Dziennik Gazeta Prawana logo

Teraz troszkę luzuję

31 maja 2008, 00:22
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
"Na zgrupowaniu palę poniżej mojej przeciętnej. Człowiek pali jak smok, kiedy się martwi i stresuje. A ja czuję się komfortowo" - mówi Leo Beenhakker w rozmowie z DZIENNIKIEM. "Weszliśmy na taki poziom, że jak damy piłkarzom trochę odpocząć, to wszystko powinno być dobrze" - dodaje selekcjoner.

Leo Beenhakker: Bardzo zadowolony. Wszyscy zawodnicy są świetnie przygotowani fizycznie.Progres, jaki wykonują piłkarze kontuzjowani, jest niesamowity. Wczoraj Wojtek Łobodziński trenował już z zespołem. Kuba Błaszczykowski aż się rwie do gry, ale będziemy go chronić. Nie zagra przeciwko Danii, dopiero od poniedziałku zacznie trenować razem z całą grupą. Najważniejsze, by był gotowy na mecz z Niemcami. Michał Żewłakow także ma się coraz lepiej. Wczoraj przeszedł badania w szpitalu. Ale on sam dla siebie jest najlepszym doktorem. To on czuje, co i jak go boli i sam będzie wiedział, czy jest gotowy do gry.

Tak, ale ja od samego początku jestem optymistą. Tego zawodu nie da się uprawiać bez optymizmu i pewności siebie.

Marzyły mi się większe rzeczy. Przez pierwszy tydzień nie było z nami aż siedmiu chłopaków. Ale nie narzekam. Atmosfera jest naprawdę świetna. Skończyliśmy już z pracowaniem nad stroną fizyczną i zaczynamy myśleć o typowo piłkarskich treningach. Tylko niech kibice nie myślą, że do tej pory ganialiśmy jak idioci. Nie, ponad 80 procent treningów było z piłkami. Weszliśmy na taki poziom, że jak damy piłkarzom trochę odpocząć, to wszystko powinno być dobrze. I tak właśnie ma wyglądać przyszły tydzień. Poszukamy świeżości. Będą gotowi pod względem fizycznym, taktycznym i mentalnym. Reszta zależeć będzie od piłkarzy. Potem to oni będą musieli wykonać całą robotę. Oczywiście z moim wsparciem, ale to oni będą prowadzić ten samochód.

W tym okresie wyniki są ściśle powiązane z przygotowaniami. Wystarczy popatrzeć na to, co się działo w Europie we wtorek i w środę. Adam Nawałka był na meczu Chorwatów. To co grali, nijak nie oddaje tego, co potrafią. Ale jestem pewien, że Chorwacja będzie gotowa na Euro. Podobnie jak Polska, Austria i Niemcy. Dla wielu szkoleniowców teraz, tuż przed mistrzostwami, mecz nie jest niczym więcej, niż treningiem. Popatrzcie na spotkanie Niemców z Białorusią. W pierwszej połowie Niemcy prowadzili już 2:0. Później weszło sześciu nowych zawodników, którzy nie stanowią o sile tej reprezentacji. Ale wszyscy patrzą tylko na wynik. I co? Niemcy tylko zremisowały z Białorusią 2:2! Jak to możliwe? Otóż możliwe, na tym etapie zupełnie normalne.

Nie, nie, nie! Piłkarzy, na których umysły miałby wpływ rezultat tego meczu, nie powinno w ogóle być na Euro. Bo to znaczy, że nie wiedzą, o co chodzi. Nawet jeżeli wygramy 4:0, nie będzie powodu, by przestać mocno stąpać po ziemi. A jeżeli przegramy 0:3, nie będzie powodu do paniki. Jeżeli ktoś będzie panikował, to będę musiał mu powiedzieć, że nie jest gotowy na takie wyzwanie, jak Euro. Trzy dni po meczu z Niemcami gramy z Austrią i wtedy nie możesz mieć w głowie Niemców. Wtedy nie jesteś profesjonalistą.

Ok, ja to rozumiem. Ale my musimy sami wiedzieć, co robimy. Wykorzystujemy mecz z Danią, by być lepiej przygotowanym do mistrzostw. Traktujemy ich jako środek do pewnego celu. Oczywiście, że chcemy wygrać, zawsze po to się gra. Ale nie ma po co się z tego powodu spinać. Jestem pewien, że Joachim Loew nie denerwuje się po remisie z Białorusią. I facet wie, co robi.

Nie spodziewam się czegoś specjalnego, po prostu chcę ich zobaczyć na własne oczy. Widziałem ich wszystkie mecze kwalifikacyjne i towarzyskie. Zresztą nie tylko ich, ale także Chorwacji i Austrii. Na tym etapie, grając ostatni mecz przed Euro, każdy z trenerów skorzysta z podstawowej jedenastki. Mniej więcej z podstawowej, powiedzmy w 80 procentach. Jan Urban widział ich niedawno z Białorusią. Obserwowali ich także Darek Dziekanowski i Adam Nawałka. Ale każdy selekcjoner ma podobne podejście - chce wiedzieć wszystko. Nie może sobie pozwolić na przeoczenie żadnego detalu.

Na początku piłem capuccino jak szalony, teraz troszkę luzuję. Głównie dlatego, że w tym hotelu mają naprawdę znakomite capuccino. Myślę, że teraz piję tak ze trzy dziennie. To dopuszczalna norma.

Także poniżej mojej przeciętnej. Ale to dlatego, że czuję się bardzo komfortowo. Jestem zrelaksowany i cieszę się każdą minutą zgrupowania. A człowiek pali jak smok, kiedy się martwi i stresuje.

Baaardzo śmieszne. Naprawdę. Fantastyczny przykład pozytywnego myślenia.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj