Podopieczni trenera Vitala Heynena, którzy w poprzednią sobotę zdobyli brązowy medal mistrzostw Europy, rozegrali jak na razie w PŚ w ciągu sześciu dni pięć spotkań. Belg rotuje więc sporo składem, a w niedzielę od początku dał szanse kilku zawodnikom, którzy mniej grali w czempionacie Starego Kontynentu. Poza tym po raz pierwszy razem w wyjściowej "szóstce" znaleźli się pochodzący z Kuby Wilfredo Leon, który od 24 lipca może grać w biało-czerwonych barwach i wracający tym turniejem do reprezentacji po kwietniowej operacji kręgosłupa Bartosz Kurek.

W ekipie mistrzów świata nie ma jeszcze kapitana Michała Kubiaka, który ma wkrótce dołączyć do kadry. U Włochów z kolei brakuje m.in. pochodzącego z Kuby Osmany'ego Juantoreny i Ivana Zaytseva. W Japonii są jednak np. Davide Candellaro, Simone Anzani, Gabriele Nelli czy Matteo Piano. W niedzielę wystąpili wszyscy poza tym ostatnim.

W niedzielę drużyna Italii przez dłuższy czas nie była w stanie zagrozić Polakom i Heynen przed dwa i pół seta nie dokonał żadnej zmiany. W inauguracyjnym jego podopieczni kilkakrotnie zdobywali punkty seriami, po raz pierwszy przy stanie 3:4, gdy zapisali na swoim koncie trzy "oczka" z rzędu. Największą trudność rywalom sprawiała wtedy zagrywka Leona. Co prawda zespół Gianlorenzo Blenginiego podbił więcej piłek w obronie, ale miał kłopoty ze skończeniem kontr i nieraz się mylił. Lepsza postawa w ataku biało-czerwonych przesądziła o ich wygranej w tej partii. Marcin Komenda zaś z powodzeniem uruchamiał w tym elemencie zarówno skrzydłowych, jak i środkowych.

Podobny przebieg miała druga partia, choć tym razem większa przewaga mistrzów globu na stałe zaczęła się uwidaczniać dopiero w drugiej części. Najjaśniejszą postacią - obok Kurka i Leona - był Śliwka. Przyjmujący Zaksy Kędzierzyn-Koźle po początkowych kłopotach wyraźnie się rozkręcił. W końcówce (23:17) popisał się też udanym blokiem, a po chwili w jego ślady poszedł Komenda. Wciąż siatkarze z Italii byli lepsi w defensywie, ale nadal nie miało to przełożenia na ofensywę.

Trzeci set zaczął się od prowadzenia Włochów 3:1, którzy później wygrywali jeszcze 13:11. Heynen dopiero wtedy zdecydował się na pierwsze zmiany - na boisku pojawili się Fabian Drzyzga i Maciej Muzaj, przy których udziale biało-czerwoni odrobili straty. Wkrótce do gry wrócili jednak Komenda i Kurek. Czujność w bloku pomogła Polakom wyjść na uzyskanie przewagi 21:19, a gdy po raz kolejny w tym spotkaniu w tym elemencie wykazał się Komenda, było już 24:21. Ostatni punkt zdobył atakiem Śliwka, którego dorobek w całym meczu - tak jak i Leona - to 15 "oczek". Po 12 zdobyli najlepsi u rywali - Oreste Cavuto i Dick Kooy.

Ten drugi w latach 2013–15 był zawodnikiem Zaksy i ma na koncie ponad 70 występów w reprezentacji Holandii. Od trzech lat posiada włoskie obywatelstwo, a niedawno zakończył karencję w związku ze zmianą federacji. PŚ jest jego pierwszą imprezą w barwach reprezentacji Italii.

Niedzielnym zwycięstwem Polacy zrewanżowali się Włochom za bolesną porażkę w poprzedniej edycji PŚ. Cztery lata temu ulegli im 1:3 i był to ich jedyny przegrany mecz w tamtej imprezie. Zawodnicy z Italii po ostatniej kolejce spotkań wyprzedzili ich w tabeli dzięki korzystniejszemu bilansowi setów. Biało-czerwoni zajęli trzecie miejsce, a awans do turnieju olimpijskiego dawały tylko dwie czołowe lokaty. Teraz turniej nie daje szansy wywalczenia przepustki na igrzyska, ale zarówno podopieczni Heynana, jak i Blenginiego są już pewni występu w Tokio.

Jedyną jak na razie porażkę w tej edycji PŚ Polacy zanotowali w piątkowym pojedynku z Amerykanami, triumfatorami z 2015 roku - 1:3. W ciągu 15 dni drużyny rozegrają w Japonii po 11 spotkań systemem "każdy z każdym".

Włochy - Polska 0:3 (18:25, 18:25, 22:25)
Włochy: Oreste Cavuto, Dick Kooy, Davide Candellaro, Gabriele Nelli, Simone Anzani, Riccardo Sbertoli, Fabio Balaso (libero) oraz Oleg Antonov, Giulio Pinali, Roberto Russo
Polska: Wilfredo Leon, Marcin Komenda, Bartosz Kurek, Aleksander Śliwka, Karol Kłos, Jakub Kochanowski, Paweł Zatorski (libero) oraz Marcin Komenda, Maciej Muzaj, Artur Szalpuk