Dziennik Gazeta Prawana logo

Piotr Reiss chce być twarzą Lecha

11 kwietnia 2008, 02:12
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
"Powiem tak: nie ma dziś wielu piłkarzy, którzy całą swoją karierę związali z jednym klubem, tak jak ja. Dlatego myślę, że jestem jedną z osób, które mogą teraz najskuteczniej promować Lecha" - ocenia w rozmowie z DZIENNIKIEM legendarny już napastnik "Kolejorza" Piotr Reiss.

Cóż, człowiek przed każdym spotkaniem próbuje się odseparować i zostawić gdzieś za sobą wszystko to, co nie dotyczy bezpośrednio boiska, ale nie zawsze się to udaje. Każda niepewność gdzieś tam jednak siedzi w psychice i trochę przeszkadza. To, że doszliśmy wreszcie do porozumienia na pewno pomoże mi lepiej grać.

Jeszcze nie, podpiszemy ją na pewno na specjalnej konferencji prasowej. Większość szczegółów jest już dogadanych. Zostały tylko pewne rzeczy do dopracowania.

To rzeczywiście jest szczegół, który nadal wymaga pewnego dopracowania. Ale codziennie spotykamy się z dyrektorem sportowym klubu, zawarliśmy wstępne porozumienie, więc wszystko jest na dobrej drodze. Jestem pewien, że znajdziemy wspólną wizję. Ja przecież całe życie poświęciłem Lechowi i jestem gotów poświęcać mu się także po zakończeniu kariery. Nie ukrywam, że rozmowy na temat przyszłości są dla mnie ważne.

Obaj całe życie pracowaliśmy na swój wizerunek i swoje nazwisko, więc jest logiczne, że chcemy mieć też z tego korzyści i satysfakcję. Nie jest to jakaś wielka sprawa, ale jednak ważna.

Nie chcę tego rozpatrywać w tych kategoriach. To wszystko jest przecież ze sobą związane, trudno o jednoznaczną odpowiedź. Powiem tak: nie ma dziś wielu piłkarzy, którzy całą swoją karierę związali z jednym klubem, tak jak ja. Dlatego myślę, że jestem jedną z osób, które mogą teraz najskuteczniej promować Lecha.

Na pewno. To plakaty i reklamy to efekt mojej współpracy z Warką, jestem twarzą tej firmy. Ale Lecha też promujemy.

Lech nie może przegrać w Warszawie, jeśli chce awansować do Pucharu UEFA. Ale mam dobre przeczucia, bo jesteśmy naprawdę silni, także psychicznie. Wcześniej wiele razy bywało tak, że jechaliśmy tam, przez wielu będąc skazywanymi na porażkę. Teraz większość ekspertów jest zdania, że szanse są wyrównane.

Będzie, jeśli zagram, a to wcale nie jest pewne. Fajnie byłoby właśnie w Warszawie zaliczyć ten jubileusz, a najlepiej uczcić go jeszcze bramką i zwycięstwem. By jednak tak się stało, bym coś strzelił, muszę najpierw wyjść na boisko. Jeśli trener mi zaufa, jestem gotowy wykorzystać szansę.

Skład zawsze jest niewiadomą. Może się zdarzyć, że usiądę na ławce.

Jestem lechitą, a dla każdego lechity wszystkie mecze z Legią są tym, czym dla Barcelony wyjazd do Madrytu na mecz z Realem. Przypominam sobie jednak, jak 13 lat temu wygraliśmy w Warszawie 1:0, a ja asystowałem przy bramce Jacka Dembińskiego. Trudno też zapomnieć nie tak dawną porażkę 0:1 w finale Pucharu Polski, która jednak dała nam ostateczny triumf i wielką radość. Teraz też mamy szansę na to, by cieszyć się po meczu.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj