Dziennik Gazeta Prawana logo

Smuda - trenerski Dyzma czy cudotwórca?

30 października 2009, 08:19
Ten tekst przeczytasz w 9 minut
"On wie, kiedy zażartować, kiedy krzyknąć, kiedy przytulić" - mówi o Franciszku Smudzie jego stary znajomy z Widzewa. Ale są też takie opinie: "Franz ma więcej szczęścia niż rozumu". To słowa byłego współwłaściciela Widzewa, Andrzeja Grajewskiego. Poznaj nowego trenera polskiej kadry.

"Zwierzę wie, kiedy atakować, kiedy uciekać, a kiedy się bronić. On natomiast wie, kiedy zażartować, kiedy krzyknąć, kiedy przytulić" - mówi Tadeusz Gapiński, stary znajomy, kierownik Widzewa, z którym Smuda odnosił największe sukcesy. "Dzięki temu . Tego nie da się nauczyć na żadnym kursie. To dar boży - albo się go ma, albo nie" - dodaje.

Dla Andrzeja Grajewskiego, kiedyś współwłaściciela tego samego Widzewa, Smuda to ignorant, który ma farta, trenerski Nikodem Dyzma. "" - powiedział niedawno gazecie Futbol News.

Jako piłkarz wielkiej kariery nie zrobił. Unia Racibórz, Odra Wodzisław, Piast Gliwice, trzeciorzędne kluby w Stanach Zjednoczonych, a na koniec w Niemczech. O wielką piłkę otarł się w Legii Warszawa, kiedy w połowie lat 70. gwiazdami przy Łazienkowskiej byli Kazimierz Deyna i Lucjan Brychczy. Po latach, kiedy powrócił do stolicy jako selekcjoner, na treningu zagadał. "Kiedy my z panem Luckiem graliśmy w Legii..." - zaczął, ale ten natychmiast mu przerwał. "" - uciął Brychczy.

Jako trener też brał długi rozbieg. Próbował szczęścia w Niemczech, Turcji, w Polsce ze Stalą Mielec dwukrotnie zajął 11. miejsce w ekstraklasie. , nie przegrywając ani jednego meczu. Do historii przeszły mecze rozstrzygane w końcówkach. W eliminacjach Ligi Mistrzów Widzew przegrywał w Kopenhadze z Broendby 0:3, ale wyciągnął na 2:3, a decydującą o awansie bramkę zdobył w 89. minucie. "Pamiętam ten mecz. Przegrywamy 3:0, a powinno być i 6:0. I tamten trener, chyba idiota, zdejmuje trzech najlepszych zawodników! I my strzelamy dwa gole, awansujemy, wprost niebywałe!" - wspomina Grajewski.

...czytaj dalej

W 1996 r. w decydującym o mistrzostwie Polski meczu łodzianie do 85. minuty przegrywali w Warszawie z Legią 0:2, by w pięć minut zdobyć trzy gole i wygrać. Tytuł zdobyl też z Wisłą Kraków. Z Lechem Poznań wywalczył Puchar Polski. . To stąd wzięło się powtarzane na wielu stadionach powiedzenie "Franek Smuda czyni cuda”.

Smuda nie przywiązuje dużej wagi do słów. Krąży nawet pogłoska, że zawodnicy Legii założyli specjalny zeszyt, w którym zapisywali językowe wpadki trenera. "To nieprawda, nic o tym nie wiem" - prostuje Jacek Magiera, byly zawodnik Legii, który miał być właścicielem zeszytu. "Ale . Kiedyś Muraś (Maciej Murawski) przyszedł na trening ubrany w jakąś kurtkę, która przykuła uwagę Smudy. <Wyglądasz jak dzwonnik z Rotterdamu> - wypalił trener. Wszyscy wybuchnęli śmiechem, a najgłośniej Smuda" - opowiada Magiera, który do dziś nie wie, czy "Franza” ubawiło to samo co innych.

Często zdarza mu się pomylić nazwiska, a nawet dość odległe punkty geograficzne. "Na zgrupowaniu w Indonezji..." - zaczął kiedyś przemowę do legionistów. "W Tunezji" - poprawił go któryś z zawodników. "" - brzmiała odpowiedź.

