To fatalna wiadomość dla kibiców Formuły 1. 13 marca na torze Sakhir ma się rozpocząć nowy sezon. Jednak wyścig o Grand Prix Bahrajnu jest zagrożony. Powodem są zamieszki w stolicy kraju.
Sytuacja powoli zaczyna przypominać wydarzenia z Tunezji i Egiptu. Protestujący żądają dymisji premiera Chalifa ibn Salman Al-Chalifa, który szefem rządu jest od 30 lat.
Władze F1 są poważnie zaniepokojone tym co dzieje się w Bahrajnie. "Zagrożenie jest oczywiste. Gdyby chcieli zyskać światowy rozgłos, byłoby to niesłychanie łatwe. Wystarczy, że ktoś dostanie się na start i już pokażą go wszystkie telewizje świata" - mówi Bernie Ecclestone.
Tydzień wcześniej przed Grand Prix Bahrajnu na tym samym obiekcie odbędą się ostatnie testy. "Do tej pory nie mieliśmy tu żadnych problemów, ale świat się zmienia, nie wiadomo, co nas czeka" - martwi się Ecclestone.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Własne
Powiązane