Szczerze mówiąc jestem trochę zawiedziony. Liczyłem, że zejdę poniżej 21 sekund, tym bardziej, że płynąłem z Łukaszem Gąsioriem. Może zrzucę winę na basen? Zawsze w takich sytuacjach
można powiedzieć, że woda była za gorąca (śmiech).
Los spłatał mi miłą niespodziankę - dawno nie miałem takich możliwości do trenowania. Klub pływacki Geppards w zamian za konsultacje trenerskie dał mi nieograniczony dostęp do basenu - 25-
i 50-metrowego i siłowni. Zazwyczaj mam do dyspozycji cały tor. Rzadko się zdarza, żebym dzielił go choćby z jedną osobą, a przecież przez lata pływało nas na torze nawet po ośmiu.
Dzięki temu przez ostatnie cztery miesiące przepłynąłem więcej niż w ciągu ostatnich trzech lat, kiedy trening był tylko dodatkiem do pracy trenera. Dlatego konieczność pozostania w
Hiszpanii tak bardzo mnie nie zmartwiła.
Wszystko rozbiło się o biurokrację. Ja i moja rodzina nie dostaliśmy zielonej karty. Nasze dokumenty cały czas czekają na rozpatrzenie w amerykańskim urzędzie imigracyjnym INS i wszystko
wskazuje na to, że zostaniemy rezydentami USA, ale nie wiadomo kiedy. Liczyłem, że sprawa wyjaśni się do stycznia i przyjąłem propozycję pracy w Berkeley. Ale w listopadzie, po miesiącach
życia na walizkach, zdecydowaliśmy się z żoną na wynajęcie własnego mieszkania w Villanueva del Pardillo pod Madrytem. Powiedziałem trenerom w Berkeley, żeby na mnie nie liczyli i mój etat
dostał ktoś inny.
Nie brałem pod uwagę rozstania z rodziną, nawet na te kilka miesięcy do Igrzysk. Może dobrze się stało, bo jako trener nie miałbym czasu na własne treningi.
Pewnie, że byłoby lepiej, gdybym trenował bezpośrednio pod okiem Mike'a. Ale czuję, że dojrzałem do tego, by się „samotrenować”. W końcu przygotowywałem się do tego
trzy lata, układając trening dla moich zawodników. Zresztą w Berkeley też byłbym daleko od Mike'a, bo trener przeniósł się na Florydę. Pracuje dla klubu The Race Club, stworzonego przez
pięciokrotnego mistrza olimpijskiego Gary'ego Halla Jr specjalnie dla pływackich sprinterów. Jadę tam na trzy tygodnie w maju.
Trzy tygodnie pod okiem najlepszego na świecie specjalisty od sprintu, bo za takiego uważam Mike'a, na pewno da Agacie bardzo dużo. Ale jeszcze lepiej by było, gdyby z Agatą pojechał jej trener
Piotr Albiński. Wtedy ten obóz przysłużyłby się wszystkim jego pływakom, nie tylko Agacie. Co do przygotowań olimpijskich, uważam, że byłoby lepiej, gdyby Agata została w Polsce. Nie
można w ostatniej chwili zmieniać czteroletniego cyklu, którym szła dotąd pod okiem swojego trenera.
Myślę, że narodziny dziecka zmieniają każdego. Mnie na pewno zmieniły jako człowieka. Ojcostwo daje zupełnie inną perspektywę na życie. Nabiera się opowiedzialności i opiekuńczości.
Teraz jestem w stanie obudzić się o każdej porze nocy, żeby zająć się synem. Żyję wedle zasady, by wszystkiemu co robię poświęcać się w stu procentach. Kiedy więc karmię, czy
przewijam mojego syna, myślę tylko o tym, by właściwe trzymać butelkę. Ale gdy staję na słupku czy przepływam kolejną długość basenu umysł mam skupiony wyłącznie na pływaniu.
O synu powiem tylko tyle, że codziennie jest w wodzie, kiedy kąpiemy go w wannie.
O igrzyskach jeszcze nie myślę. Koncentruje się na treningu i przygotowaniach do mistrzostw Europy na długim basenie w Eindhoven, gdzie będziemy walczyć o kwalifikacje olimpijskie.