Z kolei zawodnicy Wisły wspominają dialog z treningu. "Dziś zajmiemy się rzutyma rożnami... rzutymi rożnemi..." - zaciął się Smuda. "Trenerze, kornerami". "A ch..., kornerami" - wykrzyczał Franz.

...czytaj dalej

Nie do śmiechu było za to reporterce stacji Wizja TV. Paulina Smaszcz, która próbowała przeprowadzić z trenerem wywiad po jednym z meczów Legii, usłyszała w odpowiedzi: "K..., spie...!" Parę dni później Smuda kupił bukiet kwiatów i przeprosił. "Zawsze był elegancki wobec dam, nie trzeba go było do tego namawiać. Przeprosiny odbyły się tak, jak dokonała się zniewaga, a więc publicznie. Za kwiaty nie płaciła Legia Daewoo, sam je kupił, wiedział, że nabroił" - opowiada Marek Pietruszka, były prezes Legii, który sprowadził Smudę do Warszawy.

. Jako trener Lecha próbował kiedyś wyjść naprzeciw prośbom fanów Piasta Gliwice. Chcieli, żeby trochę się przesunął, bo w czasie meczu zasłaniał im bramkę. Odszedł dwa kroki, akurat poza strefę przeznaczoną dla trenera, co z kolei spotkało się z interwencją sędziego technicznego. Wrócił na miejsce, ale po chwili sytuacja się powtórzyła. Prośba, dwa kroki, interwencja. "" - rzucił wreszcie w kierunku kibiców.

Sprzeczki z sędziami technicznymi to dla Smudy codzienność, bo w trakcie meczu zachowuje się bardzo żywiołowo. Biega, podskakuje, macha rękami, robi miny. "Lubił wtedy rzucać piorunami, taki jest jego styl. Walery Łobanowski siedział na ławce, kiwał się i sprawiał wrażenie, jakby spał. Smuda jest jego przeciwieństwem" - ocenia Magiera. ". To zwykle prości chłopacy, więc nie mówi do nich o jakichś diagonalnych przerzutach piłki. Raczej: graj mi tu, k..., po przekątnej" - dodaje Gapiński.

Specyficzne jest nie tylko zachowanie trenera, lecz także metody pracy. Sam obnosi się z awersją do wszelkich nowinek technicznych. Na przykład laptop według niego najlepiej nadaje się do tego, by postawić na nim filiżankę z kawą. Nie ufa psychologom, dietetykom. Polega wyłącznie na własnej intuicji. "Podczas odpraw przedmeczowych nie było seansów puszczania filmów czy muzyki, analiz, rysunków. . Twierdził, że mniej stracimy, gdy jesteśmy przy piłce" - przypomina sobie Magiera.

...czytaj dalej

Sam Smuda zawsze mówił, że dla piłkarzy jest jak ojciec, ale że ma dla nich też i bat. "Kiedyś pojawił się w Legii taki młody, utalentowany piłkarz Tomasz Mazurkiewicz. Na jednym z pierwszych treningów ktoś powiedział, że z ruchów przypomina mu Giggsa. Franek to usłyszał. <Ej, Giggs, chodź tutaj>. Kiedy Mazurkiewicz podszedł do niego, usłyszał: <> - wspomina Pietruszka.

"" - uzupełnia Magiera. Kilku piłkarzy przekonało się o tym na własnej skórze. W Legii takim kozłem ofiarnym był Murawski. Nawet kiedy grał dobrze, trener zawsze miał do niego jakieś uwagi. "Nie było tak, że Smuda nie rozmawiał z zawodnikami. Jednak nie pamiętam, żeby ktoś mu się otwarcie przeciwstawił. Miał posłuch i szacunek. Tylko <Muraś> zawsze miał coś do powiedzenia, próbował wchodzić w polemiki, jednak trener od razu kasował go bardzo dosadnie" - mówi Magiera.

Smuda został trenerem kadry narodowej, bo tego chcieli kibice i sponsorzy, ale nie zawsze był tak lubiany. . "Na jednym z treningów powiedział, że ma w Niemczech kolegę, znakomitego chirurga, który zna się też na wspomaganiu. Chodziło o uzupełnienie minerałów, witamin, absolutnie dozwolonych środków. Pod tym względem byliśmy wówczas ze 20 lat za Niemcami. No ale oczywiście zaraz to podchwycono - że doping, że to niemożliwe, żeby Widzew tak grał w ostatnich minutach meczów" - wspomina Gapiński. Żadna kontrola antydopingowa nie wykazała zabronionych substancji.

Po przeprowadzce do Legii Smudy stadiony huczały, że brak mu wyczucia przy transferach, a nawet to, że ściąga do klubów piłkarzy, za sprowadzenie których może otrzymać dodatkowe pieniądze. Tak miało być w przypadku transferów Marka Citki, Rafała Siadaczki, Tomasza Łapińskiego i Pawła Wojtali do Legii w 1999 roku. Wszystkie okazały się nieudane, bo piłkarze mieli poważne problemy zdrowotne. "Z obrzydzeniem słucham takich pogłosek" - mówi Pietruszka. "".

...czytaj dalej

Na co dzień Smuda mieszka w Krakowie. "W Legii treningi były dopasowane do rozkładu jazdy PKP. Pociąg przyjeżdżał koło 13, więc zajęcia mieliśmy o 15" - wspomina Magiera. "Ten dom to jego oaza, ukochana przystań. Kupił go chyba, gdy pracował w Wiśle. To bardzo ładne miejsce, na peryferiach Krakowa. Dom położony jest na wzgórzu z widokiem na jakiś klasztor" - opisuje Gapiński. Z kim tam mieszka: ". To kobieta efektowna, mądra, inteligentna. Pani doktór".

Nieoficjalnie wiadomo, że pani Małgorzata jest dentystką i w domu to ona pełni rolę trenera. ". To kobieta bardzo wierząca, przestrzega postu, wtedy Franek alkoholu nawet do ust nie weźmie" - opowiada jeden ze znajomych trenera.

"Ma jeden rytuał" - opowiada Gapiński. ". Raz, że mu smakują, a dwa, że kiedyś przed meczem z Legią zjadł tę rybę i potem Widzew wygrał. Dlatego przed następnym meczem powiedział: dawaj, jemy pstrąga, i tak już zostało".

Smuda znany jest też jako koneser wyrobów chmielowych. ". Miał swoją odmierzoną porcję, ze ściśle określoną ilością piany" - opisuje Gapiński. "Kiedy byliśmy na Majorce, to dwa dni czekał, aż dopłynie statek, który dowoził Paulanera".

Czy Smudę interesuje coś poza piłką nożną i piwem? "Chyba nie" - odpowiada Gapiński, który zna go od 14 lat. ". Bez przerwy ogląda mecze, analizuje. Dla niego piłka to cel numer jeden".

...czytaj dalej

Smuda ma dwa marzenia, które do niedawna się nie spełniły. Chciałby kiedyś poprowadzić klub Bundesligi i zostać selekcjonerem reprezentacji Polski. Obecna przymiarka do kadry jest dla niego już trzecią. . "Muszę zburzyć legendę, że to ja zablokowałem jego nominację. Powiem więcej, " - zdradza Pietruszka. "Na świadków powołuję Andrzeja Strejlaua i Stefana Szczepłka. Podczas spotkania w hotelu na Agrykoli z przedstawicielami PZPN zgodziłem się na to, żeby Smuda łączył dwie funkcje - trenera Legii i selekcjonera. " - dodaje były prezes Legii.

Wielkim autorytetem dla Smudy pozostaje jego ponad 80-letnia matka, która potrafi sypać nazwiskami piłkarzy jak z rękawa. "Naprawdę jest na bieżąco. Franek nieraz musiał jej się tłumaczyć, dlaczego przegrał jakiś mecz" - śmieje się Gapiński. Teraz będzie musiał tłumaczyć się mamie z wyników kadry.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj