"Muszę wrócić do poziomu, który prezentowałem w sezonach 2006 i 2007. Mój cel jest jasny: chcę
wrócić na pozycję lidera teamu" - przyznał niedawno w rozmowie z niemieckim "Handelsblatt" 32-letni Heidfeld.
Trudno się z nim nie zgodzić. Tym bardziej jeśli prześledzimy wyniki przedsezonowych startów Niemca. W Formule 1 taka różnica to przepaść. Skąd się ona wzięła? Po pierwsze: Heidfeld zimą popracował nad
swoją i tak już szczupłą sylwetką i schudł dwa kilogramy (co przy jego 167 centymetrach wzrostu daje mu ogromną przewagę w wyważeniu i dynamice bolidu).
Po drugie: BMW zamierza bardzo często korzystać w tym sezonie z wyprodukowanego we własnych fabrykach tzw. KERS. System odzyskiwania energii kinetycznej wytwarzanej podczas hamowania i
natychmiastowo zamienianej na dodatkowy napęd waży około 30 kilogramów. Dla ciężkiego i wysokiego Kubicy to stanowczo za dużo. " Odchudzanie wcale nie jest śmieszne. Już straciłem dwa kilogramy, jestem znacznie lżejszy niż reszta zawodników" - chwali się Heidfeld.
Przymusowa dieta Niemca może oznaczać, że szefowie BMW, na czele z doktorem Mario Theissenem, już zdecydowali, że w większości Grand Prix bolid Heidfelda będzie wyposażony w KERS. Krótko mówiąc, będzie częściej i skuteczniej wyprzedzał - manewr, który w
zeszłym sezonie kiepsko mu wychodził.
Dwanaście miesięcy temu sytuacja wyglądała zgoła inaczej. W kwalifikacjach i wyścigach
krakowianin przerastał Niemca o klasę - miał więcej miejsc na podium (siedem przy czterech Heidfelda), wywalczył jedno pole position (Niemiec żadnego) i wreszcie odniósł pierwszy, historyczny
triumf dla BMW Sauber w F1 - był najlepszy podczas Grand Prix Kanady.
Problem w tym, że latem ubiegłego roku niemiecko-szwajcarski team zaczął przygotowywać i testować bolid na sezon 2009. Wsparcie dla walczącego o podium w klasyfikacji generalnej mistrzostw
Kubicy zmalało do zera. "Strasznie zdziwiło mnie zachowanie Mario Theissena i całego teamu podczas ostatniego Grand Prix w Brazylii. Polak walczy o trzecie miejsce w generalce, a oni to
olewają, twierdząc, że nie ma różnicy, czy będą mieli trzeciego, czy czwartego kierowcę na świecie. Brak mi słów" - mówił w poniedziałek na naszych łamach Jean Alesi, był
kierowca Ferrari, legenda F1.
(z 10 mln dol. do niecałych 8).
"Może szefowie Saubera chcą zniechęcić Kubicę i niejako zmusić go, żeby odszedł - na przykład do Ferrari. Polaka mógłby wtedy zastąpić Sebastian Vettel, wielki talent i nadzieja
wśród niemieckich kierowców. Takie rozwiązanie byłoby dla nich idealne" - mówi DZIENNIKOWI Andrea Cremonesi, ekspert od F1 i dziennikarz "La Gazzetta dello Sport". A
jakie byłoby idealne rozwiązanie dla Kubicy? Odpowiedź dostaniemy najpóźniej 1 listopada po ostatnim GP w Abu Zabi. Wtedy Polakowi wygaśnie z BMW roczny kontrakt.