Łukasz Fabiański, który zastąpił Wojciecha Szczęsnego po pierwszym meczu grupowym, przyznał, że odpadnięcie w fazie rozgrywek na etapie, kiedy półfinał jest blisko, boli. Tym bardziej, że stało się to po serii rzutów karnych.

Reklama

- Nie przegraliśmy żadnego meczu przez 90 lub 120 minut. Jeśli wyciągniemy z tego turnieju dobre wnioski i nie przesadzimy z pewnością siebie, to myślę, że możemy pozytywnie podejść do eliminacji mistrzostw świata i potwierdzić, że drużyna idzie w dobrym kierunku. Za parę dni, gdy spokojnie będziemy oceniać Euro 2016, to każdy będzie mimo wszystko miał powody do zadowolenia - powiedział Fabiański, który sam jednak z trudem powstrzymywał łzy.

- Naprawdę dobrze zaczęliśmy, podobnie jak w meczu ze Szwajcarią, szybko strzeliliśmy bramkę, kreowaliśmy sytuację, była kontrola. Zabrakło tego drugiego gola. Wiadomo, że Portugalia ma w swoich szeregach naprawdę dobrych zawodników. Był jeden moment naszej nieuwagi, i też trochę szczęścia Portugalczyków, bo gdyby nie rykoszet, to udałoby mi się raczej obronić ten strzał. Skończyło się 1:1, ale przez pryzmat 120 minut mam wrażenie, że był to mecz lepszy niż ten ze Szwajcarią, bo nie było momentu, kiedy zostaliśmy zepchnięci mocno do defensywy - podsumował bramkarz biało-czerwonych.

Na koniec stwierdził, że ma do siebie ogromne pretensje o to, że w dwóch seriach rzutów karnych - ze Szwajcarią i Portugalią - nie pomógł drużynie. Na argument Mateusza Borka, że Portugalczycy rzuty karne wykonywali perfekcyjnie, odpowiedział: Ale wiadomo, że w takich sytuacjach liczy się bardzo na bramkarza...

Polska przegrała z Portugalią w ćwierćfinale mistrzostw Europy. W regulaminowym czasie gry był remis 1:1, którego nie zmieniła dogrywka. Decydująca okazała się seria rzutów karnych, w którym Polska zaliczyła błąd - swojej "jedenastki" nie wykorzystał Jakub Błaszczykowski.