Seria Kings - Warriors jako jedyna w pierwszej rundzie rozstrzygnięta została dopiero w siódmym meczu.

Decydujące spotkanie długo było bardzo wyrównane. W pierwszej połowie żadnej z drużyn nie udawało się zbudować więcej niż sześć punktów przewagi. "Wojownicy" odskoczyć zdołali w trzeciej kwarcie i ostatnia część gry zaczynała się przy ich prowadzeniu 91:81.

Reklama

W finałowych 12 minutach goście nie dali Kings nawet na moment wrócić do gry. Kontrolowali wydarzenia na parkiecie i powiększali przewagę.

Curry zdobył 50 punktów

"Wojowników" do zwycięstwa poprowadził Stephen Curry. Zdobył aż 50 punktów, co wcześniej w siódmym meczu serii nie udało się nikomu.

Warriors prawdopodobnie nie byłoby w drugiej rundzie, gdyby nie postawa Curry'ego. Trafił 20 z 38 rzutów z gry, a jego koledzy łącznie 23 z 62.

Nie bez powodu Steph jest dwukrotnym MVP sezonu, MVP finałów. Właśnie w taki sposób, w kluczowych momentach ciągnie nas na szczyt. Kiedy łapie rytm, po prostu dajemy mu piłkę i usuwamy się z drogi - komplementował kolegę Klay Thompson.

Wśród pokonanych najlepszy był Litwin Domantas Sabonis - 22 pkt, osiem zbiórek i siedem asyst.

Reklama

W drugiej rundzie Warriors, którzy od 2015 roku cztery razy zdobyli mistrzostwo, czeka rywalizacja z Los Angeles Lakers. Pierwszy mecz już we wtorek w San Francisco.

W Konferencji Wschodniej w niedzielę rozpoczęła się druga runda. Miami Heat po wyeliminowaniu najlepszej drużyny sezonu zasadniczego Milwaukee Bucks nie zwalniają tempa. Zespół z Florydy pokonał na wyjeździe New York Knicks 108:101.

Liderem Heat tradycyjnie był Jimmy Butler - 25 pkt i 11 zbiórek. Wśród pokonanych najskuteczniejszy okazał się RJ Barrett - 26 pkt, dziewięć zbiórek i siedem asyst.

W NBA rywalizacja na wszystkich etapach play off toczy się do czterech zwycięstw. Spotkanie numer dwa we wtorek, także w Nowym Jorku.