Petyniak ma 36 lat, a Wanielista (obaj Śnieżka Karpacz) - 23. Razem startują od zaledwie kilku miesięcy. Pierwszy z nich wrócił do saneczkarstwa po... 17 latach przerwy.

Reklama

"Zakończyłem starty jeszcze jako junior, po mistrzostwach świata w tej kategorii wiekowej w łotewskiej Siguldzie, gdzie zająłem siódme miejsce w dwójce. Niestety, sytuacja finansowa klubów stale się pogarszała, więc za namową bliskich postawiłem na szkołę. Decyzja o rozstaniu z sankami nie była łatwa, ale nigdy jej nie żałowałem" - powiedział PAP Petyniak.

"Skończyłem studia na Politechnice Wrocławskiej, założyłem rodzinę, poznałem inny od sportowego świat i on mnie w całości pochłonął. Po kilkunastu latach sytuacja ekonomiczna w polskich sankach nie uległa poprawie, ale z mojego punktu widzenia coś się jednak zmieniło na lepsze. I dlatego wróciłem" - dodał zawodnik, który od blisko dziesięciu lat prowadzi firmę techniczno-handlową w okolicach Wrocławia.

Młodszy z duetu pracuje w straży pożarnej w Łomnicy oraz pomaga ojcu w warsztacie. "Trener klubowy Edward Maziarz zaproponował, byśmy razem spróbowali zjechać. Już po kilku ślizgach na torze w Karpaczu zaczęliśmy poważnie myśleć o powrocie do reprezentacji. Mistrzostwa kraju były dla nas pierwszym poważnym sprawdzianem, poszło nieźle (srebrny medal - PAP) i tak znaleźliśmy się w tegorocznym cyklu Pucharu Świata" - przyznał Wanielista.

Polacy rywalizują w PŚ za własne pieniądze. Jak twierdzą, do tej pory zainwestowali około 30 tysięcy złotych. "Jedną trzecią tej kwoty pochłonął zakup sanek i ich przystosowanie. Do końca sezonu wydamy jeszcze około sześciu tysięcy. Sporo pieniędzy idzie też na hotele" - stwierdził starszy z saneczkarzy.

Celem Petyniaka i Wanielisty jest występ na olimpiadzie w Rosji w 2014 r. "Żeby go osiągnąć musimy otrzymać odpowiednie wsparcie. Jak dotychczas, największe mamy od trenera kadry narodowej Marka Skowrońskiego. Współpraca z nim daje nam gwarancję stałych postępów. Również szkoleniowiec klubowy Edward Maziarz pomógł nam na samym początku sezonu i wspiera nas nadal. Wierzymy, że władze PZSSan. zapewnią nam możliwie najlepsze warunki do treningu w następnych latach i być może uda się pozyskać sponsora nie tylko dla nas, ale i całej reprezentacji. Jeśli będziemy musieli nadal w pełni się finansować, może się okazać, że nasz trud poszedł na marne" - ocenili saneczkarze.