Nie minęły trzy minuty a Zagłębie miało na swoim koncie już cztery rzuty rożne. To był sygnał, że lubinianie nie przyjechali do Poznania się bronić, co pokazały kolejne fragmenty meczu. Co prawda pierwszy poważniej bramce rywali zagroził Lech, kiedy na strzał z pola karnego zdecydował się Jakub Moder i Dominik Hładun musiał popisać się fantastyczną paradą, aby uratować swój zespół, ale na kolejną sytuację swojej drużyny miejscowi kibice musieli czekać do do ostatnich minut pierwszej połowy.

Reklama

Do tego momentu na boisku zdecydowanie dominowało Zagłębie. Lubinianie podchodzili bardzo wysokim pressingiem, byli agresywni, a strata piłki oznaczała dla nich atak na rywali, aby ją jak najszybciej odzyskać. Akcjom gości brakowało jedynie skutecznego wykończenia, a czasami po prostu strzału.

Nie udawało się z akcji, ale udało się po kolejnym rzucie rożnym. Po zagraniu Filipa Starzyńskiego z narożnika boiska Patryk Szysz próbował zagrać piętą, ale mu się nie udało. Piłka trafiła na bliższy słupek, dopadł do niej najszybciej Jakub Tosik i wślizgiem posłał do siatki.

Gol nic nie zmienił - Zagłębie nadal miało optyczną przewagę, a Lech jedynie sporadycznie przedostawał się pod pole karne rywali. Dopiero tuż przed przerwą gospodarze zaatakowali odważniej i szansę na doprowadzenie do remisu miał Joao Amaral, ale piłka minęła bramkę gości.

Po przerwie obraz gry nieco się zmienił. Lech zaczął wyżej podchodzić pod rywali, był agresywniejszy i częściej gościł pod polem karnym Zagłębia. Mogło to szybko przynieść bramkowy efekt, ale Kamil Jóźwiak źle przyjął piłkę i później oddał bardzo niecelny strzał.

Reklama

W kolejnych minutach zaczęła zarysowywać się optyczna przewaga gospodarzy, a Zagłębie cofnięte na własną połowę szukało szans na drugiego gola w kontrataku. I jedna z takich akcji przyniosła drugą bramkę. Starzyński popisał się świetnym prostopadłym podaniem do Damjana Bohara, po drodze jeden z obrońców Lecha nie przeciął wślizgiem tego podania i skrzydłowy gości pewnie wykorzystał sytuację sam na sam z bramkarzem.

I podobnie jak po pierwszym golu, obraz gry po drugim też się nie zmienił. Zagłębie nie dało się zepchnąć do głębokiej obrony, bez problemu rozbijało ataki gospodarzy i kontratakowało.

W ostatnich minutach Lech mocniej zaatakował i w polu karnym gości zrobiło się groźnie. Gola poznanianie zdobyli jednak dopiero w doliczonym czasie po efektownym strzale Christiana Gytkjaera. Kilka chwil później przy rzucie wolnym cały zespół Lecha poszedł pod bramkę gości, ale piłka przeleciał przez pole karne i nikt jej nie skierował do siatki. To był ostatnia akcja tego meczu.

Lech Poznań - KGHM Zagłębie Lubin 1:2 (0:1)
Bramki: 0:1 Jakub Tosik (23), 0:2 Damjan Bohar (67), 1:2 Christian Gytkjaer (90+4)
Żółta kartka - Lech Poznań: Jakub Moder, Christian Gytkjaer. KGHM Zagłębie Lubin: Jakub Tosik
Sędzia: Jarosław Przybył (Kluczbork)
Widzów: 12 417
Lech Poznań: Mickey van der Hart - Robert Gumny, Lubomir Satka, Dorde Crnomarkovic, Tymoteusz Puchacz - Kamil Jóźwiak, Jakub Moder, Mateusz Skrzypczak (59. Pedro Tiba), Joao Amaral (59. Filip Marchwiński), Jakub Kamiński (79. Wołodymyr Kostewycz) - Christian Gytkjaer
KGHM Zagłębie Lubin: Dominik Hładun - Alan Czerwiński, Bartosz Kopacz, Lubomir Guldan, Damian Oko (52. Łukasz Poręba) - Sasa Zivec, Bartosz Slisz, Jakub Tosik, Filip Starzyński (89. Asmir Suljic), Damjan Bohar - Patryk Szysz (90+1. Rok Sirk)