Ciekawie we Wrocławiu zrobiło się dopiero w 45. minucie. Wówczas po długim zagraniu piłka trafiła w rękę Poprawy i sędzia sięgnął po żółta kartkę. Po analizie VAR arbiter zmienił decyzję i pokazał kartkę czerwoną, bo uznał, że gdyby nie zagranie obrońcy Śląska, jeden z zawodników Stali znalazłby się w sytuacji sam na sam z bramkarzem. To był początek i koniec emocji przed przerwą.

Reklama

Do tego momentu optyczną przewagę miał Śląsk, który dłużej się utrzymywał przy piłce, ale nie potrafił znaleźć sposobu na przebicie się przez zagęszczoną obronę Stali. Goście natomiast wyczekiwali na rywali na własnej połowie, a po przejęciu piłki szybko kopali ją za plecy wysoko ustawionych defensorów wrocławian, z którymi najczęściej się ścigał Mateusz Mak.

Po zmianie stron grająca z przewagą jednego zawodnika Stal śmielej ruszyła do przodu i szybko wypracowała sobie dwie sytuacje bramkowe. Najpierw pomylił się Krystian Getinger, a następnie Mak.

Śląsk nie zamierzał się jednak tylko bronić. Przetrzymał ataki rywali, uporządkował grę w defensywie i ruszył do przodu. Bliski trafienia do siatki był m.in. Mateusz Praszelik, który mocnym strzałem wykończył indywidualną akcję i Rafał Strączek nie bez problemu wybił piłkę na rzut rożny.

Długimi momentami nie było widać, że Stal gra z przewagą jednego zawodnika. To Śląsk utrzymywał się dłużej przy piłce i częściej atakował. Goście nie mieli pomysłu na swoje ataki, a jedyną okazję na gola sprezentowali im gospodarze, lecz strzał Maka świetnie obronił Matus Putnocky.

Reklama

Prawdziwe emocje zaczęły się we Wrocławiu w ostatnim kwadransie. Najpierw po błędzie obrony Stali na strzał z dystansu zdecydował się Praszelik. Piłka jeszcze odbiła się od nogi Mateusza Matrasa i wpadała do bramki.

Stal ruszyła do ataku i szybko doprowadziła do remisu, a pomogli im w tym rywale. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego bramkarz Śląska popełnił katastrofalny błąd, kiedy próbując piąstkować nie trafił w piłkę, ale ta za to trafiła w głowę Bożidara Czorbadżijskiego i ponownie był remis.

Goście nie nacieszyli się jeszcze golem, a ponownie przegrywali. Po ładnej akcji Dino Stiglec zagrał w pole karne do wbiegającego Petra Schwarza, a ten posłał piłkę pod poprzeczkę.

Stal próbowała jeszcze zaatakować, ale była zupełnie bezradna w ataku. Poza dośrodkowaniami w pole karne Śląska goście nie mieli pomysłu na rozbicie obrony rywali. A ponieważ ta już nie popełniła żadnego błędu, kibice więcej goli we Wrocławiu nie oglądali.

Śląsk Wrocław - PGE FKS Stal Mielec 2:1 (0:0)
Bramki: 1:0 Mateusz Praszelik (77), 1:1 Bożidar Czorbadżijski (80-głową), 2:1 Petr Schwarz (81)
Żółta kartka - PGE FKS Stal Mielec: Grzegorz Tomasiewicz, Krystian Getinger. Czerwona kartka - Śląsk Wrocław: Konrad Poprawa (45-za zagranie ręką)
Sędzia: Daniel Stefański (Bydgoszcz)
Widzów: 5 873
Śląsk Wrocław: Matus Putnocky – Łukasz Bejger, Konrad Poprawa, Wojciech Golla – Bartłomiej Pawłowski (46. Szymon Lewkot), Petr Schwarz, Krzysztof Mączyński, Dino Stiglec - Mateusz Praszelik (80. Sebastian Bergier), Waldemar Sobota (76. Jakub Iskra) – Caye Quintana (46. Robert Pich)
PGE FKS Stal Mielec: Rafał Strączek – Bożidar Czorbadżijski, Mateusz Matras, Marcin Flis - Krystian Getinger, Grzegorz Tomasiewicz, Maciej Urbańczyk (72. Dawid Kort), Albin Granlund (60. Aleksander Kolew) - Koki Hinokio (82. Maciej Jankowski), Mateusz Mak, Maksymilian Sitek