Trochę czasu spędziłem na wsi u mamy, teraz wróciłem do Łodzi. Mam duże problemy z treningiem, skoro legalnie nie można było wejść nawet do lasu, a wszystkie stadiony zamknięte. Teraz tak naprawdę to trenuję i pracuję, bo skoro nie mam do czego trenować, bo raczej mistrzostw Europy też nie będzie, to pracuję w swojej firmie elektroenergetycznej. Zamawiam, dzwonię, ofertuję - powiedział.

Reklama

Psychicznie jest mu teraz łatwiej niż jeszcze przed miesiącem, kiedy nie było wiadomo, czy igrzyska w Tokio się odbędą i w jakich warunkach będzie można się do nich przygotować. Gdy zapadła decyzja o przełożeniu o rok najważniejszej imprezy czterolecia, poczuł ulgę.

Psychicznie teraz jest już łatwiej, bo wiadomo, że igrzysk w tym roku nie ma. Najgorsza jest zawsze niewiedza. Jeśli wiesz, co Cię czeka, to jest to w porządku. Decyzja o przeniesieniu była dobra. Igrzyska to nie jest impreza tylko ważna dla sportowców, ale też dla oglądających. Nie wyobrażam sobie tych dziesiątek tysięcy ludzi, którzy lecą po takich perypetiach do Japonii. Kto by tam pojechał? Kto by to na żywo oglądał? Te marzenia, nie tylko sportowe, ale i widzów, ległyby w gruzach. Igrzyska to impreza z dużą dozą idei sportowej, fair play, współzawodnictwa, a to wszystko by przepadło - ocenił.

On sam zakłada, że w tym sezonie nie będzie miał okazji startować w zawodach. To wprawdzie najgorszy z możliwych scenariuszy, ale wydaje się coraz bardziej realny.

Po prostu trenuję, by utrzymywać poziom sportowy. Gdybym teraz odpuścił, to za rok byłoby ciężko się przygotować - brakowałoby wytrenowania, dlatego robię wszystko, żeby marzenia nadal były możliwe do realizacji - powiedział PAP Kszczot.

Halowy mistrz świata na 800 m chce jednak startować i ważne dla niego jest, by miał możliwość sprawdzenia siebie.

Jeśli sezonu nie będzie, to wówczas na pewno będziemy robić sprawdziany. To też jest jakieś wyjście. Trzeba jakoś zmusić organizm do wysiłku. Nie ma startów, to trzeba to przerobić testami i w ten sposób poznać odpowiedzi na pytania treningowe. Indywidualnie, czy w parach. Wszystko jest możliwe. Zawsze możemy się na tydzień spotkać z Marcinem Lewandowskim i pobiegać sprawdziany razem. To będzie na pewno łatwiejsze - ocenił.

W obecnej sytuacji, gdy wszystkie obiekty są zamknięte z powodu pandemii koronawirusa, Kszczot wrócił do treningów starą metodą.

Zawsze powtarzam, że należy najpierw przerobić trening siłowy, a później biegowy. W tej kolejności. Organizm się wzmacnia i nie boli. A że teraz wszystkie siłownie są zamknięte, to trzeba bazować na treningu siły biegowej, który jest kontuzjogenny, powoduje dużo mikrourazów, ale nie ma wyjścia - skomentował.

Kszczot jest pewny, że jeśli okaże się, iż sezon późnym latem lub jesienią ruszy, wówczas on będzie gotowy na rywalizację.

Na pewno się do tego spokojnie przygotuję, tylko w inny sposób. Inaczej są rozłożone proporcje treningowe, ale efekty powinny być - powiedział i dodał, że na pewno nie będzie sztucznie przedłużać rywalizacji i nie ma zamiaru startować do końca października.

Chcę się dobrze przygotować do halowych mistrzostw Europy w Toruniu i może późniejszych świata w Nankinie. Do tego czasu mogą się jeszcze pozmieniać terminy, które są teraz ogłoszone. W tak dynamicznie zmieniającej się sytuacji, niczego w tej chwili nie możemy być pewni - zauważył.

Pandemia koronawirusa przewróciła sportowy kalendarz do góry nogami. Wiele zawodów jest przełożonych lub odwołanych. W maju powinien rozpocząć się sezon lekkoatletyczny, ale już teraz wiadomo, że żadne mityngi się nie odbędą. Kiedy i czy to będzie w ogóle możliwe, na razie nie wiadomo.