Pochodzący z Łomży Kownacki dorastał w owianej złą sławą nowojorskiej dzielnicy.

Reklama

“Nie należałem do najgrzeczniejszych chłopców. Jak to na podwórku, było trochę bijatyk. Często stawałem po stronie słabszych. Na szczęście nie było żadnych poważnych konsekwencji. Mam kolegów, którzy siedzą w więzieniu, a niektórzy już nie żyją. Nie ukrywam, że na początku było mi ciężko. Pochodzę z małej miejscowości pod Łomżą, a trafiłem do największego miasta na świecie" – przyznał.

30-letni pięściarz ma dwóch młodszych braci: Łukasza (27 lat) i Pawła (25).

"Oni raczej trzymali się razem, a ja kumplowałem się ze starszymi chłopakami. Koledzy z mojej paczki byli starsi ode mnie nawet o 10 lat. Jak na swój wiek zawsze byłem większy od rówieśników. Dlatego zdarzało się, że musiałem stanąć w obronie braci. Dla rodziny jestem w stanie zrobić wszystko" – podkreślił Adam.

Łukasz i Paweł zawsze mogli liczyć na brata.

Reklama

"Generalnie byliśmy spokojni. Jeżeli jednak ktokolwiek zaczepił mnie lub Pawła, to zawsze mogliśmy liczyć na pomoc Adama. Poza tym na Brooklynie mieliśmy jeszcze trzech kuzynów, którzy byli starsi od Adama, więc mieliśmy +mocne plecy+" – przyznał ze śmiechem Łukasz, który jest policjantem stanowym w Nowym Jorku, a w wolnym czasie zajmuje się marketingiem brata.

W ostatnich 20 latach Nowy Jork bardzo się zmieniło pod względem bezpieczeństwa. Wojnę przestępcom wypowiedział ówczesny burmistrz Rudy Giuliani.

"Kilkanaście lat temu było dosyć niebezpiecznie na Brooklynie. Nie było nam łatwo. Chodziliśmy do szkoły, do której uczęszczał w przeszłości słynny muzyk Jay-Z. Ta placówka była owiana najgorszą sławą w okolicy. Obecnie wiele się zmieniło pod tym względem, jest spokojniej i bezpieczniej" – dodał Łukasz.

Najwięcej czasu chłopcy spędzali w polskiej części dzielnicy.

"Dobrze czuliśmy się na Greenpoincie, bo można powiedzieć, że było to polskie miasteczko. Tam zawsze mieliśmy wielu kolegów. Chodziliśmy do szkół i wychowaliśmy się w tej części Brooklynu" – dorzucił najmłodszy z braci Kownackich Paweł, który pracuje w branży budowlanej.

Zanim Adam postawił wszystko na jedną kartę i skupił się na boksie, parał się różnymi zajęciami, m.in. pracował na budowach oraz był tzw. bramkarzem w klubach na Manhattanie.

"Tam akurat było bardzo spokojnie i nie musiałem używać pięści. Bardziej pilnowałem porządku i po prostu wyprowadzałem pijanych gości" – przyznał.

Wokół niego zawsze pojawia się temat nadwagi.

"W dzieciństwie i okresie dorastania cały czas mi dokuczano z tego powodu. Problem zbyt dużej wagi chodzi za mną całe życie (śmiech). Z jednej strony decydują o tym uwarunkowania genetyczne, no i muszę przykładać większą wagę do diety. Z drugiej strony dobrze się czuję w obecnym stanie i swobodnie się ruszam" – podkreślił.

Z powodu wahań wagi miał pewne problemy podczas sierpniowej walki z Chrisem Arreolą. Na kilka dni przed pojedynkiem z Amerykaninem meksykańskiego pochodzenia postanowił zgubić kilka kilogramów, aby lepiej wyglądać. To jednak negatywnie wpłynęło na jego dyspozycję fizyczną.

