Zawodnicy Lechii ponieśli pierwszą w tym sezonie porażkę na własnym stadionie. Wcześniej odnieśli w Gdańsku sześć zwycięstw i zanotowali dwa remisy.
– stwierdził Kuciak.
Golkiper biało-zielonych uważa, że w wielu sytuacjach, zwłaszcza pod własną bramką, nie należy specjalnie kombinować tylko stosować proste środki.
– dodał.
Gdańszczanie w pięciu ostatnich ligowych meczach pierwsi tracili bramkę. Dwa z tych spotkań zdołali jednak wygrać, a jedno zremisować.
– ocenił.
Tuż przed przerwą sobotniej konfrontacji Flavio Paixao doprowadził z rzutu karnego do remisu, jednak w 54. minucie goście ponownie wyszli na prowadzenie. Po podaniu Czecha Tomasa Prikryla Bartosz Bida znalazł się sam przed bramką gdańszczan i efektownym uderzeniem piętą skierował piłkę do siatki.
– podkreślił.
Lechia była faworytem w konfrontacji z „Jagą”, która przegrała dwa poprzednie ligowe mecze, w tym u siebie 1:2 z ostatnim w tabeli beniaminkiem Górnikiem Łęczna. 36-letni Słowak zauważył, że takie niespodziewane wyniki są jednak na porządku dziennym.
– powiedział.
W piątek w ostatnim w tym roku ligowym spotkaniu lechiści zmierzą się w Płocku z Wisłą, którą na początku sierpnia pokonali u siebie 1:0.
– podsumował.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.