Legniczanie całym zespołem cofali się na własną połowę i czekali na to, co zrobi Śląsk. Wrocławianie mieli kolosalną przewagę w posiadaniu piłki, ale głównie rozgrywali ją wszerz boiska. Każda próba przedarcia się przez zasieki postawione przez Miedź kończyła się stratą piłki, którą rywale szybko wstrzeliwali na połowę Śląska w nadziei, że któryś z szybkich zawodników do niej dojdzie pierwszy. I tak mijały kolejne minuty. Wrocławianie grali za wolno, aby zaskoczyć rywali, a Miedź była niedokładna przy kontratakach.

Reklama

Wydawało się, że nic w pierwszej połowie się nie zmieni. Wtedy piłkę otrzymał przed polem karnym Chuca. Żaden z wrocławian nie doskoczył do rywala, ten zdecydował się na strzał i trafił idealnie pod poprzeczkę. Był to jedyny celny strzał w pierwszej połowie Miedzi. Goście nie mieli nie tylko celnego, ale w ogóle żadnego.

Po zmianie stron obraz gry się nie zmienił. Gospodarze nadal skupiali się głównie na obronie, a goście nadal nieporadnie usiłowali atakować. Niewielka różnica polegała na tym, że Miedź po skutecznej próbie z pierwszej połowie po przerwie znacznie częściej próbowała strzałów z dystansu.

Śląsk w końcu doczekał się swojej szansy, ale dopiero po błędzie obrońców gospodarzy. W idealnej sytuacji znalazł się Petr Schwarz, który miał przed sobą tylko Mateusza Abramowicza i nie trafił w bramkę.

Swoją okazję miała też Miedź. Po stracie Konrada Poprawy legniczanie wyprowadzili kontratak i w idealnej sytuacji znalazł się Luciano Narsingh. Holender próbował pokonać Leszczyńskiego technicznym uderzeniem i wyszło mu podania do bramkarza Śląska.

Goście bili głową w mur i w końcu mogli dopiąć swego. Po rzucie rożnym Daniel Gretarsson oddał strzał z trudnej pozycji i piłka wpadłaby do siatki, ale Nemanja Mijuskovic zatrzymał ją na linii bramkowej. Później jeszcze groźnie głową strzelał Erik Exposito i to było wszystko.

Reklama

Miedź w ostatnim kwadransie już nawet nie próbowała kontratakować. Legniczanie całym zespołem się bronili na trzydziestym metrze przed własną bramką, a po zmianach mieli na boisku czterech środkowych obrońców. Udało się im zachować czyste konto do końca i był to pierwszy taki przypadek w tym sezonie. Śląsk natomiast udowodnił, że znacznie lepiej spisuje się z zespołami wyżej notowanymi, które grają w piłkę, a nie tylko ją kopią do przodu.

Miedź Legnica - Śląsk Wrocław 1:0 (1:0)
Bramka: 1:0 Chuca (41)
Żółta kartka - Miedź Legnica: Nemanja Mijuskovic, Maxime Dominguez, Szymon Matuszek, Angelo Henriquez. Śląsk Wrocław: Patrick Olsen
Sędzia: Piotr Urban (Warszawa)
Widzów: 5 418
Miedź Legnica: Mateusz Abramowicz - Nemanja Mijuskovic, Szymon Matuszek, Jurich Carolina – Michael Kostka, Chuca, Santiago Naveda, Hubert Matynia – Luciano Narsingh (69. Maxime Dominguez), Koldo Obieta (74. Olaf Kobacki), Angelo Henriquez (90+2. Jon Aurtenetxe)
Śląsk Wrocław: Rafał Leszczyński – Łukasz Bejger, Konrad Poprawa, Daniel Gretarsson – Martin Konczkowski (74. Patryk Janasik), Patrick Olsen, Petr Schwarz (67. Erik Exposito), Victor Garcia (67. Dennis Jastrzembski) - Nahuel Leiva (67. Michał Rzuchowski), John Yeboah, Caye Quintana (77. Adrian Łyszczarz).





Autor: Mariusz Wiśniewski