Dziennik Gazeta Prawana logo

Legia ukarana za minimalizm. Pankov i Kobylak sprezentowali gole Stali

1 grudnia 2024, 19:36
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
Jakub Mądrzyk, Mateusz Matras i Steve Kapuadi
Zawodnicy FKS Stali Mielec Jakub Mądrzyk (P) i Mateusz Matras (2P) oraz Steve Kapuadi (2L) z Legii Warszawa podczas meczu 17. kolejki piłkarskiej Ekstraklasy/PAP
Legia Warszawa w doliczonym czasie gry straciła gola i w efekcie dwa punkty. Podopieczni Goncalo Feio w 17. kolejce Ekstraklasy zremisowali na wyjeździe ze Stalą Mielec 2:2. Oba gole dla gospodarzy padły po fatalnych błędach zawodników gości. Nie popisali się Radovan Pankov i Gabriel Kobylak. 

Legia zmarnowała szansę na wyprzedzenie Cracovii

Legia do Mielca przybyła podbudowana efektowną wygraną w Lidze Konferencji z Omonią Nikozja. "Wojskowi" mieli okazję do wyprzedzenia w tabeli Cracovii Kraków i zmniejszenia straty do prowadzącego Lecha Poznań. Potrzebowali do tego zwycięstwa.

Goście szybko wyszli na prowadzenie. Już w 12. minucie spotkania do siatki Stali trafił Ryoya Morishita.

Niepotrzebna "zabawa" Pankova w polu karnym

Radość legionistów nie trwała długo, bo nieco ponad kwadrans później znów był remis. Fatalnie w swoim polu karnym zachował się Radovan Pankov. Serb najpierw wdał się w niepotrzebny drybling, a następnie faulował Serhija Krykuna i sędzia podyktował "jedenastkę" dla gospodarzy. 

Do piłki podszedł Piotr Wlzało i pewnym uderzeniem pokonał Gabriela Kobylaka. 

Augustyniak sam wymierzył sprawiedliwość

Z rzutu karnego w drugiej połowie nie pomylił się też Rafał Augustyniak. Strzelec drugiego gola dla Legii w 63. minucie został faulowany przez Wlazło i po chwili okazał się skutecznym egzekutorem. 

Po ponownym objęciu prowadzenia Legia cofnęła się do defensywy i broniła całym zespołem na własnej połowie. 

Legia nie dowiozła zwycięstwa do końca 

Stal konsekwentnie dążyła do zdobycia wyrównującej bramki. Udało się jej to dopiero w doliczonym czasie gry. Po rzucie rożnym fatalny błąd popełnił Gabriel Kobylak. 

Bramkarz Legii nie utrzymał piłki w rękach i z bliska do jego siatki wbił ją Łukasz Wolsztyński i w ten sposób drużyna prowadzona przez Feio została ukarana za swój minimalizm. 

 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Michał Ignasiewicz

Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraUlubieniec Władimira Putina zostaje w USA. Zarobi miliony dolarów »
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj