Sierpień 2009, były zawodnik Legii Warszawa, Błażej Augustyn, debiutuje w Serie A w barwach Catanii. Drużyna z Sycylii podejmowała na własnym boisku Sampdorię Genua i dość długo utrzymywał się wynik 1-1. Jednak w 80. minucie polski obrońca ogląda drugą żółtą kartkę i opuszcza boisko. Jego zespół przegrywa 1-2.

Reklama

Wrzesień 2011, Artur Sobiech, polski napastnik niedawno sprowadzony do Hannoveru 96 z Polonii Warszawa, zalicza swój debiut w niemieckiej Bundeslidze w meczu z Borussią Dortmund (w której wystąpili Jakub Błaszczykowski, Robert Lewandowski i Łukasz Piszczek). Polak pojawia się na boisku w 83. minucie meczu, a w 91. minucie opuszcza boisko ukarany czerwoną kartką. Mimo to Hannover wygrywa 2-1.

Luty 2012, po wielkim zamieszaniu Ariel Borysiuk decyduje się na transfer z Legii Warszawa do niemieckiego 1. FC Kaiserslautern i debiutuje w Bundeslidze w meczu z 1. FC Köln. Polak zaczyna mecz w podstawowym składzie i w 35. oraz 40. minucie ogląda żółte kartki (druga za faul na Sławomirze Peszko). Czerwona kartka. Kaiserslautern przegrywa 0-1.

Marzec 2012, niedawno sprowadzony z Legii Warszawa Maciej Rybus, gra swój czwarty mecz w barwach Tierieka Grozny. Jego zespół mierzy się na wyjeździe z Wołgą Niżny Nowogród w ćwierćfinale Pucharu Rosji i przegrywa po dogrywce 1-2. Maciej Rybus w 120. minucie opuszcza boisko ukarany czerwoną kartką.

Każdy z wymienionych wyżej piłkarzy w debiucie lub w jednym ze swoich pierwszych meczów w zagranicznej drużynie musiał opuścić boisko ukarany czerwoną kartką. Skąd to się bierze?

Można zrozumieć wyższy poziom emocji spowodowany debiutem i chęciom zaimponowania kolegom i trenerowi. Ale to może zdarzyć się raz na kilka przypadków. Dla polskich piłkarzy czerwona kartka w debiucie stała się już stałym trendem.

Odpowiedzią wydaje się być inne sędziowanie na polskich boiskach. Jak przyznał Ariel Borysiuk po swoim „czerwonym” debiucie:

„Po pierwszym meczu z FC Koeln zostałem sprowadzony na ziemię. Niektórzy ludzie uświadomili mi, że w Niemczech sędziowie patrzą inaczej na agresywną grę niż w Polsce. Daniel Ljuboja, który grał kiedyś w Bundeslidze, powiedział mi, że takiej tolerancji sędziów jak w Polsce nie ma nigdzie. Praktycznie trzeba złamać komuś nogę, żeby sędzia sięgnął po czerwoną kartkę. A ja w meczu z Koeln dostałem dwie żółte kartki za bardzo głupie faule. Wyciągnąłem z tego wnioski.”

Wystarczy obejrzeć kilka meczów z ligi hiszpańskiej, włoskiej, angielskiej czy niemieckiej, a następnie spojrzeć na mecz naszej Ekstraklasy, aby zobaczyć jak wielka jest różnica w sędziowaniu. Nie chodzi tu o to, że nasi sędziowie czegoś nie widzą. Widzą, ale nie karzą!

Futbol europejski dopuszcza twardą i ostrą grę (jak w Anglii), ale w ramach przepisów. Standardem w Premier League jest, że sędzia wyciąga czerwony kartonik po wślizgu za jaki w Polsce sędzia nie pokazał by nawet żółtej kartki.

Polscy piłkarze na boiskach Ekstraklasy przyzwyczajani się do brutalnej gry. Do agresywnych wślizgów, wskakiwania rywalom na plecy, notorycznego trzymania za koszulkę. Na Zachodzie standardem jest żółta kartka po dwóch lub trzech faulach. U nas zawodnik potrafi sześć czy siedem razy faulować w ciągu meczu i nie zostać za to ukarany!

I kto wie, czy przymykanie oczu na faule przez naszych arbitrów nie jest jedną z największych bolączek naszego futbolu. Jak nasi piłkarze mają osiągać sukcesy na arenie międzynarodowej, jeśli tam się gra w zupełnie inny futbol?

Przykłady czerwonych kartek dla polskich zawodników w ważnych meczach na arenie międzynarodowej w ostatnich latach:

2005 - Radosław Sobolewski w meczu Panathinaikos Ateny – Wisła Kraków w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów;

2005 - Łukasz Surma w meczu Legii Warszawa z FC Zurych w kwalifikacjach do Pucharu UEFA;

Reklama

2006 – Radosław Sobolewski w meczu Polska - Niemcy na mundialu w Niemczech;

2008 – Roger Guerreiro w meczu Legii Warszawa z FK Mokswa w kwalifikacjach do Pucharu UEFA;

2010 – Bartosz Bosacki w meczu Lecha Poznań ze Spartą Praga w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów;

2010 – Rafał Grodzicki w meczu Ruchu Chorzów z Austrią Wiedeń w kwalifikacjach do Ligi Europy;

2011 – Janusz Gol w meczu Ligi Europy z Rapidem Bukareszt.