywa.

- Na mecz z Polską trener Cesare Prandelli powołał m.in. Angelo Ogbonnę, obrońcę... drugoligowego Torino. Dla niektórych taki wybór był sporym zaskoczeniem.
- To młody, ciekawy zawodnik nigeryjskiego pochodzenia. Na dzisiaj nie jest jeszcze piłkarzem pierwszego składu. Na razie dostał zaproszenie do wielkiej piłki. Zobaczymy, czy z niego skorzysta.

- W kadrze Włoch jest również inny zawodnik, mający afrykańskie pochodzenie - Mario Balotelli. To piłkarz tyleż znakomity, co niesforny, sprawiają problemy trenerom. Pan zawsze lubił piłkarzy niepokornych, ale czy Włosi powinni się bać, że Balotelli "rozsadzi" drużynę od wewnątrz?
- Lubię zawodników niepokornych, ale odpowiedzialnych, dających wiele drużynie. Balotelli ma wszystko, co powinien mieć klasowy piłkarz. Czasami odnoszę jednak wrażenie, że wszystko jest mu obojętne. W "chorej" drużynie taki zawodnik mógłby oznaczać niebezpieczeństwo, ale w przypadku kadry Włoch jest inaczej. Przy tylu doświadczonych piłkarzach i trenerze jego talent powinien się rozwijać właściwie.

- Pan doskonale zna selekcjonera kadry Włoch, bo jako piłkarzy występował z nim w Juventusie Turyn. Czy Prandelli ma "włoski", porywczy temperament?
- Przeciwnie. Cesare to bardzo inteligentny, refleksyjny i ułożony szkoleniowiec, spokojny i opanowany. To nie jest żadna kurtuazja z mojej strony. Graliśmy trzy lata w jednym zespole. On wprawdzie miał więcej zadań defensywnych, ale świetnie się rozumieliśmy na boisku. Zresztą po meczu we Wrocławiu wrócę samolotem razem z włoską reprezentacją do Rzymu.

- Prandelli ma we Włoszech mocną pozycję, czego nie można powiedzieć o szkoleniowcach w naszej ekstraklasie. W ciągu kilku dni doszło do głośnych zmian aż w trzech klubach - Wiśle Kraków, Lechii Gdańsk i ŁKS Łódź. Zaskoczyły pana?
- Przypadek ŁKS jest oczywiście inny, bo tam nikt z Michała Probierza nie zrezygnował. Otrzymał ciekawą propozycję z Arisu Saloniki i z niej skorzystał. Jeśli chodzi o Roberta Maaskanta i Tomasza Kafarskiego - to normalna sytuacja. Wiadomo, że trenerzy odpowiadają za wyniki, a słabe oznaczają zwolnienie z pracy.

- Jaki kierunek powinny obrać władze Wisły i Lechii - polska czy zagraniczna myśl szkoleniowa?
- Najważniejsza jest strategia i sposób budowania klubu, a nie pochodzenie trenera. Śmieszy mnie, gdy sugerujemy się jednym kierunkiem. Raz jest moda na Czechów, następnie Holendrów, itd. Dobrzy trenerzy są zarówno w Polsce, jak i poza granicami kraju.

- Gdyby Probierz trochę się wstrzymał, być może pracowałby w Wiśle...
- Michał miał klauzulę w kontrakcie, która pozwalała mu opuścić ŁKS w razie propozycji z klubu zagranicznego, a nie polskiego. Zrobił świetną robotę w Łodzi, trzeba bić mu brawo. Wcale się nie dziwię, że poszedł do znanego greckiego klubu. Natomiast zdziwiłbym się, gdyby nagle odszedł z ŁKS do Wisły. To byłoby dla mnie niezrozumiałe.