Po ostatniej porażce 1:3 na własnym stadionie z KGHM Zagłębiem Lubin zawodnicy Lechii stracili matematyczne szanse na utrzymanie.
„To jest bardzo trudny moment dla całej drużyny. Nikt nie chciał do tego doprowadzić i nikt się tego nie spodziewał. W szatni panuje ogólne przygnębienie, smutek, ale trzeba znaleźć światełko w tunelu, jakieś pozytywne strony. Nie jest łatwo odzyskać w tej sytuacji motywację, ale jesteśmy profesjonalistami i musimy wydostać się z tego impasu” – stwierdził w czwartek na konferencji prasowej w Gdańsku Badia.
Bilans hiszpańskiego szkoleniowca jest fatalny. W jego debiucie biało-zieloni zremisowali u siebie 0:0 ze Śląskiem Wrocław, a następnie ponieśli pięć porażek. Badia podkreślił, że jednym z podstawowych powodów słabszych wyników i spadku była liczba urazów.
„Od kiedy jestem trenerem, czyli od sześciu tygodni, wielu kluczowych zawodników było kontuzjowanych, co w dłuższej perspektywie uniemożliwiało prowadzenie normalnych zajęć. Do tego dodałbym stosunek bramek zdobytych do straconych. Powinniśmy być bardziej skuteczni. Natomiast jeśli chodzi o zaległości wobec piłkarzy, to również ma to pewien wpływ na postawę zespołu. Jedni odczuwają to bardziej, inni mniej, jesteśmy jednak profesjonalistami. Ja w 100 procentach jestem skoncentrowany na najbliższych meczach” – dodał.
W niedzielę o godz. 12.30 gdańszczanie zmierzą się w Mielcu z PGE FKS Stalą, którą pod koniec października pokonali na własnym stadionie 1:0. 49-letni trener nie ukrywa, że ma założony plan na ostatnie trzy spotkania.
„Jest wymagany limit minut dla młodzieżowców i chcemy go wypełnić. To jedno z najważniejszych zadań na końcówkę sezonu. Dlatego w Mielcu wystawię trzech młodych zawodników. Poza tym są z nami bardzo długo i zasługują na tę szansę. Chcemy też zrobić wszystko, aby zająć 16., a nie obecne 17. czy też ostatnie miejsce. W trzech meczach zamierzamy zdobyć jak najwięcej punktów” – zapewnił.
W konfrontacji ze Stalą nie zagrają pauzujący za żółte kartki środkowy obrońca Michał Nalepa i napastnik Łukasz Zwoliński, ponadto kontuzjowany jest skrzydłowy Conrado.
Autor: Marcin Domański
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.