Tym razem nie będzie to "mecz na szczycie". Pandemia koronawirusa nieco skomplikowała terminarz, w związku z czym zajmujący trzecie miejsce w tabeli "Królewscy" rozegrali o jedno spotkanie mniej od prowadzącej dwójki - Realu Sociedad i Villarreal, natomiast dziewiąta "Duma Katalonii" ma do nadrobienia dwie zaległości.

Reklama

Oba kluby rozpoczęły sezon dobrze, ale w miniony weekend przytrafiły im się niespodziewane porażki po 0:1. Real przegrał u siebie z beniaminkiem Cadiz, Barcelona - na wyjeździe z Getafe.

O ile Katalończycy zdążyli już na tę wpadkę zareagować pokonując Ferencvarosi TC Budapeszt w Lidze Mistrzów 5:1, to presja na Real tylko wzrosła. Mistrz Hiszpanii przegrał bowiem w Madrycie z grającym w osłabionym składzie z powodu koronawirusa Szachtarem Donieck 2:3. Niektóre media sugerują, że zagrożona jest posada trenera Zinedine'a Zidane'a.

"Muszę po prostu wykonywać swoją robotę i zapomnieć o wszystkim innym. Odniosłem z tymi piłkarzami wiele sukcesów. Wiele dla mnie zrobili i zawsze będę z nimi, do samego końca. Czuję ich pełne wsparcie" - powiedział francuski szkoleniowiec.

Ronald Koeman wystąpi w tym prestiżowym meczu w roli trenera Barcelony po raz pierwszy. Jako piłkarz "Dumy Katalonii" rywalizował z Realem 14 razy.

"To inny mecz niż pozostałe. Przerabiałem to przez wiele lat. Jestem przyzwyczajony do tej presji i będę dziś spał spokojnie" - stwierdził Holender, który zastąpił tego lata Quique Setiena.

Spotkanie na Camp Nou - przy pustych trybunach - rozpocznie się o godzinie 16.