Wisła: Marcin Wichary, Morten Seier, Bartosz Dudek - Piotr Chrapkowski 6, Joakim Backstrom, Arkadiusz Miszka 3, Nikola Eklemovic 2, Christian Spanne 4, Adam Wiśniewski 5, Michał Kubisztal 4, Bostjan Kavas 2, Mohamed Toromanovic 4, Paweł Paczkowski.

Reklama

St.Petersburg: Giennadij Komok, Wadim Bogdanow, - Anatolij Czezlow 1, Rusłan Gabojew 1, Andriej Łyszenko 2, Anton Muchim 1, Eldar Nasyrow 5, Jurij Orłow, Igor Poliakow 2, Iwan Pronin 5, Aleksander Pyszkin 1, Aleksander Samaszkin 3, Aleksiej Szyndin 3, Artem Wiszniewski.

Kary: Orlen Wisła - 12, HC St. Petersburg - 6 minut. Sędziowie: Peter Horvath i Balazs Marton (Węgry). Widzów: ok. 4,5 tys.

"Dobrze znamy rywali, wiemy ile są warci, gdzie są ich atuty" - mówił przed meczem trener Wisły Płock Lars Walther.

Pierwsze minuty nie potwierdziły tych słów; mecz był wyrównany, żadna ze stron nie była w stanie odskoczyć na więcej niż dwie bramki. Po pierwszym kwadransie prowadzili goście 8:7 i jak się okazało po raz ostatni w tym spotkaniu. Potem na parkiecie dominowali gospodarze. W 19. minucie wygrywali 11:8, nie tylko dzięki bardzo dobrej skuteczności i grze w obronie. Znakomicie w bramce spisywał się Marcin Wichary, dzięki któremu jego koledzy mogli grać z kontry.

Po przerwie było jeszcze lepiej. W 35. minucie trener gości Konstantin Andriejenko wziął czas, gdy Wisła prowadziła 21:12. Wskazówki sprawiły, że jego podopieczni odrobili nieco straty, natomiast gospodarze jakby usatysfakcjonowani wynikiem, zaczęli trwonić dorobek.

Po okresie fatalnej gry Wisły, w 53. minucie goście doprowadzili do wyniku 27:23. Na szczęście mistrzowie Polski uspokoili grę i przewagę utrzymali do końca, odnosząc drugie w tym sezonie zwycięstwo w Lidze Mistrzów.