Dziennik Gazeta Prawana logo

Ebi Smolarek: Nie zapłacę kary

12 października 2007, 15:15
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
"Nie zapłaciłem żadnej kary. Musiałem trochę się tłumaczyć, ale większość zarzutów ze strony klubu, które musiałem odpierać, to były kłamstwa wymyślone przez niemieckiego dziennikarza" - twierdzi Ebi Smolarek. Według tamtejszej prasy polski piłkarz skrytykował trenera i za to miał dostać po kieszeni.

"FAKT": Cytaty z niemieckiej gazety, w której skrytykowałeś metody treningowe swojego szkoleniowca Juergena Roebera. "Zamiast grać w piłkę, tylko biegamy" - miałeś powiedzieć. I między innymi za te słowa szefowie Borussii wlepili ci karę - 20 tysięcy euro.
Euzebiusz Smolarek: No więc kary nie ma. Poza tym porozmawiałem sobie z trenerem Roeberem i wszystko sobie wyjaśniliśmy. Powiedziałem mu, że słów zamieszczonych w gazecie nie powiedziałem. Wygląda na to, że po tej rozmowie wszystko jest okay.

A czy nie chodziło przypadkiem o pewną grę z twojej strony, by w atmosferze konfliktu łatwiej było opuścić Borussię? Nosisz się przecież z takim zamiarem.
Absolutnie! Zresztą mam umowę, że jeśli pojawi się jakiś fajny klub, to wtedy być może odejdę. Ponoć już jakieś się zgłosiły, lecz jest za dużo różnic, jeśli chodzi o pieniądze. Tak naprawdę to nie wiem, na ile Borussia mnie wycenia.

Czy rosyjski Rubin Kazań to klub z tych "fajnych"?
Nie wiem, czy jest fajny, bo nic o nim nie słyszałem (śmiech). Jak zwykle spekulacji jest wiele.

A na ile procent oceniasz szansę swojego odejścia z Borussii jeszcze w tym oknie transferowym?
Procentowo to nie mam pojęcia, ale raczej będzie bardzo ciężko.

A jak oceniasz to, co się dzieje w naszej piłce. Kurator, groźba wykluczenia ze światowych rozgrywek...
No cóż, zamieszanie jest wielkie, ale mam nadzieję, że nie skończy się to wszystko na karach. Mnie też mieli ukarać (śmiech). Na szczęście jest ok, ale ostatnio nawet nie odbierałem telefonu, bo wiedziałem, że wszyscy będą chcieli ze mną rozmawiać tylko o tym, czy mnie klub ukarze. Zresztą w Borussii prosili mnie, bym za bardzo nie dzielił się wrażeniami z mediami, bo później znowu wyniknie jakieś nieporozumienie. A w Dortmundzie też czytają teksty z polskich gazet i mają dobre kontakty.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj