Dziennik Gazeta Prawana logo

Syn Listkiewicza sędziuje w ekstraklasie

8 grudnia 2008, 01:43
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
"Takich chłopaków jaj ja było w niższych ligach setki. Pewnie ciężej byłoby mnie zauważyć pośród tylu ludzi, gdybym nie nazywał się Listkiewicz" - mówi DZIENNIKOWI Tomasz Listkiewicz, sędzia liniowy w ekstraklasie, syn byłego prezesa PZPN Michała.

Muszę pana zawieść i powiedzieć, że aż tak radykalnych reakcji na moją osobę to nie było (śmiech). Natomiast zdarza się, że kibice wyzywają mnie na meczach. Dzieje się tak głównie wtedy, gdy spiker przed spotkaniem zbyt głośno przeczyta nazwisko Listkiewicz (śmiech).

Odpowiem tak: dzięki ojcu od małego byłem związany z piłką. Potem na jakiś czas zająłem się koszykówką. Nawet sędziowałem mecze basketu w okręgu warszawskim. W pewnym momencie uznałem jednak, że to nie to. Zaczęło mi brakować zapachu szatni i ruchu na boisku. Dlatego zająłem się futbolem. Zresztą z niezłym skutkiem - teraz jestem liniowym w ekstraklasie.

Ci ludzie... mają poniekąd rację. Bądźmy szczerzy – gdy kilka lat temu zaczynałem, to takich chłopaków ja było w niższych ligach setki. Pewnie ciężej byłoby mnie zauważyć pośród tylu ludzi, gdybym nie nazywał się Listkiewicz. Ale z drugiej strony gdybym miał dwie lewe ręce i nogi, to przecież nikt rozsądny nie dałby mi szansy w zawodowej piłce tylko ze względu na ojca.

Nieprawda. Ja bardzo często dostaje ochrzan. Powód? Liniowi muszą często pomagać arbitrom w wielu kwestiach, choćby takich jak wypełnianie protokołu. A że ja jestem roztargniony, to często się mylę i potem mi się dostaje (śmiech).

Rzadko. Kiedyś w IV lidze jakiś chłystek naubliżał podczas meczu mi i mojemu tacie. Ale prędko się mu odgryzłem. Wie pan, ja mam cięty język, nie boję się ostrej wymiany zdań.

Nie, zupełnie.

Tylko na brukowce, które czasem przekraczały granicę dobrego smaku. Ale generalnie ja... lubię dziennikarzy i ten zawód. Przecież tata był kiedyś żurnalistą, wtedy zobaczyłem jak ten świat funkcjonuje. Rozumiem, że media muszą czasem coś podkręcić, by news był bardziej gorący.

Między trzynastym a dwudziestym rokiem życia byłem zagorzałym fanem Czarnych Koszul. Chodziłem na wszystkie mecze, zamieszczałem swoje opinie w sieci. Teraz już tego nie robię. Ale czy to było coś złego? Uważam, że w futbolu powinni działać tylko ludzie, którzy są kibicami. Takie osoby mają serce do piłki, inaczej niż tak zwani menedżerowie spoza światka, którym często zależy tylko na kasie i robieniu kariery.

Bo fatalnie czułem się na scenie. Podczas szkolnych akademii byłem drętwy jak robot, zupełnie nie radziłem sobie z recytacją wierszy. Dobrze, że dziadek tego nie oglądał, bo by się załamał (śmiech).

Szczerze? Jako arbiter liniowy mogę zaistnieć w Polsce i Europie, gdyż mam talent. Na pewno nie zrobiłbym jednak kariery jako sędzia główny. Prowadziłem zawody w niższych ligach i niczym się nie wyróżniałem, byłem przeciętniakiem.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj