Dla obu drużyn będzie to powrót w sobotę do ligowej rywalizacji po długiej przerwie spowodowanej pandemią koronawirusa, a dla Stawowego powrót po sześciu latach na trenerską ławkę w piłkarskiej ekstraklasie. Zadanie stojące przed 54-letnim szkoleniowcem wydaje się arcytrudne, bowiem przed pozostałymi do końca sezonu 11 kolejkami, ŁKS do przedostatniej w tabeli Arki Gdynia traci pięć punktów oraz aż 11 do pierwszej pozycji gwarantującej pozostanie w elicie.
Mimo tak dużej straty nowy opiekun łodzian na każdym kroku powtarza, że wierzy w pozostanie swojego zespołu w najwyższej klasie rozgrywkowej.
"" – zaznaczył przed swoim ligowym debiutem w klubie z Łodzi Stawowy.
Dodał, że w ciągu blisko czterech tygodni pracy w ŁKS jest zadowolony z postawy zawodników na treningach, ich motywacji oraz atmosfery panującej w drużynie mimo zajmowanej pozycji. Zapewnił, że w tym czasie jego sztab zrealizował wszystkie założenia.
"u" – podsumował.
O tym, czy wniesiony do ekipy beniaminka przez Stawowego większy optymizm zostanie podtrzymany, zdecyduje wynik sobotniego meczu z Górnikiem Zabrze, bo tylko zwycięstwo gospodarzy pozwoli przedłużyć nadzieje łodzian na uniknięcie degradacji.
"" – przekonywał trener.
Określił, że starcie z Górnikiem będzie, jak włożenie klucza do zamka, który w następnych pojedynkach trzeba będzie powoli przekręcać we właściwą stronę. "" – wyjaśnił.
Zabrzanie, z 13 punktami więcej od ŁKS, zajmują 12. miejsce w tabeli. Stawowy ocenił, że Górnik to drużyna, która bardzo dobrze gra w defensywie oraz jest groźna po przechwycie piłki w środku pola i przy stałych fragmentach gry. Dodał, że podopieczni trenera Marcina Brosza są dobrze przygotowani fizycznie, grają twardo, ostro i dynamicznie.
W starciu z Górnikiem z powodu drobnego urazu niepewny jest jedynie występ Portugalczyka Ricardo Guimy. Żaden z graczy gospodarzy nie musi natomiast pauzować za kartki.
"" – podkreślił Stawowy.
Spotkanie 27. kolejki w Łodzi rozpocznie się w sobotę o godz. 15. Jesienny mecz z Zabrzu zakończył się remisem 1:1.