"On nie chce rozczarować swoich kibiców i czasami robi takie właśnie rzeczy. To było zupełnie niepotrzebne, bo był później osłabiony. Dowiedziałam się o tym dzień po walce. Do dnia pojedynku pracowałam, żeby się nie stresować. W efekcie nie wyłapałam faktu, że Adam głodził się na kilka dni przed tym pojedynkiem tylko po to, aby lepiej się prezentować" – podkreśliła Justyna, żona polskiego pięściarza.

Pięściarz nie ukrywa, że ma ogromną słabość do słodyczy, z czym próbuje walczyć jego małżonka.

"Przede wszystkim uwielbia żelki. Z tą słabością nie jest łatwo walczyć i to jego duży problem. Ma genetyczne skłonności do tycia. W młodym wieku ma wysoki poziom cholesterolu, dlatego musi przykładać większa wagę do diety" – podkreśliła Justyna Kownacka.

Adam wskazał, że dobrze się czuje w Stanach Zjednoczonych. Niedawno wyremontował dom, co zbiegło się w czasie z narodzinami syna Kazimierza.

"Jeśli tutaj chcesz pracować, to możesz wiele osiągnąć. Szczególnie w Nowym Jorku, gdzie są ogromne możliwości. Ciężką pracą i konsekwencją można zajść naprawdę daleko. Jeżeli będzie się cierpliwym, to dla każdego otworzą się odpowiednie drzwi" – ocenił.

Ostatnio często odwiedza jednak ojczyznę.

"Coraz bardziej tęsknię za Polską. Mimo że mieszkam w USA i mam amerykańskie obywatelstwo, to czuję się imigrantem. Chciałbym kiedyś wrócić do kraju, choć odpowiada mi amerykański styl życia. Póki co latam do ojczyzny dwa razy w roku" – tłumaczył.

Z dzieciństwa w Polsce ma wiele miłych wspomnień.

"Ten czas kojarzy mi się z... jazdą na rowerze. Przed przeprowadzką do USA dostałem pięknego +składaka+ i pamiętam, że praktycznie się z nim nie rozstawałem" – wspomniał Kownacki.

Polski pięściarz znajduje się w czołówkach rankingów najważniejszych federacji. Prawdopodobnie w 2020 roku dostanie szansę walki o mistrzostwo świata.

"Czuję, że teraz jestem w stanie pokonać każdego w wadze ciężkiej. Namnożono jednak zbyt wiele tytułów i to odpycha kibiców. Brakuje jednego, niekwestionowanego mistrza i klarownej sytuacji. Chcę zostać pierwszym Polakiem, który zdobędzie tytuł w tej kategorii wagowej. Potem chciałbym otworzyć szkółkę bokserską i szkolić młodzież. Ta dyscyplina zmieniała moje życie" – wyznał.

Eksperci krytykują Polaka za zbyt dziurawą defensywę. Dzięki temu walki Kownackiego są jednak efektowne, choć klasowy przeciwnik może to wykorzystać.

"Adam potrafi boksować bardziej rozważnie, nie inkasując tylu ciosów. Udowadnia to w sparingach. Jednak w trakcie walki chce pokazać swoją drugą twarz i widać, że lubi ringowe wojny. On bardzo liczy się z kibicami i dla nich chce tworzyć emocjonujące widowiska" – powiedział Łukasz Kownacki.

Polski bokser jest coraz bardziej rozpoznawalny w USA, a jego popularność odczuwa również najbliższa rodzina.

"W niektórych sprawach my jako członkowie rodziny mamy łatwiej. Kiedy podajemy nazwisko w urzędach, jesteśmy traktowani z życzliwością. Z jeszcze większą serdecznością spotykamy się wśród tutejszej Polonii. Natomiast moi koledzy z pracy przyjeżdżają na wszystkie walki Adama. My z kolei przeznaczamy koszulki czy rękawice z autografami na licytację, z której dochód trafia do rodzin zmarłych tragicznie policjantów" – przyznał Łukasz.