Dziennik Gazeta Prawana logo

10 goli w Kaliszu. Kompromitacja Widzewa w Pucharze Polski

31 sierpnia 2022, 23:00
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
KKS Kalisz - Widzew Łódź
<p>KKS Kalisz - Widzew Łódź</p>/Newspix
Sensacja w Kaliszu - piłkarze drugoligowego KKS-u wyeliminowali w 1/32 finału Pucharu Polski Widzew Łódź po rzutach karnych (4:3), a po dogrywce był remis 5:5. "Ten mecz przejdzie do historii naszego klubu" - przyznał trener gospodarzy Bartosz Tarachulski.

W tym spotkaniu było praktycznie wszystko, dramaturgią można obdzielić kilka pojedynków. Widowisko przejdzie nie tylko do historii kaliskiego klubu, ale również zapisze się na długo w pamięci tych sześciu tysięcy kibiców, którzy zasiedli na trybunach. Dreszczowiec, który trwał ponad dwie godziny i 50 minut, miał mnóstwo zwrotów akcji. Jednym z bohaterów widowiska był obrońca KKS-u Mateusz Gawlik, który w dogrywce wykorzystał dwie jedenastki, a w serii rzutów karnych trafił tego decydującego, dającego awans do 1/16 finału.

Zanim doszło do dogrywki i rzutów karnych, kibice w Kaliszu przecierali oczy ze zdumienia, bo ich zespół po 22 minutach prowadził już 3:0. Gospodarze każdą akcję zamieniali na bramkę, a w roli głównej wystąpił hiszpański napastnik Nestor Gordillo, który dwukrotnie pokonał Henricha Ravasa. Liczna grupa kibiców Widzewa właśnie wchodziła na stadion, gdy ich drużyna traciła kolejne gole i dopingowanie zaczęli od okrzyków "co wy robicie?".

Łodzianie dopiero po pół godzinie poważniej zabrali się do pracy i jeszcze przed przerwą zmniejszyli straty. Jordi Sanchez na początku drugiej połowy ponownie wpisał się na listę strzelców, ale wydawało się, że gospodarze obronią skromne prowadzenie. W końcówce meczu sędziowie przez ponad pięć minut analizowali zderzenie bramkarza kaliszan Macieja Krakowiaka z Sanchezem. Ostatecznie Łukasz Szczech pokazał "na wapno", a Marek Hanousek doprowadził do dogrywki.

W doliczonym czasie gry emocji też nie brakowało, drugoligowcy po skutecznie egzekwowanych rzutach karnych przez Gawlika, dwukrotnie obejmował prowadzenie, ale widzewiacy nie odpuszczali i w 122. minucie Łukasz Zjawiński efektowną główką wyrównał na 5:5. W serii "jedenastek" goście prowadzili 2:1, ale potem Zjawiński i Mateusz Żyro obijali poprzeczkę i sensacja stała się faktem.

Trener Widzewa Janusz Niedźwiedź z jednej strony gratulował postawy swoim podopiecznym i chwalił za walkę, ale nie ukrywał, że jego zespół przespał pierwszą połowę.

"Graliśmy z pasją, ogromną determinacją i charakterem. Rzuty karne to jest zawsze loteria, która powoduje, że każdy może wygrać z każdym, decydują o tym drobne rzeczy. Ja sobie nie przypominam takiego wyniku, ale to nie zmienia faktu, że przespaliśmy pierwszą połowę, w której straciliśmy trzy bramki i to był jeden kluczowy moment. Drugi, jeszcze w regulaminowym czasie drugiej części, kiedy mieliśmy dużo sytuacji, żeby zamknąć mecz, ale wykazaliśmy się nieskutecznością, co przy takim wyniku może brzmieć dziwnie" - skomentował.

W zupełnie innym nastroju był opiekun wicelidera II ligi Bartosz Tarachulski, który dopiero w czerwcu objął zespół.

"Ten mecz przejdzie do historii naszego klubu. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz uczestniczyłem w meczu, który zakończył się takim wynikiem. Dziś jest święto w Kaliszu i myślę, że każdy, kto był na trybunach, wracał do domu szczęśliwy. Słowa uznania dla moich zawodników, bo pokazali dzisiaj dobrą piłkę, zdobywając pięć bramek z drużyną ekstraklasy. Mieliśmy taki plan, że nie chcieliśmy się bronić, tylko zagrać otwarty futbol, tak jak w lidze. Wyszliśmy na wysokie prowadzenie, wydawało się, że to spotkanie wygramy, ale Widzew pokazał, że to jest bardzo dobra drużyna, tyle razy doprowadzając do wyrównania. W konsekwencji była seria rzutów karnych, a my ćwiczyliśmy ten element na ostatnich treningach" - podsumował szkoleniowiec.

KKS w ubiegłym roku w 1/32 finału PP odprawił Pogoń Szczecin, w tym roku wyrzucił za burtę Widzew. W Kaliszu kibice już z niecierpliwością czekają na wyniki losowania kolejnej rundy. (PAP)

autor: Marcin Pawlicki

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Michał Ignasiewicz
oprac. Michał Ignasiewicz

Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraZełenski chwali się sukcesem ukraińskiej armii. "Uderzyliśmy w rosyjskie zakłady zbrojeniowe" »
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj