: Prawda? Zamiast jechać na narty. Jestem gościem honorowym reprezentacji Chicago na mecz bokserski z Polską. Postawili mnie przed faktem dokonanym, kupili mi bilet lotniczy
i powiedzieli, że jadę. Skoro już kupili, szkoda byłoby, żeby się zmarnował.
Dlaczego? Ja nigdy w życiu nie byłem w Knurowie.
W Jastrzębiu, w Sosnowcu, ale nie było podobnie. Tam tyle obrywałem, że nie wiedziałem, jak się nazywam. A tym razem podejmowali mnie bardzo przyjemnie. Zwłaszcza, jak na kogoś, kto jest z
Warszawy.
Jak tylko uda się zreperować moją rękę, to dlaczego nie?
George Foreman miał 48 lat, jak przestał boksować. Był już taki gruby, obwisły, brzydki.
Tak? Ja tego nie słyszałem. Ale to jest jakieś wariactwo. W ogóle boks jest zwariowanym sportem, a właściwie to nawet nie jest sport, ale jakieś kuriozum. Pełna tragedia.
Sam się dziwię. Ale jak się nie umie robić nic innego, niczego poza tym się nie nauczyło. Jakoś zarabiać trzeba.
Pieniędzy zawsze brakuje. Jest na co wydawać. Moja córka poszła do college'u, syn gra w tenisa. Trzeba to wszystko opłacić. Z czego, jak nie z pracy?
czytaj dalej
Jak to co? Moja ręka jest niesprawna. Miałem operację łokcia, do tego kontuzja barku. Bez ręki nie ma boksowania.
Tak mówią? Bardzo możliwe. Czytała pani książkę Foremana? Dobra książka, warto przeczytać.
Tak. Daję sobie na to parę miesięcy, góra trzy.
Niedobra jest. Kiedyś może jak wydam książkę o Gołocie, to napiszę szczegółowo o ręce. Na razie nic nie wolno nikomu mówić, bo jeszcze jakiś rywal usłyszy i będzie mnie lał. Jak
Adamek. Adamkowi też ktoś o tym powiedział. Jakaś gżegżółka zakukała, jak ma boksować.
To jego sprawa, co robi. Każdy dostanie to, na co zasłużył.
Straszne, co? W taki sposób zakończyć karierę - tragedia.
I trzeba go sprowadzić z powrotem na ziemię.
Naprawdę nie wiem po co. Do niczego nie była mi potrzebna.
Nie było żadnych wielkich pieniędzy. Taki rywal się trafił, i taki był. Co zrobić. Zostawmy już tego Adamka.
czytaj dalej
Nigdy w życiu, nie ma na to szans.
Jeszcze za wcześnie, żeby coś takiego chodziło po głowie. A kiedyś, jak nie będę miał co robić? Chociaż nie wiem, czy mam tyle cierpliwości, konsekwencji w dążeniu do celu. Więc pewnie
nie byłbym dobrym trenerem. A jak mam nie być dobry, to po co w ogóle zaczynać.
Czy ja wiem, każdy miał w sobie coś. Niby uczyli mnie tego samego, ale każdy w inny sposób. Każdy pomagał uzupełnić inne braki. Gdyby te ich wskazówki zebrać do kupy, to byłbym
superzawodnikiem. A który był najlepszy? Trudno wyczuć.
Sam jest sprawiedliwy, zawsze fair, rzeczowy. Certo to było nieporozumienie. Straszne nieporozumienie. Trenował mnie w czasie walki z Tysonem, ale był już w takim wieku - siedemdziesiąt parę
lat. Nie potrafił utrzymać tarcz na rozgrzewce.
Mogłem dalej walczyć, ale to nie miało sensu, bo miałem rozcięty łuk brwiowy. W pierwszej rundzie Tyson zrobił mi to głową. Sędzia tego nie widział. Gdyby zauważył, w najgorszym wypadku
powinno się skończyć remisem przed czasem. Tak by było, gdyby uznał to za przypadkowe uderzenie głową. Gdyby stwierdził, że było celowe, zdyskwalifikowałby Tysona. Wyszło na to, że
uderzenia głową nie było, i ja przegrałem.
Czekałem do końca na jakiś ruch trenera, że pójdzie kłócić się z sędzią, przecież to była jego praca, psi obowiązek. Ale on też tego nie widział.
Ale do diabła, jak on tego nie widzi, to nie nadaje się, żeby być krawcem, a co dopiero trenerem.
czytaj dalej
Za długo.
Po co? Wszyscy widzieli. Okazało się, że widzieli to, co chcą. Myślałem sobie wtedy: w dupie z tym. Nie chciałem znać kibicow. Boksować też nie chciałem.
Wydawać pieniądze.
Miałem swoje przyjemności. Bawiłem się. Teraz jak na to patrzę, to była raczej próba rozbicia rodziny. Wyprowadziłem się z domu, kupiłem sobie drugi. Nie było wspólnego życia. Cyrk.
Ani rodziny.
Kilka osób mnie namówiło. Miałem 33 lata, piękny wiek, chrystusowy. Wtedy jeszcze nikt by mi tego nie odradzał. Pomyślałem, czemu by nie spróbować.
To wcale nie było takie proste. Wcześniej miałem kilka wygranych walk z gośćmi, którzy byli wysoko w rankingu - Samsonem Po'uhą i Darnellem Nicholsonem. To mnie wywindowało na poważnego
pretendenta.
Tragedia, co. Dwie porażki, a dwie - to dopiero były przekręty. Jeszcze raz coś takiego, to rozumiem, kiedy wypunktowali ten remis z Chrisem Byrdem. Ale, że dali mi przegrać z Johnem Ruizem?
Każdy kto cokolwiek wie o boksie, wie też, że wygrałem tę walkę.
czytaj dalej
Niefart. Na godzinę przed walką z Lewisem wziąłem zastrzyk z kortyzonu w kolano. Chciałem być pewny, że nie będzie mnie bolało. Wcześniej noga mi puchła, chodziłem do lekarza na
ściąganie płynu i zastrzyk. Brałem je regularnie przez ostatnie 4-5 tygodni. To było bezpieczne. Ten sam lekarz zaproponował mi jeszcze zastrzyk przed samą walką.
Nie. Byłem piękny, młody i bogaty. Myślałem, że takie rzeczy mnie nie dotyczą. Komuś może się zdarzyć coś złego, ale nie mnie. Aż tu przy bandażowaniu rąk zacząłem usypiać. Tak
działał zastrzyk. Mogłem być tylko wściekły, nic więcej. Jakbym powiedział, co się zdarzyło przed walką z Brewsterem, nikt by nie uwierzył. Ale nie powiem. Zresztą nie ma co się
tłumaczyć.
Gdybym umiał dawać rady, sam bym ich sobie udzielił. Wszystko to przeżyłem, wcale nie znaczy, że jestem mądrzejszy. W życiu trzeba mieć szczęście. Chociaż szczęście, jak wiadomo,
sprzyja lepszym.
Przegrana. Było ich chyba z osiem. Każda była tragedią i każda była inna. Nie da się dwa razy tak samo przegrać. Chociaż z Bowem mi się to udało.
To wcale nie było tak. Ta walka była potworna, obaj byliśmy na deskach. On leżał dwa razy, ja chyba raz. Tam wszystko mogło się zdarzyć. Wcale nie wiedziałem, że wygrywam. W moim narożniku
był Lou Duva, ale on nie powiedział: boksuj ostrożnie, bo prowadzisz na punkty. Zresztą nikt tego nie wiedział, zanim nie pokazano kart z punktacją. To był obłęd.
Hm. Tenis to najtrudniejszy sport, jaki jest na świecie. Najtrudniejszy, jaki uprawiałem i jaki widziałem, a widziałem wiele. Trzeba mieć niesamowitą kondycję i wytrzymałość, jeszcze
lepszą technikę, a głowę mocniejszą niż bokserzy. Nigdy nie można powiedzieć, że ma się mecz w kieszeni ani że jest tak źle, że nic nie można zrobić. W każdym momencie można zacząć
wygrywać albo przegrywać. Widziałem to nie raz w wykonaniu juniora. Ale czy Andrzej będzie tenisistą? Na to ma wpływ wiele czynników.
Fajny turniej. Ale ja się tak bardzo czyimś tenisem nie pasjonuję. Jak mały gra, to jest inna historia. Można zwariować z emocji na trybunach. Tam to jest co oglądać.