Wadim Skripczenko na pomeczowej konferencji został zapytany przez dziennikarzy o atmosferę na stadionie Legii i okrzyki oraz flagi uderzające w Łukaszenkę.
Trener Dynama słyszał okrzyki kibiców
Szkoleniowiec Dynama przyznał, że słyszał hasła z trybun, ale zaznaczył, że niedokładnie rozumiał ich treść, bo skupiał się na grze swojej drużyny.
Trener jest dwunastym zawodnikiem. Starałem się przekazywać wskazówki moim piłkarzom i pilnować, by wykonywali założenia - podkreślił Skripczenko.
Sądzę, że okrzyki to czynnik zewnętrzny, który sprawia, że na stadionie jest bardzo dobra atmosfera. Myślę, że kibice Legii przede wszystkim wspierali swój zespół, a okrzyki z trybun miały zwłaszcza charakter motywacyjny dla ich drużyny - dodał opiekun piłkarzy gości.
Hasła pod adresem Łukaszenki nie miały wpływu na grę Dynama
Według szkoleniowca białoruskiej drużyny skandowane przez kibiców okrzyki nie miały wpływu na grę jego podopiecznych.
Piłkarze skupili się na zadaniach, które otrzymali od sztabu trenerskiego. Myślę, że żadne okrzyki czy banery nie mogły ich zdekoncentrować. To profesjonaliści, którzy wychodzą na boisko, by wykonywać swoje obowiązki i osiągnąć jak najlepszy wynik - uważa trener Dynama.
Piłkarze Dynama nie podziękowali swoim rodakom za doping
Na trybunach stadionu przy Łazienkowskiej w czwartkowy wieczór obecni byli też kibice z Białorusi. Oni w trakcie meczu również zaprezentowali transparenty i okrzyki nieprzychylne Łukaszence.
Po ostatnim gwizdku sędziego piłkarze Dynama nie podeszli pod sektor, na którym zasiadali ich rodacy, by podziękować im za doping.
Dlaczego moi piłkarze nie podeszli do naszych kibiców, by im podziękować? Myślę, że przede wszystkim byli rozczarowani rezultatem. Chciałem z nimi porozmawiać i poprosiłem ich, by szybko zeszli do szatni. Pragnąłem ich zmotywować do kolejnego ważnego meczu ligowego. Moim zadaniem nie jest krytykowanie zawodników, tylko wspieranie ich. Byłaby inna sytuacja, gdybyśmy przegrali pokazując wyrównany futbol - tłumaczył na konferencji Skripchenko.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.