Biało-czerwoni mecz z Estonią rozpoczęli z dużym animuszem. W pierwszej tercji oddali aż 16 strzałów, ale tylko jeden znalazł drogę do siatki. Na listę strzelców w szóstej minucie wpisał się Krzysztof Zapała.

Reklama

Druga część spotkania niespodziewanie rozpoczęła się od bramki dla rywali. Do remisu doprowadził Aleksandr Petrov. Polacy prowadzenie odzyskali po niespełna trzech minutach, gdy gola strzelił Mikołaj Łopuski. Sędziowie uznali go dopiero po analizie zapisu wideo.

W ostatniej odsłonie podopieczni Wiktora Pysz strzelali rzadziej, bo dziesięciokrotnie, ale za to znacznie celniej. W ciągu kwadransa zdobyli aż pięć bramek i wygrywali już 8:1. W końcówce w ich szeregi wdarła się dekoncentracja i Estończycy dwoma trafieniami zmniejszyli rozmiary porażki.

Polacy walczą w kijowskim Pałacu Sportu o powrót do grona szesnastu najlepszych drużyn świata. Ostatni raz wywalczyli awans w 2001 roku na turnieju w Grenoble pod wodzą obecnego selekcjonera kadry.

Po dwóch meczach z teoretycznie najsłabszymi rywalami, biało-czerwonych czekają znacznie trudniejsze spotkania - w środę z Ukrainą, a dzień później z Kazachstanem.

W poniedziałek zagra jeszcze Kazachstan z Wielką Brytanią i Ukraina z Litwą.

Polska - Estonia 8:3 (1:0, 2:1, 5:2)
Bramki: dla Polski - Krzysztof Zapała (6), Mikołaj Łopuski (24, 42), Maciej Urbanowicz (37), Marcin Kolusz (43), Jarosław Rzeszutko (50), Krystian Dziubiński (53), Grzegorz Pasiut (55); dla Estonii - Aleksandr Petrov (21), Aleksei Sibirtsev (56), Dmitri Suur (59). Kary: Polska - 6; Estonia - 4. Sędziował: Richard Schuetz (Niemcy).