Hendrzak to też zaufany współpracownik Kazimierza Grenia, szarej eminencji związku, byłego przewodniczącego owej komisji, człowieka, który stoi za wyborem Grzegorza Laty na prezesa.

Reklama

Przeszłości w SB nie ukrywa. "To prawda. Byłem kapitanem SB, nie będę się tego wypierał" - bez cienia zażenowania mówi Hendrzak. "Wie pan, działałem w piłce zanim wstąpiłem do SB, a pracowałem też w niej po zakończeniu służby. Nie ma to żadnego wpływu na to co robię dziś".

Hendrzak nie chce potwierdzić, że zajmował się inwigilacją księży: "Cały czas obowiązuje mnie tajemnica służbowa. Nie mogę opowiadać o takich rzeczach. Wie pan, minister by się wkurzył" - mówi DZIENNIKOWI.

Nowy przewodniczący komisji futsalu twierdzi, że nigdy nie miał żadnych problemów z racji swojej przeszłości. "Nie czepiała się mnie nigdy komisja etyki, nikt mi w PZPN nie robił żadnych wyrzutów, czy kłopotów z powodu, że byłem w SB. Pozytywnie przeszedłem weryfikację. Zostałem dopuszczony do pracy w policji".

"W pierwszej instancji Hendrzak weryfikacji nie przeszedł" - twierdzi jednak Janusz Cecuła, były sędzia piłkarski z Podkarpacia, jeden z prekursorów walki z korupcją w polskiej piłce. "Odpowiedź, którą dostał, jednoznacznie stwierdzała, że nie ma moralnych kwalifikacji do pracy w policji. Dopiero, kiedy się odwołał, dostał pozwolenie".

Cecuła właśnie przez Hendrzaka skończył z sędziowaniem. Jego przypadek był głośny kilka lat temu. "W 1996 roku dostałem propozycję korupcyjną od szefa podkarpackich sędziów, Ignacego B. Gdy nie skorzystałem z łapówki, a sprawę nagłośniłem w mediach i OZPN, zacząłem mieć problemy. Także sąd nie przyznał mi racji, bowiem wtedy nie obowiązywały jeszcze nowe przepisy antykorupcyjne".

W 1997 roku Cecuła został zawieszony przez Hendrzaka, który był dyrektorem generalnym podkarpackiego ZPN, a z czasem wykluczono go z PZPN. "Oczywiście odwołałem się do Najwyższej Komisji Odwoławczej. Jej orzeczenie było druzgocące dla Hendrzaka i kolegów" - wspomina Cecuła. "Komisja pisała, że wykluczenie mnie ze związku odbyło się z rażącym naruszeniem prawa, a od początku wnioskodawcy kierowali się paralogizmem. Jak dostałem to pismo, od razu sprawdziłem w słowniku, co oznacza paralogizm. To tryb rozumowania od początku błędny".

Mimo, że dobre imię Cecuły zostało oczyszczone, sędzia nie chciał już wracać do związku. "Do tego bagna? Nigdy" - niemalże krzyczy były arbiter.

Hendrzak twierdzi, że dziś niewiele pamięta z czasów, kiedy prowadził wojnę z Cecułą. "To było tak dawno temu. Nie ma co do tego wracać. Nie prowadziłem z nim żadnej wojny. Pan Cecuła został przywrócony do PZPN, a mimo to nie skorzystał z opcji powrotu. Nie wiem dlaczego" - dziwi się były kapitan SB, i od razu stara się zmienić temat. "Dobrze, że dziennikarze zaczynają się interesować futsalem".

"Skoro szef komisji ma taką przeszłość, to faktycznie nie ma co się dziwić" - odpowiadamy Hendrzakowi. "Naprawdę nie mam sobie nic do zarzucenia" - słyszymy w odpowiedzi.

Problem w tym, że Hendrzak nie jest jedynym - czarną owcą, stosując terminologię Listkiewicza - w PZPN ze zszarganą przeszłością, który w dodatku nie ma sobie nic do zarzucenia. Od wielu lat prezesem lubelskiego ZPN jest Marian Rapa - były major SB, który zeznawał chociażby przed sądem lustracyjnym w sprawie byłej wicepremier Zyty Gilowskiej. Szefem Komisji rewizyjnej jest z kolei Janusz Hańderek, który - jak donosiła swego czasu "Gazeta Wyborcza" - w czasach stanu wojennego był dziennikarzem piszącym teksty na polecenie bezpieki.

Tacy ludzie biorą się za ratowanie polskiej piłki. Tacy - wedle nowego zarządu - są gwarantem poprawy poziomu naszego futbolu. Tacy też będą pilotować przygotowania Polski do Euro 2012 i czerpać z tego korzyści. Czy będzie jak w Greku Zorbie - wszystko się skończy "piękną katastrofą”?

Jest jeszcze furtka - do dymisji we wtorek podał się pierwszy członek nowego zarządu PZPN, Ryszard Adamus. Jeszcze pięciu (dymisje, choroby, zatrzymania prokuratury) i rozpisane zostaną nowe wybory...