– powiedział Kaczmarek.
Popularny „Bobo” nie ukrywa, że selekcjoner wciąż zaskakuje go swoimi personalnymi decyzjami. Zauważył, że w reprezentacji występują piłkarze, którzy praktycznie w ogóle nie grają w swoich klubach, a kilku wystawianych jest na innych pozycjach. Do tego dochodzi „żonglowanie” przy powołaniach, czego najlepszym przykładem jest Michał Helik oraz brak stabilizacji bloku obronnego, który praktycznie w każdym meczu występuje w innym ustawieniu.
W dodatku w konfrontacji z Węgrami biało-czerwoni zagrali bez swojego rdzenia kręgowego, czyli Kamila Glika, Roberta Lewandowskiego i pauzującego za żółte kartki Grzegorza Krychowiaka.
– dodał.
Asystent Leo Beenhakkera w reprezentacji Polski spodziewał się, że w spotkaniu z Węgrami szansę, i to od pierwszej minuty, dostanie Damian Szymański z AEK Ateny.
– ocenił.
71-letni szkoleniowiec przekonuje, że przegrane spotkanie z Węgrami może odbić się sporą czkawką i zaważyć na przyszłości polskiego futbolu. Brak awansu na mistrzostwa świata oznacza nie tylko cios wizerunkowy, marketingowy i prestiżowy, ale także sięgające wielu milionów euro straty finansowe.
– podsumował.